Patronat medialny


 


Już za cztery tygodnie, najwyższy polski pięściarz, Mariusz Wach (24-0, 12 KO) stoczy swój drugi tegoroczny pojedynek. Wyrabiający sobie powoli silną pozycję na amerykańskim rynku bokser wierzy w to, iż uda mu się zostać mistrzem  świata w wadze ciężkiej.

- Zawsze uwielbiałem oglądać walki Andrzeja Gołoty. Był wielkim facetem, który prezentował umiejętności zawodnika z kat. półśredniej. Wielka szkoda, że nie został nigdy mistrzem, miał większe umiejętności niż wielu byłych czempionów tej dywizji. Chcę dokończyć to, co rozpoczął Andrzej i zostać pierwszym polskim mistrzem świata w wadze ciężkiej - zadeklarował Wach.

- Być może to ja będę tym zawodnikiem, który zakończy supremację braci Kliczko. To wspaniali mistrzowie, ale ja mam swoje marzenia do zrealizowania i rodzinę, którą muszę się zaopiekować. Oprócz warunków fizycznych i siły, posiadam także umiejętności by podołać temu zadaniu. Czekam na swoją szansę, a kiedy ta nadejdzie - będę gotowy - dodał pochodzący z Krakowa bokser.

Polski pięściarz podzielił się także wrażeniami ze sparingów, jakie miał okazję odbyć niedawno ze złotym medalistą Igrzysk Olimpijskich z Aten, niepokonanym na zawodowstwie - Aleksandrem Powietkinem.

- Praca z Powietkinem oraz jego szkoleniowcem - Teddy Atlasem - była dla mnie znakomitym doświadczeniem. Wcześniej miałem już okazję sparować z bardzo dobrymi pięściarzami - Albertem Sosnowskim czy Samuelem Peterem. Rosjanin to bardzo utalentowany zawodnik - nikt nie zostaje mistrzem olimpijskim bez powodu. On może sprawić problemy w ringu każdemu w tym biznesie. Myślę, że wkrótce ludzie przekonają się, na co go tak naprawdę stać - zakończył Mariusz Wach.