onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy





   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 

Ostatnio zarejestrowani

  • Polski zawodnik
  • Zeakk
  • person_95
  • garcia34
  • alameda slim

Rok temu Maciej Miszkiń zakończył zawodową karierę, ale wciąż pozostaje aktywny w bokserskim środowisku jako komentator gal telewizyjnych oraz trener. Miszkiń rekreacyjne zajęcia pięściarskie prowadzi w Warszawie.

 

Często do ciebie dzwonią dziennikarze?
Maciej Miszkiń - były pięściarz, komentator gal bokserskich: Czasami.
 
Częściej niż wtedy, gdy byłeś aktywnym sportowcem?
Wydaje mi się, że nie ma różnicy.
 
Trochę mnie to zdziwiło, ale od kiedy zakończyłeś karierę, ludzie częściej wpisują w wyszukiwarce hasło „Maciej Miszkiń”. Z czego to wynika?
Wiesz co, ludzi zawsze interesuje, gdy coś się dzieje. Mało pięściarzy kończy z boksem wiedząc, kiedy jest odpowiedni moment, by powiedzieć sobie „stop”. Zazwyczaj zakończenie kariery jest spowodowane słabszą postawą w ringu i wieloma porażkami. U mnie forma była, wygrane pojedynki również, zdrowie nie szwankowało, a mimo wszystko postanowiłem zakończyć karierę. Kibice lubią, gdy coś wyłamuje się ponad schemat i idzie nieco inną drogą. To tłumaczy, skąd te zainteresowanie.
 
Jest w Polsce pięściarz, którzy ma większą wiedzę o boksie niż Ty?
Są pięściarze, którzy interesują się boksem. Taki był właśnie Dawid Kostecki. Artur Szpilka też bardzo lubi boks, dużo czyta, ogląda. Widać, że się tym jara. Diablo na przykład interesuje się boksem mniej i po prostu wykonuje swoją robotę. Czy ja mam największą wiedzę na temat boksu? Trudno jest mi oceniać samego siebie, niech robią to inni. Skoro zatrudniła mnie jednak poważna stacja telewizyjna, to widocznie spełniam standardy.
 
Telewizja była planem na życie po zakończeniu kariery?
Telewizja pojawiła się w momencie, gdy jeszcze boksowałem. Równolegle robiłem i jedno i drugie. Nie kolidowało to ze sobą, bo gale zazwyczaj odbywają się w weekendy, więc mogłem spokojnie trenować. Do tego praca w mediach pomogła mi również promować własną osobę. Jakby to dziwnie nie zabrzmiało, to jest to bardzo ważne. Pięściarze są produktem medialnym, więc popularność bardzo pomaga.
 
Często spotykasz się z opinią swoich kolegów, że zbyt mało osiągnąłeś, by oceniać innych pięściarzy?
Nie wiem, nie dochodzą do mnie takie słuchy, choć zdaję sobie sprawę, że niektórzy pewnie tak gadają. Czy Janusz Pindera albo Roman Kołtoń byli wybitni w tym, o czym dyskutują? No nie. Nie trzeba być wybitnym pięściarzem, żeby móc wypowiadać się o boksie. Z drugiej strony – nawet najlepsi popełniają błędy. Gdy dojdziesz do pewnego poziomu w boksie, swoje przewalczysz, naoglądasz się różnych pojedynków i poznasz tę branżę, to nie musisz być najlepszym na świecie, by móc stwierdzić czy Głowacki robi to dobrze, a Szpilka tamto źle. Oglądałem ostatni pojedynek Krzyśka Głowackiego w Gdańsku i widziałem, że popełniał błędy. Mi do zdobycia pasa czempiona brakowało bardzo, bardzo dużo, ale nawet gdybym go zdobył to tych błędów również bym się nie wystrzegał. A mówienie, że Miszkiń nie może oceniać i krytykować błędów, które w ringu popełnia Adamek, jest nonsensem.
 

- Skupiam się na pracy szkoleniowej z amatorami, nie mam ambicji trenować przyszłych mistrzów świata - przekonuje w rozmowie z portalem "Łączy Nas Pasja" Maciej Miszkiń, były pięściarz, a obecnie trener i komentator bokserski.

Powiedziałeś, że straciłeś pasję do boksu. Jak się z tym czujesz?
Maciej Miszkiń: Czuje się normalnie. Nie koliduje mi to, z komentowaniem gali ani wykonywaniem zawodu trenera. Staram się spełniać moje obowiązki jak najlepiej i nawet to, że przestałem traktować boks, jako swoją pasję, pomaga mi zachować do tego sportu pewien dystans. Skupiam się na pracy szkoleniowej z amatorami, nie mam ambicji trenować przyszłych mistrzów świata. A podczas komentowania zauważam więcej niż wcześniej, ponieważ już się tymi walkami aż tak nie emocjonuję.
 
