onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Artur Szpilka bez zdziwienia przyjął wynik pojedynku Mariusza Wacha (31-2, 17 KO) z Aleksandrem Powietkinem (30-1, 22 KO). "Wiking" na gali w Kazaniu przegrał ze srebrnym mistrzem WBC wagi ciężkiej przez techniczny nokaut w dwunastej rundzie.

- Przebieg walki mnie ani trochę nie zaskoczył - stwierdził "Szpila" w rozmowie z ringpolska.pl. - Mówiłem przed pojedynkiem, że Mariusz nie ma atutów na Powietkina, a dodatkowo boksował bardzo bojaźliwie. Mariusz w całej walce trafił dwa czy trzy razy prawą ręką.

- Do boksu trzeba mieć jaja, ale nie takie jaja, żeby wyjść z kimś do ringu, bo na tym poziomie to podstawa, tylko jaja, żeby nie bać się wejść z ciosem. Mariusz w ringu nic nie zrobił, aby wygrać. Piotr Wilczewski słusznie w narożniku dodawał mu wiary, nakłaniał do ataku, ale tego nie było - analizował najwyżej notowany polski "ciężki". - Jedną rzeczą Wach zaskoczył mnie na plus - że wyłapywał na rękawice lewe sierpowe i lewe haki, prawdopodobnie znał już te akcje ze sparingów z Powietkinem i był na nie wyczulony. Ale poza tym nic nie było, Mariusz boksował z manierą sparingpartnera, starając się po prostu przetrwać i nastawił się na obronę. A w walce trzeba pokazać serce, nawet ryzykując przegraną przez nokaut, zaatakować, zwłaszcza gdy przegrywa się na punkty. Ja tak zrobiłem z Jenningsem i poległem, ale po walce mogłem sobie powiedzieć, że próbowałem wygrać.

Szpilka zapytany o to, czy po boju w Kazaniu nadal widzi Powietkina jako faworyta w planowanym na przyszły rok pojedynku z mistrzem WBC Deontayem Wilderem (35-0, 34 KO), odparł: - Jestem przekonany, że Powietkin znokautuje Wildera. Wach był dziś nastawiony defensywnie, Wilder jest inny, otwiera się, atakując. Obniża wtedy ręce i jest łatwy do trafienia. Powietkin go trafi i skończy.