onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

 

 

- Jeśli Wach będzie aktywny, to może wygrać przed czasem, ale jeśli będzie ospały, to przegra - mówi Maciej Miszkiń, analizując sobotnią walkę Artura Szpilki z Mariuszem Wachem. Pojedynek będzie głównym wydarzeniem gali Knockout Boxing Night #5 w Gliwicach.

 

Maciej Miszkiń, były pięściarz, a obecnie ekspert i komentator bokserski podsumował sobotni finał turnieju World Boxing Super Series oraz szanse Oleksandra Usyka po ewentualnym przejściu do kategorii ciężkiej.

 

Choć Maciej Miszkiń zakończył już swoją sportową karierę, nadal utrzymuje formę. "Handsome" krótki pobyt na obozie Tomasza Adamka w Osadzie Śnieżka w Łomnicy wykorzystał, by potarczować chwilę z nowym trenerem "Górala" Gusem Currenem.

Rok temu Maciej Miszkiń zakończył zawodową karierę, ale wciąż pozostaje aktywny w bokserskim środowisku jako komentator gal telewizyjnych oraz trener. Miszkiń rekreacyjne zajęcia pięściarskie prowadzi w Warszawie.

 

Często do ciebie dzwonią dziennikarze?
Maciej Miszkiń - były pięściarz, komentator gal bokserskich: Czasami.
 
Częściej niż wtedy, gdy byłeś aktywnym sportowcem?
Wydaje mi się, że nie ma różnicy.
 
Trochę mnie to zdziwiło, ale od kiedy zakończyłeś karierę, ludzie częściej wpisują w wyszukiwarce hasło „Maciej Miszkiń”. Z czego to wynika?
Wiesz co, ludzi zawsze interesuje, gdy coś się dzieje. Mało pięściarzy kończy z boksem wiedząc, kiedy jest odpowiedni moment, by powiedzieć sobie „stop”. Zazwyczaj zakończenie kariery jest spowodowane słabszą postawą w ringu i wieloma porażkami. U mnie forma była, wygrane pojedynki również, zdrowie nie szwankowało, a mimo wszystko postanowiłem zakończyć karierę. Kibice lubią, gdy coś wyłamuje się ponad schemat i idzie nieco inną drogą. To tłumaczy, skąd te zainteresowanie.
 
Jest w Polsce pięściarz, którzy ma większą wiedzę o boksie niż Ty?
Są pięściarze, którzy interesują się boksem. Taki był właśnie Dawid Kostecki. Artur Szpilka też bardzo lubi boks, dużo czyta, ogląda. Widać, że się tym jara. Diablo na przykład interesuje się boksem mniej i po prostu wykonuje swoją robotę. Czy ja mam największą wiedzę na temat boksu? Trudno jest mi oceniać samego siebie, niech robią to inni. Skoro zatrudniła mnie jednak poważna stacja telewizyjna, to widocznie spełniam standardy.
 
Telewizja była planem na życie po zakończeniu kariery?
Telewizja pojawiła się w momencie, gdy jeszcze boksowałem. Równolegle robiłem i jedno i drugie. Nie kolidowało to ze sobą, bo gale zazwyczaj odbywają się w weekendy, więc mogłem spokojnie trenować. Do tego praca w mediach pomogła mi również promować własną osobę. Jakby to dziwnie nie zabrzmiało, to jest to bardzo ważne. Pięściarze są produktem medialnym, więc popularność bardzo pomaga.
 
Często spotykasz się z opinią swoich kolegów, że zbyt mało osiągnąłeś, by oceniać innych pięściarzy?
Nie wiem, nie dochodzą do mnie takie słuchy, choć zdaję sobie sprawę, że niektórzy pewnie tak gadają. Czy Janusz Pindera albo Roman Kołtoń byli wybitni w tym, o czym dyskutują? No nie. Nie trzeba być wybitnym pięściarzem, żeby móc wypowiadać się o boksie. Z drugiej strony – nawet najlepsi popełniają błędy. Gdy dojdziesz do pewnego poziomu w boksie, swoje przewalczysz, naoglądasz się różnych pojedynków i poznasz tę branżę, to nie musisz być najlepszym na świecie, by móc stwierdzić czy Głowacki robi to dobrze, a Szpilka tamto źle. Oglądałem ostatni pojedynek Krzyśka Głowackiego w Gdańsku i widziałem, że popełniał błędy. Mi do zdobycia pasa czempiona brakowało bardzo, bardzo dużo, ale nawet gdybym go zdobył to tych błędów również bym się nie wystrzegał. A mówienie, że Miszkiń nie może oceniać i krytykować błędów, które w ringu popełnia Adamek, jest nonsensem.
 

- Skupiam się na pracy szkoleniowej z amatorami, nie mam ambicji trenować przyszłych mistrzów świata - przekonuje w rozmowie z portalem "Łączy Nas Pasja" Maciej Miszkiń, były pięściarz, a obecnie trener i komentator bokserski.

Powiedziałeś, że straciłeś pasję do boksu. Jak się z tym czujesz?
Maciej Miszkiń: Czuje się normalnie. Nie koliduje mi to, z komentowaniem gali ani wykonywaniem zawodu trenera. Staram się spełniać moje obowiązki jak najlepiej i nawet to, że przestałem traktować boks, jako swoją pasję, pomaga mi zachować do tego sportu pewien dystans. Skupiam się na pracy szkoleniowej z amatorami, nie mam ambicji trenować przyszłych mistrzów świata. A podczas komentowania zauważam więcej niż wcześniej, ponieważ już się tymi walkami aż tak nie emocjonuję.
 
