onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy

 



   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 

To prawda, że rozpocząłeś treningi MMA?
Krzysztof Zimnoch: Tak, ćwiczę zapasy i MMA, ale nie jest to dla mnie pierwsza styczność ze sportami kopanymi, bo jako dziecko z braćmi i wujkiem bawiłem się w tzw. przewalanki na trawie. To było takie MMA 25 lat temu. Teraz wdrażam się, codziennie uczę się czegoś nowego.

Kiedy debiut w klatce?
W przyszłym roku i niewykluczone, że ten debiut będzie już w następnej walce. Mój promotor Tomasz Babiloński zajął się organizacją gal MMA i wspólnie wpadliśmy na pomysł, bym wystąpił na jednej z nich. Na tę chwilę bliżej mi więc do MMA.

Twój "przyjaciel" Artur Szpilka również rozważa występy w MMA, więc skoro nie udało się wam zmierzyć w boksie, to może uda się w klatce?
Może będzie łatwiej niż w boksie? W kontrakcie mam możliwość wystąpienia na gali innego promotora po opłaceniu konkretnego procenta z wynagrodzenia, myślę, że Artur ma podobnie, więc może chłopaki z KSW chcieliby coś takiego zorganizować? Jestem otwarty na wszelkie propozycje.

Pełna treść artykułu w "Super Expressie" >>

Boksujący w kategorii ciężkiej Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) swoją kolejną walkę stoczy w MMA. - Zawsze podejmuję decyzje z pełną odpowiedzialnością i wiem, co robię. Nie robię nic pod presją, tylko dlatego, że to chcę zrobić - przekonuje białostoczanin w rozmowie z ringpolska.pl, komentując zaskakujące doniesienia.

Skąd się wziął pomysł na twoje występy w MMA?
Krzysztof Zimnoch: Dostałem propozycję, przemyślałem i stwierdziłem, że warto spróbować. Nie powiedziałem, że żegnam się z boksem. Bardzo możliwe, że to będze połączone, tzn. raz wystąpię w boksie, raz w MMA.

W najbliższym występie to będzie boks czy MMA?
Raczej MMA. Aktualnie przygotowuje się w Polsce i trenuję ogólnie. Biegam, siłownia, ćwiczę boks i zapasy.

Kiedy powinniśmy spodziewać się w takim razie twojego debiutu w MMA?
Pewnie w okolicach wiosny. Na dzisiaj nie powiem jednak, czy to będzie luty, marzec czy kwiecień.

Mają rację ci kibice, którzy twierdzą, że Joey Abell wybił tobie boks z głowy i dlatego poszedłeś do MMA?
Nie, Abell nie wybił boksu z głowy. Co więcej, ja chcę stoczyć z nim rewanż, bo nawet jeśli zabrzmi to w sposób zarozumiały, wiem, że z nim wygram, jeśli będę boksował w sposób mądry. Ja świadomie podejmuję decyzję i dobrze wszystko przemyślałem. Abell dał mi nauczkę, sprowadził mnie na ziemię, ale ja jeszcze nie powiedziałem w boksie ostatniego słowa.

Masz już za sobą pierwsze sparingi na zasadach MMA?
Jeszcze nie, ale niedługo wybiorę się do kogoś z wagi ciężkiej, potaczam się z nim i zobaczę jak to wygląda. Bardzo możliwe, że jeszcze w tym roku uda mi się pojechać do miejsca, w którym jest w Polsce dobre MMA i sprawdzić się.

Z jakimi celami zadebiutujesz w MMA? Myślisz o poważnych tytułach czy bardziej chcesz się po prostu sprawdzić?
Przede wszystkim chcę się sprawdzić, podchodzę do tego na dużym luzie. Dużo będzie zależało od pierwszego występu, zobaczymy jak zaprezentuje się w parterze i czy walki z braćmi z dzieciństwa zostały jeszcze we mnie. Zobaczymy, po pierwszych sparingach z kimś, kto ma pojęcie o MMA będzie wiadomo na czym stoję.

Czy rozmawiałeś już o tym z kim zmierzysz się w pierwszej walce MMA?
Nie, nie słyszałem jeszcze o żadnych nazwiskach.

Ale nie będzie to raczej zawodnikiem z dużymi osiągnięciami i nazwiskiem?
Wielki kozak w MMA poskładałby mnie szybciej niż Abell, nie ma co się oszukiwać. MMA rządzi się swoimi prawami i trzeba ostrożnie stawiać pierwsze kroki.

Czy nie obawiasz się, że MMA to będzie tylko strata czasu, który mógłbyś w bardziej efektywny sposób wykorzystać na boks, gdzie wciąż nie osiągnąłeś tego o czym marzysz?
Ja wychodzę z założenia, że nic w moim życiu nie dzieje się przez przypadek. Wszystko jest spowodowane tym co myślę i chcę robić. Na pewno nie będę tego traktował jako coś, czego mogę żałować.

Nawet jeśli twoja przygoda w MMA skończy się po jednej lub dwóch walkach, bo okaże się, że to po prostu nie jest sport dla ciebie?
Zawsze podejmuję decyzje z pełną odpowiedzialnością i wiem, co robię. Nie robię nic pod presją, tylko dlatego, że to chcę zrobić. Jestem odpowiedzialnym facetem i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, co taka decyzja oznacza dla mojego życia. Myślę, że na tym wszystkim bardziej wygram, niż stracę.

Wygląda na to, że Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) zmieni wkrótce dyscyplinę sportową i zadebiutuje jako zawodnik mieszanych sztuk walki. "Powrót Krzysztofa Zimnocha już wkrótce, tym razem nie boks a MMA." - napisał dziś na Twitterze współpromotor pięściarza Tomasz Babiloński.

Białostoczanin już kilka dni temu zasugerował, że może zamienić ring na klatkę. - Oczywiście boks jest nadal nr 1, ale chciałbym spróbować sił w innej dyscyplinie. Tak naprawdę całe dzieciństwo uprawiałem MMA ze swoimi braćmi i starszym o kilka lat wujkiem - pamiętam jaki to był wycisk - stwierdził wówczas 34-letni pięściarz.

Krzysztof Zimnoch ostatnią walkę stoczył we wrześniu na gai w Radomiu, przegrywając przez nokaut z Joeyem Abellem.

Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) wznowił treningi po wrześniowej porażce z Joey'em Abellem. 34-letni białostoczanin zdradził, że myśli o debiucie w mieszanych sztukach walki, a jego kolejny występ możemy oglądać w klatce, a nie ringu bokserskim.

- Po ostatniej walce ciężko było się podnieść, ale już jestem. Wróciłem do treningów, ale bardzo możliwe, że następnym razem zobaczycie mnie w klatce. Obecnie często chodzę na zapasy i treningi MMA - stwierdził Zimnoch.

- Oczywiście boks jest nadal nr 1, ale chciałbym spróbować sił w innej dyscyplinie. Tak naprawdę całe dzieciństwo uprawiałem MMA ze swoimi braćmi i starszym o kilka lat wujkiem - pamiętam jaki to był wycisk - przekonuje pięściarz wagi ciężkiej.

W tym roku Zimnoch stoczył trzy zawodowe walki. Poza przegraną z Abellem, wygrywał z Michaelem Grantem i Mikem Mollo.

Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) wkrótce wyleci do Londynu i wznowi treningi z Richardem Williamsem. 34-letni pięściarz z Białegostoku powoli wraca do formy po wrześniowej porażce z Joey'em Abellem.

- Trenuję już od jakiegoś czasu, ruszam się i jestem na walizkach, gotowy do wylotu do Londynu. Na razie jestem w Białymstoku, nie mam tutaj trenera od boksu, ale nie siedzę z założonymi rękami. Ruszam się na tyle, ile mogę to robić sam - tłumaczy Zimnoch.

- Nie znam jeszcze daty mojego powrotu na ring. Na tę chwilę nie wiem, kiedy odbędzie się kolejna walka, na pewno będzie to w przyszłym roku, ale konkretów nie znam - mówi białostoczanin.

W ubiegłym roku Zimnoch stoczył trzy zawodowe walki. Poza porażką z Abellem, Polak wygrywał także z Mikem Mollo i Michaelem Grantem.

Wrześniową porażkę z Joey'em Abellem pamiętasz z ringu czy z powtórki telewizyjnej?
Krzysztof Zimnoch: Mam przebłyski. Jest coraz lepiej, bo świeżo po walce było ciężko. I nerwy, i ten nokaut. To wszystko spowodowało, że nie bardzo wiedziałem, co się wydarzyło.

Spotkałem się z teorią, że najwięksi pięściarze mają umiejętność przetrwania. Ali, Sugar Ray, Louis, Marciano. Idąc na wymianę ciosów z Abellem liczyłeś, że i ty zaliczasz się do grona „nieśmiertelnych”?
Przede wszystkim zawsze jak wychodzę do ringu, uważam się za silniejszego, mocniejszego od swojego rywala. Po to ciężko trenuję, żeby tak właśnie było. Żeby wygrywać. Tutaj wyszło, jak wyszło. Był po prostu silniejszy. Taktyka była taka, żeby nie przyjmować z nim wymiany, żeby uciekać na nogach, przepuszczać jego ataki. Tyle że jak trafił, w głowie było już tylko jedno: albo on mnie, albo ja jego.

Jak odreagować taką porażkę, takie brutalne sprowadzenie na ziemię?
Najgorzej było z emocjami, mentalnie naprawdę to przeżyłem. Czułem niewyobrażalny żal, taką rozpacz w sobie. Tak ciężko trenowałem, tak dobrze byłem przygotowany, a przyjechał człowiek i od pierwszej rundy mnie zdusił, stłamsił, zdetronizował. „Jak to możliwe, że tak się stało? Czy to on jest tak dobry, tak silny, czy po prostu ja jestem dużo słabszy od niego?” – takie pytania pojawiały się w głowie. I powiem ci szczerze, że do dzisiaj nie wiem, dlaczego tak się stało.

A może promotorzy zrobili ci krzywdę, bo najzwyczajniej w świecie nie byłeś gotowy na tak wysoki poziom?
Ring weryfikuje, czy jesteś gotowy na walkę, czy nie. Zawsze tak jest. Jestem świadomy, że znowu będę musiał podnosić się z kolan. Że znowu jestem zdany na łaskę promotorów. Kogo mi dadzą, z tym będę boksował. Ja marzę o tym, żeby walczyć z jak najlepszym zawodnikiem. Żeby walczyć z nim jak równy z równym. Mało tego. Marzę o tym, żeby być jak najlepszym zawodnikiem. A który teraz jestem? 87. na świecie? Trzeba mierzyć siły na zamiary. Nie jest realne, żebym w tym momencie walczył o mistrzostwo świata. Ale moim marzeniem jest to, żeby zostać mistrzem świata.

Nie jesteś za mały na ciężką?
Za mały? W jakim sensie? Jeszcze rok temu ważyłem niecałe 103 kilo, teraz już 107 wieczorem. Wszystko idzie w tym kierunku, żeby być coraz większym i coraz silniejszym. Widzę, co się dzieje w wadze ciężkiej. Boksują chłopaki o dziesięć centymetrów wyżsi ode mnie, ciężsi. Abell miał 120, Joshua z Kliczką 113. Wielkie chłopy, tak? Żeby nawiązać walkę z Joshuą trzeba ważyć przynajmniej 110 kilogramów. Chyba, że ma ona polegać na uciekaniu i kontrowaniu.

Pełna treść artykułu na Sporteuro.pl >>

Pozbierałeś się już po porażce z Joeyem Abellem?
Krzysztof Zimnoch: Tak, taki jest boks. Takie sytuacje się zdarzają. Szkoda, że na takim etapie kariery, ale muszę żyć dalej.

Przed tą walką zapowiadałeś, że zbliżasz się do światowej czołówki, ale zaliczyłeś dużą wpadkę.
To była wpadka, która mocno mnie cofnęła. Wierzyłem w to, że już wkrótce mogę toczyć walki o naprawdę poważne stawki, a Abell brutalnie sprowadził mnie na ziemię. Będę teraz pracował, żeby odzyskać w oczach kibiców i promotorów, to co straciłem.

Myślisz o rewanżu z Abellem? On deklaruje, że chętnie wróci do Polski.
Jestem na tak, nie obawiam się go i wyszedłbym z nim do ringu jeszcze raz, żeby wygrać. Trzeba jednak wyciągnąć wnioski z tego co się stało. Abell był ode mnie dużo silniejszy fizycznie. Czułem każdy cios, który trafiał, nawet przez gardę. Nigdy nie czułem w ringu takiej siły. Trzeba na pewno się wzmocnić fizycznie.

Czyli był jeszcze silniejszy od Mike'a Mollo?
Mollo w drugiej walce nie pokazał żadnej siły. Tutaj nie ma żadnego porównania. Przede wszystkim spodziewałem się Abella ważącego 110 kg. Nie spodziewałem się, że on będzie ważył 120 kg. Gdybym to wiedział, to ja sam bym przybrał jeszcze więcej, chociaż moim zdaniem ważyłem optymalnie, ale na niego to było za mało.

Czy pierwsza runda, w której od razu Abell trafił cię kilkoma mocnymi ciosami ustawiła walkę?
W pierwszej rundzie poczułem jego ciosy, każdy był potężny. Na pewno nie zblokowałem się psychicznie, chciałem walczyć, ale szczerze mówiąc, to z walki mało co pamiętam.

To był aż tak ciężki nokaut?
Po walce doszedłem do siebie dosyć szybko, w końcu rozmawiałem z dziennikarzami w szatni i chyba mówiłem w miarę logicznie. Ale szczerze mówiąc, to walki w ogóle nie pamiętam. Mogę ją oceniać jedynie po nagraniu telewizyjnym. Z tego co widziałem, to w pierwszej rundzie mnie zdominował, w drugiej dał mi trochę poboksować, parę razy trafiłem na dół i sytuacja zaczęła się delikatnie zmieniać, ale w trzeciej rundzie przydusił mnie, trafił czystym ciosem na skroń i nie byłem się w stanie podnieść.

