onet.pl sport


ARTV Chicago




Przegląd Sportowy





   
BRK Gladiator

Patronat medialny





 

 

 

 



Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO) chce walczyć z Tomaszem Adamkiem (51-5, 30 KO). Białostoczanin, którego 9 września w Radomiu czeka starcie z Joey Abellem (33-9, 31 KO), po wczorajszym zwycięstwie Adamka nad Samuelem Haumono zadeklarował za pośrednictwem Facebooka, że chętnie spotka się z "Góralem" pod koniec roku.

- Duże gratulacje w stronę Tomka Adamka i jego teamu za to, że wyglądał w ringu młodo i świeżo jak sprzed laty - napisał Zimnoch. - Gratulacje też w stronę Mateusza Borka za udany debiut w roli promotora i świetną galę. Jakiś czas temu złożył mi propozycję, bym boksował na niej z Adamem Kownackim, ale odmówiłem gdyż mieliśmy z Tomkiem Babilońskim już ustaloną walkę na wrzesień, do której się obecnie przygotowuję i wiedziałem, że rywal będzie mocny i że będę potrzebował czasu, by się dobrze do niego przygotować. Temu też podjąłem taką decyzję, by skupić się na tym, co ustaliłem już ze swoim promotorem. Mateusz Borek odebrał to jednak chyba jako tchórzostwo z mojej strony, sądząc po skomentowaniu przez niego mojej decyzji. Bardzo się myli i mam więc dla niego propozycję. Jeśli wygram we wrześniu z Abellem, to chętnie zmierzę się później z najlepszym ciężkim z jego nowo powstałej grupy MB Promotions czyli Tomkiem Adamkiem na grudniowym PBN.

- 16 grudnia byłby dla nas obu idealny i nowo powstała hala w Gliwicach pięknym miejscem, gdzie można by to zrobić. Jestem otwarty i mam nadzieję, że rzucona rękawica zostanie podniesiona - dodał zawodnik z Białegostoku.

Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO) od dwóch tygodni przebywa w Londynie, gdzie przygotowuje się do walki z Joey Abellem (33-9, 31 KO). Pojedynek będzie główną atrakcją zaplanowanej na 9 września gali organizowanej w Radomiu.

- Zawsze lubiłem walczyć z mankutami, więc ucieszyłem sie na tego rywala, a tym bardziej, że jest silny i będzie dla mnie napewno dobrym testem. Mój trener Richard Williams pokazuje mi dużo ciekawych akcji na mańkuta, ktęre z pewnością będą pomocne w wygranej - relacjonuje białostoczanin.

- Pierwszy tydzień przygotowań pod mańkuta zakończyłem 6-rundowym sparingiem i tylko dlatego, że mój sparingpartner nie miał juz sił zakończyło się tylko na sześciu rundach. Fajnie było znowu wejść do ringu z mańkutem i już na początku przygotowań byliśmy z Richardem nawet zadowoleni. Wychodzi więc na to, że na koniec obozu będzie żyleta - podsumowuje Zimnoch.

33-latek w tym roku zanotował już dwa zwycięstwa. W lutym wygrał przed czasem z Mikem Mollo, a w kwietniu znokautował Michaela Granta.

9 września kolejną tegoroczną walkę stoczy Krzysztof Zimnoch (22-1, 15 KO), który skrzyżuje rękawice z Joey Abellem (33-9, 31 KO) na gali organizowanej w Radomiu. Niewykluczone, że w przypadku zwycięstwa, białostoczanin pod koniec roku zmierzy się w wyczekiwanej przez kibiców walce z Arturem Szpilką (20-2, 15 KO).

Jak zareagowałeś na wiadomość, że Joey Abell będzie twoim kolejnym rywalem?
Krzysztof Zimnoch: Nie ukrywam, że wcześniej nie interesowałem się jego osobą, ale natychmiast po otrzymaniu informacji, że będę z nim walczył, obejrzałem kilka jego pojedynków.

Jakie wrażenia?
Abell jest na pewno dobrym pięściarzem, mocno bije, wygrywa niemal wszystkie walki przed czasem, ale ja już go mam praktycznie rozpracowanego. Jest fajnie, to bardzo dobry rywal, cieszę się, że promotorzy zakontraktowali mi takiego przeciwnika, jestem bardzo zadowolony. Walka na pewno będzie ciekawa.

Abell wygrał w swojej karierze 33 walki, z czego aż 31 przed czasem. To robi na tobie wrażenie?
W ogóle to nie robi na mnie wrażenia, bo wiem, że ci rywale byli zupełnie inni niż ja. Ja już mam na niego sposób, a dojdą do tego jeszcze wskazówki mojego trenera Richarda Williamsa i wtedy będzie pełen sukces.

To chyba nie jest przypadek, że boksujesz teraz z zawodnikiem leworęcznym?
Moi promotorzy pewnie mają swoje plany i prawdopodobnie chcą, żebym wkrótce boksował z Arturem Szpilką. Nie wiem, czy moje plany są podobne. W niedzielę w Warszawie spotykam się z promotorami i zobaczymy, co z tych rozmów wyniknie.

Czyli ciebie nie ciągnie tak bardzo do walki ze Szpilką?
Niespecjalnie. Na dzisiaj Szpilki nie ma w żadnych rankingach. Mnie interesuje rywal, z którym walka przybliży mnie do pojedynku o mistrzostwo świata. Czy Szpilka znajdzie się na mojej drodze do walki o tytułu, czy nie, to zależy od promotorów, ale dla mnie to nie jest żaden wielki cel. Jeśli trzeba będzie z nim boksować, to po prostu z nim wygram.

Na niego też masz sposób?
Tak, wiem jak z nim wygrać, ale nie zamierzam o tym mówić. Kiedy będzie taka potrzeba, to po prostu wejdę do ringu i to zrobię. Osobiście wolałbym, żeby walka ze Szpilką odbyła się po tym, jak zaboksuję o mistrzostwo świata wagi ciężkiej.

A kiedy miałaby się odbyć twoja walka o tytuł?
W przyszłym roku. Wierzę w to, że jest to realne. Liczę, że promotorzy zrobią wszystko, żeby do tego doprowadzić. A czy wcześniej zaboksuję ze Szpilką? Wszystko jest możliwe, ale trzeba będzie znaleźć jakiś kompromis.

Mówisz, że Szpilki nie ma dzisiaj w rankingach, ale jeśli wygra w lipcu z Adamem Kownackim, to do nich wróci.
To prawda, a jeśli wygra Kownacki, to pewnie będę boksował w Kownackim. Taka opcja też jest przecież możliwa i przymiarki do takiego pojedynku też już były. Ja mam teraz swoją walkę, a Szpilka ma swoją. Życzę Arturowi powodzenia i mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy w ringu.

Szpilka mówi, że chce ciebie dopaść. Uda mu się?
Artur chce mnie dopaść? Życzę mu powodzenia i mówię do zobaczenia w ringu. Ja nie chcę wprowadzać do tej rywalizacji złych emocji, a co on z tym zrobi, to jego sprawa. Chcę podejść do tego w sposób sportowy i zrobić walkę bez złych emocji, ale czy to się uda? Zobaczymy. Prędzej czy później do ringu na pewno wejdziemy.

9 września na gali w Radomiu Krzysztof Zimnoch (22-1, 15 KO) zmierzy się z mocno bijącym Joey Abellem (33-9, 31 KO). - Kiedy go trafię on nie będzie w stanie myśleć logicznie i ja to wykorzystam! - odgraża się przed starciem z Polakiem Amerykanin. 

WokółRinguBoks: 9 września na gali w Radomiu będziesz walczył w pojedynku zakontraktowanym na 12 rund z Krzysztofem Zimnochem. Długo zastanawiałeś się nad zaakceptowaniem oferty tego pojedynku?
Joey Abell: Dowiedziałem się o możliwości tej walki około dwa tygodnie temu. Podjęcie decyzji zajęło mi może 2 sekundy. Ta walka to duża szansa dla nas obu.

Jak oceniasz Krzysztofa Zimnocha pod kątem bokserskich umiejętności? Jest to pięściarz dobry, solidny, czy według ciebie przeciętny?
Trudno ocenić pięściarza, tylko obserwując go w innych pojedynkach. Jednak podoba mi się jego styl. Krzysztof nie boi się walczyć. Wygląda na takiego, który ciągle się uczy, na ale przecież każdy wciąż się czegoś uczy. Będę w stanie ocenić go dopiero po naszej walce.

Zgodziłeś się na ten pojedynek, ponieważ wierzysz, że wygrasz go przed czasem? Z 33 twoich wygranych, aż 31 pojedynków zakończyłeś przed czasem. 9 września w Polsce będziesz starał się znokautować Zimnocha?
Przyjąłem ofertę tego pojedynku, ponieważ naprawdę wierzę, że jestem w stanie to wygrać. Jesteśmy podobnych gabarytów. Jestem od niego nieco starszy, ale będę chciał zwyciężyć. Zawsze wyprowadzam swoje ciosy z myślą zakończenia pojedynku przed czasem, a więc tak - tym razem także będę chciał go znokautować. W ten sposób mam większe szansę na wygraną. Zamierzam być w dobrej formie, aby walczyć tak samo w ostatniej, jak i pierwszej rundzie. Wierzę, że po zakończeniu pojedynku to moja ręka powędruję w górę!

Były pretendent do tytułu mistrza świata WBC w kategorii ciężkiej Artur Szpilka (20-2, 15 KO) przyznał, że walka Zimnoch - Abell to bardzo ciekawe zestawienie, walka z gatunku 50 na 50. Podobnie uważasz, czy np. uważasz siebie za faworyta w tym pojedynku?
Myślę, że to Zimnoch będzie faworytem. On może myśleć, że będzie walczył z journymanem, który przegrywał z lepszymi rywalami. Osobiście uważam, że jest to moją zaletą przed tą walką. Mam rzeczy, których on nie potrafi wykonać. Zgadzam się ze Szpilką, jak i opiniami innych kibiców, fanów. Jednak nikt nie widział mnie w najlepszym wydaniu, najlepszej formie - a taki będę w tym pojedynku.

W swojej zawodowej karierze miałeś okazję walczyć z kilkoma na prawdę dobrymi rywalami takimi jak np. Kubrat Pulew, Tyson Fury, Fres Oquendo, czy Chris Arreola. Która z tych walk była dla ciebie najtrudniejszą?
Byłem w ringu z najlepszymi. Dlaczego przegrałem najważniejsze walki? W dużym stopniu dlatego, że w większości dowiadywałem się o nich z małym wyprzedzeniem. Miałem np. jeden dzień przygotowań i przegrywałem później w ringu. Z każdej walki się czegoś nauczyłem, każda walka była dla mnie na prawdę cenną lekcją.

17 maja 2016 roku na gali Premier Boxing Champions wygrałeś przez TKO z niepokonanym wcześniej Johnem Wesleyem Nofirem. Jest to jeden z przyjemniejszych momentów w twojej profesjonalnej karierze? To zwycięstwo dużo ci dało?
Oczywiście pobicie Nofire’a było czymś świetnym. Walka wyglądała tak, jak wyglądała, ponieważ byłem do niej bardzo dobrze przygotowany psychicznie i fizycznie. Postanowiłem sobie, że wygram tą walkę - z taką wyślą wszedłem do ringu i wygrałem.

15 lipca Artur Szpilka będzie walczył z Adamem Kownackim. Jeśli "The Pin" wygra, to jego kolejnym rywalem może być np. właśnie Zimnoch. Joey Abell będzie chciał pokrzyżować te plany? Jeśli pokonasz Krzysztofa Zimnocha 9 września to będzie później chciał walczyć ze Szpilą, gdyby pojawiła się taka oferta?
Jeżeli on będzie chciał mnie wyzwać na taki pojedynek to ja podejmę to wyzwanie i z nim zawalczę. Bardzo lubię również własnie m.in. styl Artura Szpilki. Artur jest osobą, która naprawdę ciężko pracuję. Jednak myślę, że gdybym miał wystarczająco długi okres na przygotowania to mógłbym go pokonać. Walczę, aby zapewnić środki finansowe dla mojej rodziny. Mam bardzo dobrą pracę i wspaniałą rodzinę, która mocno mnie wspiera. Nie musiałbym już boksować, jednak nie ma niczego lepszego, jak uczucie zwycięstwa - mam wszystko, aby tak było.

Krzysztof Zimnoch podkreśla, że w 2018 roku będzie gotowy na walkę o pas mistrz świata najcięższej kategorii wagowej i zdobędzie pas. Co sądzisz o takich planach naszego pięściarza?
Na razie nie widzę Krzysztofa Zimnocha, jako kandydata na zostanie mistrzem świata. Jestem dużym facetem i teraz stoję na jego drodze. Wszystko teraz zależy od tego, czy mnie pokona. Jeśli uda mu się to na pewno zostanie to zauważone.

Co zadecyduje o twoim zwycięstwie nad Zimnochem 9 września na gali w Radomiu?
Uważam, że moja siła będzie czynnikiem, który zadecyduję o moim zwycięstwie. Kiedy go trafię on nie będzie w stanie myśleć logicznie i ja to wykorzystam!

Cała rozmowa z Joeyem Abellem na wokolringuboks.wordpress.com >>

9 września kolejną tegoroczną walkę stoczy Krzysztof Zimnoch (22-1, 15 KO), który skrzyżuje rękawice z Joey Abellem (33-9, 31 KO) na gali organizowanej w Radomiu. Niewykluczone, że w przypadku zwycięstwa, białostoczanin pod koniec roku zmierzy się w wyczekiwanej przez kibiców walce z Arturem Szpilką (20-2, 15 KO).

- Szpilka chce mnie dopaść? Powodzenia i do zobaczenia w ringu. Ja nie zamierzam wprowadzać do tej rywalizacji złych emocji i chcę podejść do niej czysto sportowo, a co on tym zrobi, to się okażę. Zacznijmy od tego, że do tej walki wcale nie musi teraz dojść, ja mam swoje plany, a Szpilka swoje - tłumaczy Zimnoch.

- Na razie to Szpilki nie ma w żadnych rankingach, a ja chcę boksować z zawodnikami, którzy przybliżą mnie do pojedynku o mistrzostwo świata. Moje plany nie przewidują w tym roku walki ze Szpilką, ale zobaczymy, jakie są plany moich promotorów. Mam jutro spotkanie w tej sprawie i po nim będę wiedział trochę więcej - mówi białostoczanin.

Zimnoch do najbliższego występu po raz kolejny będzie trenował się w Londynie, gdzie przygotowania poprowadzi Richard Williams. Na Wyspy Brytyjskie Polak przeniesie się pod koniec przyszłego tygodnia.

Prawdopodobnie pod koniec tego roku polscy kibice boksu doczekają się wreszcie elektryzująco zapowiadającej się konfrontacji w wadze ciężkiej pomiędzy Arturem Szpilką (20-2, 15 KO) i Krzysztofem Zimnochem (22-1-1, 15 KO). Wcześniej jednak obaj muszą wygrać swoje pojedynki - Szpilka 15 lipca z Adamem Kownackim (15-0, 12 KO) a Zimnoch 9 września z Joeyem Abellem (33-9, 31 KO). Obaj będą faworytami w zbliżających się potyczkach, ale zwycięstwa wcale nie mogą być pewni.

- Te walki powinny być testem i dla Szpilki i dla Zimnocha, nie ma co się bawić w nabijanie rekordów na siłę - mówi promotor Tomasz Babiloński.

- Abell to idealny rywal dla Zimnocha pod kątem Szpilki - mańkut, z mocnym ciosem, ofensywny. Oczywiście mam pewne obawy przed tym starciem, ale ta walka ma właśnie pokazać, czy Krzysztof jest gotów na Szpilkę. Moim zdaniem jest i ten pojedynek to udowodni - tłumaczy szef grupy Babilon Promotions, w którego opinii również "Szpilę" czeka solidny sprawdzian.

- Wbrew temu, co niektórzy sądzą, to nie uważam, żeby Kownacki był dla Szpilki łatwym przeciwnikiem, choć Artur na pewno jest faworytem. Kownacki chłopak potrafi przyjąć, nie boi się wymian, idzie cały czas do przodu jak Marciano. Moim zdaniem to będzie dla Szpilki trudna walka - ocenia Tomasz Babiloński.

Amerykanin Joey Abell (33-9, 31 KO) będzie kolejnym rywalem Krzysztofa Zimnocha (22-1-1, 15 KO) - poinformował na Twitterze Tomasz Babiloński, jeden z promotorów polskiego pięściarza.

Zakontraktowany na dwanaście rund pojedynek będzie główną atrakcją gali organizowanej 9 września na stadionie MOSiR w Radomiu. Dla Zimnocha, który niedawno wygrywał z Mike'm Mollo i Michaelem Grantem, będzie to trzeci tegoroczny występ.

Pochodzący z Minnesoty Abell w swojej karierze boksował m.in. z Tysonem Furym, Kubratem Pulewem oraz Chrisem Arreolą. W maju ubiegłego roku mierzący 193 cm Amerykanin znokautował niepokonanego wcześniej Johna Nofire'a. Ostatnią walkę Abell stoczył w lutym.

- Jeszcze przez kilka dni będę uśpiony jako pięściarz, ale od przyszłego tygodnia zaczynam się ruszać - mówi Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO), który dostał zapytanie w sprawie walki z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej Aleksandrem Powietkinem (31-1, 23 KO). Do pojedynku miałoby dojść 1 lipca w Moskwie.

Czy temat walki z Aleksandrem Powietkinem jest poważny?
Krzysztof Zimnoch: Ja go traktuję bardzo poważnie. Dostaliśmy zapytanie z terminem na pierwszy weekend lipca, wyraziłem zainteresowanie, a teraz czekamy na ofertę finansową.

Kibice mogą mieć pretensje, że odrzuciłeś walkę z Adamem Kownackim na gali w Gdańsku, a jesteś zdecydowany, żeby niemal w tym samym terminie boksować z Powietkinem.
Tak, to prawda, ale nawet jeśli będę trochę przemęczony i stoczę 3 walki w ciągu czterech miesięcy, to takich szans jak walka z Powietkinem nie można przepuścić. Przy dużych pieniądzach i ogromnej sportowej szansie trzeba podejmować ryzyko. A walka z Kownackim nie ucieknie. Spokojnie, jeszcze przyjdzie na nią czas.

Jak wyglądają teraz rozmowy? Kiedy możemy spodziewać się kolejnych wiadomości?
Z tego co wiem, rozmowy prowadzi Tomasz Babiloński, jednak wszystko zależy od promotorów Powietkina.

Czy perspektywa walki z Powietkinem sprawi, że zaraz znowu wpadniesz w rytm ciężkich treningów?
Jeszcze przez kilka dni będę uśpiony jako pięściarz, ale od przyszłego tygodnia zaczynam się ruszać. Szczerze mówiąc, to już wczoraj miałem ochotę zrobić trochę walki z cieniem.

Co na pomysł walki z Powietkinem powiedział twój trener Richard Williams?
Tylko się uśmiechnął. On wszystko przyjmuje ze spokojem. Powiedział, że jeśli będzie konkretna oferta i ją przyjmę, to on przygotuje mnie na walkę z Powietkinem. Jego zdaniem nie ma kozaków w wadze ciężkiej, z którymi nie da się wygrać.

Myślałeś w ogóle o tym, że możesz walczyć z zawodnikiem, który dwa razy w ciągu kilku miesięcy zaliczał wpadki dopingowe?
Szczerze, to nie przeszkadza mi to. Jeśli osiągniemy porozumienie finansowe, to Powietkin może walczyć nawet na sterydach. Jestem dorosły i świadomy tego, co robię i jeśli zdecyduję się na taką walkę, to będzie moja przemyślana decyzja. Nawet jeśli będzie się nielegalnie wspomagał, to ja wyjdę do niego z wiarą w zwycięstwo i wiem, że mój trener przygotuje mnie do tej walki znakomicie.

- To będzie jego decyzja czy skończyć karierę, czy jeszcze spróbować, co będzie po pełnym obozie. Ja mogę Mike tylko doradzić. To zbyt dobry człowiek, za wiele stoczył wielkich bojów, żeby tak odchodzić ze sportu. Dam mu kilka dni na zebranie myśli i usiądziemy do poważnej rozmowy. Nie zdziwiłbym się, gdyby walka w Polsce była jego ostatnią – mówi o przebiegi walki trener Michaela Granta – Jayson Jorgensen.

Przemek Garczarczyk: Zacznijmy od spraw zdrowia: jak oko Michaela Granta? Wylatywał z Polski z opaską na oku, jak pirat...
Jason Jorgensen: Lepiej, choć zamówiliśmy już wizytę u lekarza w Atlancie. Dotarliśmy do domu dopiero w poniedziałek, bo samolot z Warszawy do Frankfurtu miał takie opóźnienie, że nie zdążyliśmy na lot do Atlanty i spędziliśmy noc w Niemczech. Ale teraz wszystko jest OK.

Na pewno nie byłeś OK patrząc na Michaela w ringu...
Na pewno nie. W pierwszej rundzie jeszcze jakoś to wyglądało. Pamiętał o lewym prostym, schodził na boki, nie pozwalał Zimnochowi się wstrzelić. Wiedzieliśmy, że Polakowi nie wolno zostawić inicjatywy, bo się wtedy rozkręca. Być pierwszym, który zadaje cios, to było najważniejsze o czym rozmawialiśmy przed walką. Pod koniec rundy Mike nie wyszedł z narożnika, były dwa ciosy i zaczęły się problemy. Do tego Michael miał otarte oko i to zupełnie go wybiło z rytmu, koncentracji. W narożniku po pierwszej rundzie o tym mówił. Wyszedł na drugą rundę z opuszczonymi rękoma, jakby to nie był ring. Były dwa ciosy, koniec. Drugiego nie widział.

Zupełnie nie było pracy nóg. Krzysztof Zimnoch miał przeciwnika podanego jak na tacy.
Mike spędził na treningach w Atlancie trzy tygodnie. Nawet nie, bo kilka dni chorował. Kilka sparingów i to wszystko. Ostatnia walka, na którą naprawdę udało się go przygotować, to Carlos Takam, cztery lata temu. Nawet na Manuela Charra nie było w stu procentach tak, jak sobie zakładaliśmy, ale przepracowaliśmy obóz. Teraz tak nie było.

Jesteś doświadczonym trenerem, pracujesz między innymi z klasyfikowanym na 1 miejscu listy IBF, obowiązkowym rywalem Giennadija Gołowkina – Tureano Johnsonem. Wiedziałeś, jak to się może skończyć.
Miałem z nim na ten temat rozmowę. Mike był zdecydowany lecieć do Polski – ze mną czy beze mnie. Był przekonany, że to co potrafi wystarczy w Legionowie, choć ja nie byłem o tym przekonany, widząc na wideo jak dobrze ułożony w ataku jest Zimnoch. Znacznie lepiej niż w obronie, ale tego Mike nie mógł wykorzystać. U Krzysztofa widziałem, że umie kończyć, więc nie ma miejsca na jakieś załamania. Szczerze: wolałem jechać bo jestem człowiekiem, który go dobrze zna, któremu Mike ufa. Nie dla pieniędzy, bo te na pewno... straciłem przylatując do Polski. Prowadzę sporą firmę, nie byłem w biznesie przez tydzień. Kto nie wierzy, może sprawdzić, że z boksu nie żyję. Bałem się, że jeśli poleci ktoś bez wiedzy o Grancie, walka może potrwać za długo. Może się to źle skończyć.

Będzie temat zakończenia kariery?
Powinien być. To będzie jego decyzja czy skończyć karierę, czy jeszcze spróbować, co będzie po pełnym obozie. Ja mogę Michaelowi tylko doradzić. To zbyt dobry człowiek, za wiele stoczył wielkich bojów, żeby tak odchodzić ze sportu. Dam mu kilka dni na zebranie myśli i usiądziemy do poważnej rozmowy. Przy okazji: podziękowania dla polskich promotorów za opiekę, dla polskich kibiców za przyjęcie. Dziękujemy.

Dzisiaj mają ruszyć rozmowy w sprawie ewentualnej walki Krzysztofa Zimnocha (22-1-1, 15 KO) z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej Aleksandrem Powietkinem (31-1, 23 KO) - poinformował "Super Express".

- Oczywiście, że byłbym zainteresowany taką walką, ale jeszcze daleko droga do porozumienia. Nie wiem czy to zwykłe zapytanie, czy poważna oferta. Nie wiem czy jestem jedyny brany pod uwagę i jakie pieniądze wchodziłyby w grę, ale na pewno jest coś na rzeczy - powiedział "Super Expressowi" Zimnoch.

Białostoczanin w tym roku stoczył już dwie zwycięskie walki, pokonuąc Mike'a Mollo i Michaela Granta. Powietkin na ring wróci 1 lipca w Moskwie i to wtedy mogłoby dojść do starcia z Polakiem. Innym kandydatem do walki z Rosjaninem jest Amerykanin BJ Flores.

Krzysztof Zimnoch (22-1-1, 15 KO) w sobotę łatwo poradził sobie z Michaelem Grantem, nokautując 44-letniego ex-challengera do światowych tytułów wagi ciężkiej w drugiej rundzie. Jak zdradził w poniedziałkowym "Puncherze" Mateusz Borek dzięki zwycięstwu przed białostoczaninem otworzyły się ciekawe perspektywy. 

- Ponoć już pierwsze propozycje pojawiły się po tej walce i odezwał się obóz Saszy Powietkina do Krzysztofa Zimnocha - powiedział dziennikarz Polsatu Sport. 

Aleksander Powietkin (31-1, 23 KO), który niedawno został zawieszony przez federację WBC za stosowanie dopingu, zamierza wrócić na ring walką w Moskwie 1 lipca. Rosjanin w przeszłości dwukrotnie boksował z Polakami, pokonując Andrzeja Wawrzyka i Mariusza Wacha.


Najnowsze komentarze