Można uprawiać zawód pięściarza nie mając pasji do tego sportu?
Bez pasji człowiek rozsądny nie podejmie się boksowania. Po pierwsze, jest to bardzo niepewny zawód. Każda kontuzja, mocniejsze uderzenie, nieuczciwi promotorzy, brak sukcesu sportowego spowodują, że nic z tego zawodu nie wyciągniesz. Nie będziesz miał żadnych korzyści i umiejętności poza tym, że będziesz potrafić się obronić. To jest bardzo ryzykowny zawód, więc podejrzewam, że bez pasji nikt by go nie zaczął uprawiać na poważnie. Natomiast jak już człowiek się wdraża i rozpoczyna trenować zawodowo, to brak tej pasji może pomóc. Mi to się udało, w ostatnim, przez wielu ocenianym za najlepszy momencie mojej kariery. Podchodziłem do tego z chłodną głową, robiłem tylko to, co było trzeba i traktowałem to jako zwykłą pracę.
 
Najlepsza i najgorsza rzecz, jaka wynika z bycia pięściarzem zawodowym?
Najlepsze jest to, że będąc czołowym zawodnikiem w boksie, oprócz tego, że masz formę i ona w pewnym stopniu ciebie unosi, to jesteś właśnie pięściarzem, czyli niektórzy odbierają taką osobę, jako herosa, bohatera. To w pewnym stopniu dawało mi sporo szczęścia i radości. Najgorsze było kumulujące się obciążenie psychiczne związane z tym, że lata mijają, że poruszam się po niepewnym gruncie, i spore ryzyko, jakie temu towarzyszyło. Z każdym kolejnym rokiem, to obciążenie się kumulowało i w pewnym momencie stało się nie do zniesienia.
 
Co Tobie się najbardziej podobało podczas kariery pięściarskiej?
Chciałem od walki do walki stawać się coraz lepszym zawodnikiem, ale dlatego, że lubiłem boksować przy pełnych trybunach, na dużych halach. Im większa walka, im większy szum medialny wokół niej, to czułem się lepiej. Sama rywalizacja sportowa również mnie bardzo nakręcała. Cieszyłem się z tego, że mogę zarabiać pieniądze za to, że utrzymuję swoje ciało w coraz lepszej formie. I to chyba kręciło mnie najbardziej.
 

- To będzie jedna z najlepszych gal w historii polskiego boksu zawodowego - mówi Maciej Miszkiń przed sobotnim Polsat Boxing Night w Krakowie. Uznawany do niedawna za najlepszego polskiego pięściarza wagi super średniej 33-latek wytypował zwycięzców najciekawszych walk imprezy organizowanej w Tauron Arenie.

Michał Syrowatka - Rafał Jackiewicz
Walka, która jest najtrudniejsza do wytypowania podczas Polsat Boxing Night. Faworytem jest Syrowatka, ale zastanawiam się, czy poradzi sobie z presją. Pamiętam o wyniku pierwszej walki, ale trzeba też pamiętać, że Jackiewicz leżał tam na deskach. Później Syrowatka dał Jackiewiczowi wejść w jego ulubiony rytm boksowania i został rozbity. Teraz myślę, że tego błędu nie zrobi i wygra.

Michał Cieślak - Francisco Palacios
Myślę, że wygra Michał Cieślak i to już w początkowych rundach. Michał jest agresywny, zdecydowany i na pewno nie przestraszy się Palaciosa. Pomimo, że Portorykańczyk zapewnia, że jest w życiowej formie, to moim zdaniem nigdy nie będzie tym samym zawodnikiem, który przystępował do pierwszego pojedynku z "Diablo". Jeśli faktycznie jest świetnie przygotowany i przetrzyma napór Cieślaka, to może być ciekawie, ale mimo wszystko nie wierzę, że Palacios jest w stanie zatrzymać Michała.

Andrzej Wawrzyk - Marcin Rekowski
Lepszym pięściarzem jest Andrzej, ale jego problemem jest to, że w ważnych dla siebie pojedynkach bardzo się usztywnia. Rekowski z kolei ma czym uderzyć, choć słyszałem, że w bezpośrednich sparingach lepiej radził sobie Wawrzyk. Marcin jest zawodnikiem typowo startowym, on wie czego chce w ringu i moim zdaniem znokautuje Wawrzyka. Nawet jeśli tak się nie stanie, to pojedynek zakończy się przed czasem.

Tomasz Adamek - Eric Molina
Moim zdaniem wygra Amerykanin. Wiem, że Adamek ma najlepsze przygotowania w karierze, ale on nigdy nie potrzebował świetnych przygotowań do wygrywania dużych walk. Wygrywał ambicją, sercem i umiejętnościami. Według mnie Adamek stracił cel, do którego dążył. Ja nie wiem, czy on dzisiaj do końca wie, o co walczy. Molina jest z kolei dzisiaj w miejscu, w którym Adamek był kilka lat temu. Ma jasny cel i wie o co boksuje. Poza tym Amerykanin mocno bije z prawej ręki, a Adamek zawsze dużo prawych przyjmował, nawet w swoich najlepszych czasach.