Pierwsze dni po walce były ciężkie?
Na pewno. Zastanawiałem się, co się wydarzyło, jak do tego doszło. Pytałem się gdzieś wewnętrznie, że przecież tak ciężko trenowałem, tak dobrze się czułem i zakładałem, że wygram tę walkę. Widocznie zrobiłem za mało. Trzeba starać się jeszcze mocniej i jeszcze bardziej się rozwijać. Muszę popatrzeć chłodnym okiem na to co się wydarzyło, wyciagnąć wnioski i pracować nad sobą.

Pomimo twojej porażki planowano na 2 grudnia walkę z Arturem Szpilką. Byłeś na nią naprawdę gotowy, jeśli Szpilka byłby zdrowy.
Gdybym zaczął trenować i wszystko byłoby dobrze, czułbym się dobrze na sali treningowej, to na pewno bym walczył. Jeśli bym się czuł źle, to walka musiałaby zostać przełożona. Nigdy nie wchodzę do ringu po wypłatę, tylko zawsze celuję w zwycięstwo.

Zdążyłeś wrócić do treningów zanim pojawiła się informacja o kontuzji Szpilki?
Nie, ja jeszcze nie wróciłem na salę treningową, a on zdążył już się wycofać, więc nie musiałem tej decyzji podejmować.

W tym roku prawdopodobnie już nie zaboksujesz?
Na pewno nie. Wylatuję w listopadzie do Londynu, żeby jeszcze w tym roku potrenować z Richardem Williamsem. Na razie jestem w Białymstoku i zaczynam się ruszać. Biegam, robię trochę siły, pracy na worku i walki z cieniem, żeby przygotować się do wyjazdu.

Trener po porażce był załamany?
Może nie załamany, ale też to przeżył, bo bardzo się angażuje w naszą współpracę. Już z nim rozmawiałem, powiedział mi o kilku rzeczach, nad którymi musimy popracować i zrobimy wszystko, żeby było dobrze. Teraz mamy pracować trochę inaczej. Cały czas chcemy się rozwijać, pod każdym względem.

Co powiedzieli promotorzy po tej walce?
Rozmawiałem z Tomaszem Babilońskim, który powiedział, że na razie muszę przede wszystkim dojść do siebie i trochę odpocząć. Widziałem, że on też zestresował się trochę po tym nokaucie i przeżył to. Z Andrzejem Wasilewskim też rozmawiałem, ale nie na tematy bokserskie. Na razie nie znam żadnych planów, jeszcze przyjdzie na to czas.

Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) przerwał milczenie po wrześniowej walce z Joeyem Abellem. Białostoczanin w oświadczeniu opublikowanym na Facebooku, zapewnił, że dotkliwa przegrana przez nokaut z amerykańskim puncherem nie zniechęciła go do boksu.

- Dziękuję za słowa wsparcia i liczne wiadomości po ostatniej walce. Niestety nie na wszystko mogę odpowiedzieć, ale zapewniam, że się nie poddam i wrócę mocniejszy. Przez moment była szansa na walkę w grudniu, ale na ten moment wszystko wskazuje na to, że do ringu wrócę jednak na początku 2018 roku. Już jestem w treningu, a w listopadzie wracam do Anglii, gdzie będę dalej pracował nad moim boksem z Richardem Williamsem. Gwarantuję, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa - napisał Zimnoch.

Porażka z Abellem była drugą w profesjonalnej karierze 34-letniego zawodnika z Białegostoku. Wcześniej uległ Mike'owi Mollo, któremu jednak udanie się zrewanżował.

Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) za pośrednictwem Facebooka skomentował swoją sobotnią porażkę z Joeyem Abellem (34-9, 32 KO). - Chcę podziękować wszystkim, którzy byli ze mną na gali w Radomiu. Tym, którzy byli na stadionie, ale również tym przed telewizorami. Jesteście wspaniali! Dziękuję za wiarę i wsparcie pod każdym względem. Dziękuję, że mogłem na Was liczyć - napisał białostoczanin.

- Obiecuję, że wrócę mocniejszy. Tylko tyle na dzisiaj mogę powiedzieć. Dziękuję również promotorom za organizację tej gali i za to, że stworzyli mi wspaniałe warunki do rozwoju. W sobotę przegrałem, ale jeśli będzie mi dane, to podziękuję wszystkim kolejnymi zwycięstwami. Jak tylko dojdę do siebie, od razu wracam do treningu. Wracam do Londynu i będę trenował jeszcze ciężej żeby być lepszym. Pozdrawiam, dziękuję i przepraszam za porażkę - dodał Zimnoch. 

Dla Krzysztofa Zimnocha przegrana z Joeyem Abellem byłą drugą w zawodowej karierze. Za pierwszym razem uległ Mike'owi Mollo, któremu jednak udanie się zrewanżował.


Najnowsze komentarze