Można uprawiać zawód pięściarza nie mając pasji do tego sportu?
Bez pasji człowiek rozsądny nie podejmie się boksowania. Po pierwsze, jest to bardzo niepewny zawód. Każda kontuzja, mocniejsze uderzenie, nieuczciwi promotorzy, brak sukcesu sportowego spowodują, że nic z tego zawodu nie wyciągniesz. Nie będziesz miał żadnych korzyści i umiejętności poza tym, że będziesz potrafić się obronić. To jest bardzo ryzykowny zawód, więc podejrzewam, że bez pasji nikt by go nie zaczął uprawiać na poważnie. Natomiast jak już człowiek się wdraża i rozpoczyna trenować zawodowo, to brak tej pasji może pomóc. Mi to się udało, w ostatnim, przez wielu ocenianym za najlepszy momencie mojej kariery. Podchodziłem do tego z chłodną głową, robiłem tylko to, co było trzeba i traktowałem to jako zwykłą pracę.
 
Najlepsza i najgorsza rzecz, jaka wynika z bycia pięściarzem zawodowym?
Najlepsze jest to, że będąc czołowym zawodnikiem w boksie, oprócz tego, że masz formę i ona w pewnym stopniu ciebie unosi, to jesteś właśnie pięściarzem, czyli niektórzy odbierają taką osobę, jako herosa, bohatera. To w pewnym stopniu dawało mi sporo szczęścia i radości. Najgorsze było kumulujące się obciążenie psychiczne związane z tym, że lata mijają, że poruszam się po niepewnym gruncie, i spore ryzyko, jakie temu towarzyszyło. Z każdym kolejnym rokiem, to obciążenie się kumulowało i w pewnym momencie stało się nie do zniesienia.
 
Co Tobie się najbardziej podobało podczas kariery pięściarskiej?
Chciałem od walki do walki stawać się coraz lepszym zawodnikiem, ale dlatego, że lubiłem boksować przy pełnych trybunach, na dużych halach. Im większa walka, im większy szum medialny wokół niej, to czułem się lepiej. Sama rywalizacja sportowa również mnie bardzo nakręcała. Cieszyłem się z tego, że mogę zarabiać pieniądze za to, że utrzymuję swoje ciało w coraz lepszej formie. I to chyba kręciło mnie najbardziej.
 

- To będzie jedna z najlepszych gal w historii polskiego boksu zawodowego - mówi Maciej Miszkiń przed sobotnim Polsat Boxing Night w Krakowie. Uznawany do niedawna za najlepszego polskiego pięściarza wagi super średniej 33-latek wytypował zwycięzców najciekawszych walk imprezy organizowanej w Tauron Arenie.

Michał Syrowatka - Rafał Jackiewicz
Walka, która jest najtrudniejsza do wytypowania podczas Polsat Boxing Night. Faworytem jest Syrowatka, ale zastanawiam się, czy poradzi sobie z presją. Pamiętam o wyniku pierwszej walki, ale trzeba też pamiętać, że Jackiewicz leżał tam na deskach. Później Syrowatka dał Jackiewiczowi wejść w jego ulubiony rytm boksowania i został rozbity. Teraz myślę, że tego błędu nie zrobi i wygra.

Michał Cieślak - Francisco Palacios
Myślę, że wygra Michał Cieślak i to już w początkowych rundach. Michał jest agresywny, zdecydowany i na pewno nie przestraszy się Palaciosa. Pomimo, że Portorykańczyk zapewnia, że jest w życiowej formie, to moim zdaniem nigdy nie będzie tym samym zawodnikiem, który przystępował do pierwszego pojedynku z "Diablo". Jeśli faktycznie jest świetnie przygotowany i przetrzyma napór Cieślaka, to może być ciekawie, ale mimo wszystko nie wierzę, że Palacios jest w stanie zatrzymać Michała.

Andrzej Wawrzyk - Marcin Rekowski
Lepszym pięściarzem jest Andrzej, ale jego problemem jest to, że w ważnych dla siebie pojedynkach bardzo się usztywnia. Rekowski z kolei ma czym uderzyć, choć słyszałem, że w bezpośrednich sparingach lepiej radził sobie Wawrzyk. Marcin jest zawodnikiem typowo startowym, on wie czego chce w ringu i moim zdaniem znokautuje Wawrzyka. Nawet jeśli tak się nie stanie, to pojedynek zakończy się przed czasem.

Tomasz Adamek - Eric Molina
Moim zdaniem wygra Amerykanin. Wiem, że Adamek ma najlepsze przygotowania w karierze, ale on nigdy nie potrzebował świetnych przygotowań do wygrywania dużych walk. Wygrywał ambicją, sercem i umiejętnościami. Według mnie Adamek stracił cel, do którego dążył. Ja nie wiem, czy on dzisiaj do końca wie, o co walczy. Molina jest z kolei dzisiaj w miejscu, w którym Adamek był kilka lat temu. Ma jasny cel i wie o co boksuje. Poza tym Amerykanin mocno bije z prawej ręki, a Adamek zawsze dużo prawych przyjmował, nawet w swoich najlepszych czasach.

Uznawany za najlepszego polskiego pięściarza wagi super średniej Maciej Miszkiń podjął niedawno decyzję o zakończeniu sportowej kariery. Teraz 33-latek zamierza przekazywać swoją wiedzę oraz spojrzenie na boks innym, prowadząc zajęcia rekreacyjne. Treningi odbywają się głównie w Warszawie.

Najnowsze komentarze