onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



- Skupiam się na pracy szkoleniowej z amatorami, nie mam ambicji trenować przyszłych mistrzów świata - przekonuje w rozmowie z portalem "Łączy Nas Pasja" Maciej Miszkiń, były pięściarz, a obecnie trener i komentator bokserski.

Powiedziałeś, że straciłeś pasję do boksu. Jak się z tym czujesz?
Maciej Miszkiń: Czuje się normalnie. Nie koliduje mi to, z komentowaniem gali ani wykonywaniem zawodu trenera. Staram się spełniać moje obowiązki jak najlepiej i nawet to, że przestałem traktować boks, jako swoją pasję, pomaga mi zachować do tego sportu pewien dystans. Skupiam się na pracy szkoleniowej z amatorami, nie mam ambicji trenować przyszłych mistrzów świata. A podczas komentowania zauważam więcej niż wcześniej, ponieważ już się tymi walkami aż tak nie emocjonuję.
 
Można uprawiać zawód pięściarza nie mając pasji do tego sportu?
Bez pasji człowiek rozsądny nie podejmie się boksowania. Po pierwsze, jest to bardzo niepewny zawód. Każda kontuzja, mocniejsze uderzenie, nieuczciwi promotorzy, brak sukcesu sportowego spowodują, że nic z tego zawodu nie wyciągniesz. Nie będziesz miał żadnych korzyści i umiejętności poza tym, że będziesz potrafić się obronić. To jest bardzo ryzykowny zawód, więc podejrzewam, że bez pasji nikt by go nie zaczął uprawiać na poważnie. Natomiast jak już człowiek się wdraża i rozpoczyna trenować zawodowo, to brak tej pasji może pomóc. Mi to się udało, w ostatnim, przez wielu ocenianym za najlepszy momencie mojej kariery. Podchodziłem do tego z chłodną głową, robiłem tylko to, co było trzeba i traktowałem to jako zwykłą pracę.
 
Najlepsza i najgorsza rzecz, jaka wynika z bycia pięściarzem zawodowym?
Najlepsze jest to, że będąc czołowym zawodnikiem w boksie, oprócz tego, że masz formę i ona w pewnym stopniu ciebie unosi, to jesteś właśnie pięściarzem, czyli niektórzy odbierają taką osobę, jako herosa, bohatera. To w pewnym stopniu dawało mi sporo szczęścia i radości. Najgorsze było kumulujące się obciążenie psychiczne związane z tym, że lata mijają, że poruszam się po niepewnym gruncie, i spore ryzyko, jakie temu towarzyszyło. Z każdym kolejnym rokiem, to obciążenie się kumulowało i w pewnym momencie stało się nie do zniesienia.
 
Co Tobie się najbardziej podobało podczas kariery pięściarskiej?
Chciałem od walki do walki stawać się coraz lepszym zawodnikiem, ale dlatego, że lubiłem boksować przy pełnych trybunach, na dużych halach. Im większa walka, im większy szum medialny wokół niej, to czułem się lepiej. Sama rywalizacja sportowa również mnie bardzo nakręcała. Cieszyłem się z tego, że mogę zarabiać pieniądze za to, że utrzymuję swoje ciało w coraz lepszej formie. I to chyba kręciło mnie najbardziej.