Uznawany za najlepszego polskiego pięściarza wagi super średniej Maciej Miszkiń podjął niedawno decyzję o zakończeniu sportowej kariery. Teraz 33-latek zamierza przekazywać swoją wiedzę oraz spojrzenie na boks innym, prowadząc zajęcia rekreacyjne. Treningi odbywają się głównie w Warszawie.

W ubiegłym tygodniu w bokserskie środowisko uderzyła nieoczekiwania informacja o zakończeniu kariery przez Macieja Miszkinia (19-3, 5 KO). Dzisiaj w telewizji Sportklub w programie "Cwany Gapa" widzowie obejrzą pierwszy wywiad jakiego 33-latek z Sokółki udzielił po zawieszeniu rękawic na kołku.

Miszkiń na zawodowych ringach debiutował w maju 2009 roku, rywalizując w kategorii półciężkiej. Największe sukcesy były już pięściarz odnosił po przenosinach do wagi super średniej, gdzie w ubiegłym roku wygrał m.im. z Pawłem Głażewskim i Tomaszem Gargulą.

Te zwycięstwa pozwoliły mu zaistnieć na eksponowanych miejscach prestiżowych bokserskich rankingów. Kiedy wydawało się, że wielkie walki są już na wyciągnięcie jego ręki, Miszkiń rozwiązał kontrakt z dotychczasowymi promotorami i odszedł z boksu. Swoją decyzję podjął nagle, a motywów postępowania nie chciał ujawniać. Czy w dalszym ciagu będzie milczał? Odpowiedź na to pytanie poznamy już dzisiaj o godz. 20.00, oglądając Sportklub.

W programie "Cwany Gapa" noszący przydomek "Handsome" były bokser zdradzi również plany na życie po zakończeniu kariery sportowej i opowie o tym, jak wyglądają jego dni bez regularnych treningów. Miszkiń podjął także decyzję w sprawie kontynuowania swojej kariery telewizyjnej. 33-latek od dłuższego czasu z powodzeniem występuje w różnych stacjach w roli eksperta oraz komentatora.

Czy pożegnanie się z boksem oznacza, że jego głos także przestanie towarzyszyć telewizyjnym galom? Wszystkie nurtujące kwestie zostaną rozwiązane już dzisiaj o godz. 20.00 w telewizji Sportklub. Powtórka programu w telewizji Fightklub o godz. 21.30.

Na początku tygodnia polska społeczność pięściarska przeżyła szok, dowiadując się o tym, że najlepszy polski zawodnik wagi super średniej Maciej Miszkiń (19-3, 5 KO) postanowił zakończyć zawodową karierę. W poniedziałek w programie "Cwany Gapa" w telewizji Sportklub, pięściarz z Sokółki udzieli pierwszego wywiadu od momentu upublicznienia jego decyzji.

Boksujący w wadze super średniej Maciej Miszkiń (19-3, 5 KO) swój ostatni pojedynek stoczył w grudniu na gali w Ełku, pokonując na punkty Matiouze Royera i więcej do ringu już nie wyjdzie - tak przynajmniej twierdzi szef sportowej redakcji "Super Expressu" Andrzej Kostyra.

- Maciek Miszkiń kończy karierę. Już. O powodach nie chce na razie mówić. A wg Gmitruka zrobił mega postępy. Mam dla Maćka wielki szacunek - napisał na Twitterze Kostyra, który wspólnie z pięściarzem z Sokółki wielokrotnie komentował bokserskie gale Polsatu Sport.

33-letni Miszkiń na zawodowych ringach rozegrał 22 walki, przegrał trzy razy - z Pawłem Głażewskim, któremu udanie się zrewanżował, późniejszym mistrzem świata Vincentem Feigenbutzem i Aliaksandrem Suszczycem (po dyskusyjnym werdykcie punktowym).

- Andrzej zaprezentował się we wczorajszej walce po prostu słabo - skomentował Maciej Miszkiń (19-3, 5 KO) wczorajszy występ Andrzeja Sołdry (12-2-1, 5 KO), który wrócił na ring po blisko rocznej przerwie, wygrywając na gali w Legionowie z Sebastianem Skrzypczyńskim. Nieoficjalnie mówi się, że wkrótce ma dojść do ringowego spotkania Miszkinia i Sołdry.

- Pomijam oczywiście fakt, że Sołdra wracał po ciężkiej kontuzji, w pechowym dla siebie miejscu i boksował z doświadczonym zawodnikiem. Skrzypczyńskiemu zabrakło wczoraj kondycji, bo gdyby był lepiej przygotowany, to kto wie - ocenił najwyżej notowany polski pięściarz wagi super średniej.

- Z każdą walką po tej przerwie Andrzej pewnie będzie lepszy, ale ja w jego wczorajszym boksie widziałem wiele błędów. Jeśli dojdzie do naszej walki, to z pełną premedytacją będę chciał wykorzystać każdy z tych błędów - przekonuje Miszkiń, który ostatni raz boksował w grudniu, a na ring ma wrócić w kwietniu.

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze