Sponsorzy grupy KnockOut

Patronat medialny


 

Danny Green- On ma twarz jak z horroru – mówi Danny Green (31-4, 27 KO) o mistrzu świata WBC wagi junior ciężkiej Krzysztofie Włodarczyku (45-2-1, 32 KO) na tydzień przed walką pięściarzy. Australijczyk w ostatnim zawodowym pojedynku został znokautowany przez Antonio Tarvera, ale przed konfrontacją z Polakiem jest pełen optymizmu.

- To  będzie najwspanialsze zwycięstwo w mojej karierze. Nasza walka powinna być emocjonująca, Włodarczyk to zwierzę w ringu. Jest agresywny, bije mocno i jest bardzo niebezpieczny. Przygotowania do tej walki były bardzo ciężkie – mówi Australijczyk, który spodziewa się po „Diablo” podobnego występu jak w kwietniowej walce z Palaciosem.

- To była wyrównana walka, wynik był bliski remisu, a ja mam nadzieję, że Włodarczyk zaprezentuje się podobnie w walce ze mną. To nie był jego najlepszy występ, ale wystarczający, żeby pokonać pięściarzy klasy Palaciosa – powiedział pięściarz, który zdobywał mistrzowskie pasy w wagach super średniej oraz półciężkiej.

Pojedynek z Greenem będzie dla Włodarczyka trzecią obroną pasa WBC wywalczonego w maju ubiegłego roku.

Add a comment

Fiodor Łapin- Chcieliśmy takiego wyjazdu. Atmosfera wokół Krzyśka w Polsce - oprócz wiadomych jego problemów - nie była zbyt dobra. On potrzebował wyzwań. W grę wchodziły Australia i potyczka z Danny Greenem oraz Niemcy i starcie z Marco Huckiem. Moim zdaniem Krzysiek potrzebuje tego, by mieć przeciwko sobie publiczność. To będzie dla niego trudne wyzwanie, ale mam nadzieję, że wyzwoli w nim dodatkowe siły - powiedział Fiodor Łapin, trener w grupie 12round KnockOut Promotions, w rozmowie z Onet Sport przed starciem Krzysztofa Włodarczyka (45-2-1, 32 KO) w obronie pasa mistrza świata z Danny Greenem (31-3, 27 KO).

Najważniejsza część przygotowań do walki w obronie pasa mistrza zakończona. Jest pan zadowolony z tego, co udało się wypracować podczas ostatniego etapu w Wiśle?
-
To co chciałem wykonać z Krzyśkiem, zostało zrobione. Wiedziałem, że kierownictwo ośrodka Start przyjmie nas znakomicie. Nie brakowało nam naprawdę niczego. Mieliśmy wspaniałe warunki.

Nad czym szczególnie pracowaliście w tym ostatnim okresie przed wylotem do Australii?
-
Głównie taktyką. Sporo też sparowaliśmy. Najważniejsze jest jednak to, że mieliśmy w Wiśle spokój, czego pewnie nie byłoby w Warszawie.

Sparingpartnerzy byli wymagający?
-
Byli dokładnie tacy, jakich chcieliśmy mieć. Nie byli to wprawdzie mistrzowie świata, ale akurat takich potrzebowaliśmy. W ciągu jednego sparingu mogłem zmienić czterech zawodników. Było zatem wysokie tempo walk. Każdy z tych sparingpartnerów miał coś z Danny'ego Greena.

Pewnie aklimatyzacja przed walką będzie dla was najtrudniejszym wyzwaniem?
-
Nie da się ukryć, że ten wyjazd do Australii jest wielkim wyzwaniem. Pierwszy raz tam lecimy, ale mamy ze sobą Darka Nowickiego, który pomoże nam się zaaklimatyzować. Opracowywał już dla sportowców plany aklimatyzacji w Australii. Wiemy zatem, co robić. Kolejnym wyzwaniem jest czwartkowa konferencja prasowa w Sydney, którą początkowo zlekceważyłem, ale kiedy popatrzyłem na rozkład lotów, to zobaczyłem, że to są cztery godziny lotu i trzy godziny różnicy w czasie. Będzie to zatem bardzo ciężki czwartek, bo w ten sam dzień będziemy musieli wrócić z Sydney, by stracić jak najmniej sił. Add a comment

Czytaj więcej...

Danny GreenKurczak z warzywami przyrządzany przez mamę australijskiego boksera i zimne piwo - to jedno z ulubionych dań Danny'ego Greena (31-3, 27 KO), który 30 listopada będzie walczył z Krzysztofem "Diablo" Włodarczykiem (45-2-1, 32 KO) o pas mistrza świata WBC w wadze junior ciężkiej.

Green ma 38 lat, a z 35 zawodowych walk wygrał 31. Przegrał cztery, w tym ostatnią, ze znanym Amerykaninem Antonio Tarverem. W specjalnym wywiadzie dla PAP pięściarz z Perth opowiada o sportowych początkach, pasjach, rodzinie, ocenia polskich bokserów i zdradza, gdzie spędza wakacje z rodziną.

PAP: Co pan wie o Polsce?
Danny Green:
Stolicą jest Warszawa, a Polacy z natury są bardzo silni. Wasi pięściarze, którzy zdecydowali się na występy na zagranicznych ringach, pokazali już, że są przygotowani do wielkich wyzwań i wystarczająco twardzi.

Australijscy kibice znają polskich bokserów, poza Włodarczykiem i Andrzejem Fonfarą, który z panem sparował?
Oczywiście, nazwiska Gołoty i Adamka nie są im obce. Obaj są bardzo dobrymi zawodnikami i zawsze chętnie ich oglądam w telewizji. Zwłaszcza Adamka, który jest bojowym facetem i z wielkim sercem do tego sportu.


A kto jest lepszy Włodarczyk czy Fonfara, z którym już się pan zmierzył?
Nie można ich porównywać, Włodarczyk jest doświadczonym bokserem i już swoje przeżył. Z kolei Fonfara to młodzieniec, który jednak pnie się po szczeblach kariery. Ciężko pracuje i już jest w dziesiątce najlepszych na świecie w kategorii junior ciężkiej. Ale mistrzem WBC jest Włodarczyk.

Zapewne oglądał pan walki Krzysztofa. W której pokazał najlepszy boks?
Zdecydowanie w pierwszym, wygranym pojedynku z Amerykaninem Steve'em Cunninghamem, gdy zdobywał tytuł IBF, oraz w rewanżowej konfrontacji z Włochem Giacobbe Fragomenim. Wtedy sięgnął po pas WBC.

Dlaczego zaczął pan przygodę z pięściarstwem dopiero w wieku 18 lat?
Późno trafiłem do grona amatorów, bowiem w Perth, gdzie mieszkam, nie ma zbyt wielu sal treningowych.

Jakie sporty wcześniej pan uprawiał?
Przede wszystkim grałem w futbol na zasadach australijskich. Poza tym uwielbiam surfing. Niestety, moi znajomi twierdzą, że pływające w tutejszych wodach rekiny są lepsze ode mnie... Poza tym uwielbiam grać w tenisa stołowego i w wolnym czasie rozgrywałem mecze z Andrzejem Fonfarą.

Do konfrontacji z Włodarczykiem szykował się pan nie w Perth, a oddalonym aż o 3300 km Sydney. Czemu tak daleko?
To był obóz treningowy, na którym potrzebowałem spokoju aby jak najlepiej przygotować się do walki. Miałem wszystko, czego potrzeba zawodowemu bokserowi.

Add a comment

Czytaj więcej...

Krzysztof Włodarczyk

Wygraną przez nokaut zapowiedział podczas pierwszego spotkania z australijskimi dziennikarzami Krzysztof Włodarczyk (45-2-1, 32 KO), który 30 listopada w Perth zmierzy się z bohaterem miejscowej publiczności Danny Greenem (31-4, 27 KO) w walce o tytuł mistrza świata wagi junior ciężkiej federacji WBC. "Diablo" przekonywał, że Green, który w swoim ostatnim występie przegrał przed czasem z Antonio Tarverem, tym razem zejdzie z ringu jeszcze bardziej poobijany.

- Ja biję mocniej niż Traver, bo Tarver nie jest prawdziwym junior ciężkim, po mistrzowski tytuł sięgał w kategorii półciężkiej - przypomniał Włodarczyk, zapewniając jednocześnie, że jest w wybornej formie: - Nie mogę doczekać się walki, miałem udane treningi i sparingi, przygotowany jestem absolutnie perfekcyjnie.

"Diablo" podkreślił, że nie zlekceważy przeciwnika, który jego zdaniem będzie groźny do ostatniego gongu. - Danny jest szybki, odważny, lubi prawdziwą walkę, w każdym pojedynku jest niebezpieczny do samego końca - stwierdził jedyny obecnie polski mistrz świata w boksie.

Add a comment

Krzysztof Włodarczyk- Jestem mistrzem świata i nie po to ciężko trenuję, by bać się rywali, czy unikać walki. Ta moja ostatnia walka z Francisco Palaciosem wyglądała fatalnie. Mam nadzieję, że w dalekiej Australii zmyję ze swojego wizerunku tę brzydką plamę - powiedział Krzysztof "Diablo" Włodarczyk (45-2-1, 32 KO), pięściarz grupy 12round KnockOut Promotions, w rozmowie z Onet Sport przed wylotem do Australii, gdzie 30 listopada stoczy walkę w obronie pasa mistrza świata wagi juniorciężkiej prestiżowej federacji WBC z Dannym Greenem (31-3, 27 KO).

Przygotowania w Polsce przed walką w obronie mistrzowskiego pasa z Danny Greenem zakończone. Zadowolony jest pan z nich?

- Tak. To był bardzo dobry okres. Wszystko przebiegało tak, jak powinno.

Ostatnim etapem była Wisła. Z dala od stolicy, z dala od dziennikarzy. Miał pan zatem potrzebny spokój do tego, by jak najlepiej przygotować się do starcia z Australijczykiem.
- Cieszę się, że nie była to Warszawa. W stolicy non-stop ktoś by mnie wyciągał. Pewnie wielokrotnie padałyby propozycje wyskoczenia "na miasto", a tak miałem ciszę i spokój. To był wielki plus tych przygotowań.

Mówił pan w jednym z wywiadów, że "jedzie do jaskini lwa". Mistrz świata, broniący tytułu musi być jednak gotowy, by walczyć w każdych warunkach. Tego wymaga się od wielkich pięściarzy. Czy dla pana ta australijska obrona pasa będzie jedną z najtrudniejszych walk w karierze?

- Myślę, że tak. Tym bardziej, że rywal jest naprawdę wymagający. To szybki i dynamiczny zawodnik, który nie odpuszcza innym i co najważniejsze nie stroni od walki. Na pewno postawi twarde warunki, tym bardziej, że będzie walczył przed własną publicznością.

Sparingpartnerem Greena był Andrzej Fonfara. Ile razy w ostatnim czasie pan z nim rozmawiał?

- Nie rozmawiałem i nie wiem, czy będę rozmawiał (śmiech). Wydaje mi się, że gdyby Andrzej miał mi do przekazania naprawdę coś istotnego, to pewnie byłby jakiś kontakt. W jednym z wywiadów zresztą powiedział, że Green potrafi mocno uderzyć. Nic bardziej konkretnego nie mówił, ale pewnie obowiązuje go klauzula poufności.

Nie zmartwiło pana to, że Fonfara w jednym z wywiadów ocenił szanse w tej walce 50 na 50?
- Nigdy nie sparowałem z Andrzejem Fonfarą. Nie wie on zatem, z jaką siłę ja biję. Może mnie oceniać tylko na podstawie tego, co widzi na walkach. Ja oceniłbym swoje szanse 60 do 40. Jestem w końcu naturalnym zawodnikiem kategorii cruiser w przeciwieństwie do rywala.

Add a comment

Czytaj więcej...