Patronat medialny


 

Robinson WłodarczykJason Robinson wie, że dla niego walka z Krzysztofem Włodarczykiem będzie najważniejszą w jego karierze. Stawką jest bowiem pas federacji WBC. - To najbardziej prestiżowa federacja w boksie. Szczyt szczytów - mówi Robinson

Przegląd Sportowy: Starcie z Krzysztofem Włodarczykiem będzie dla pana najważniejsze w karierze?
Jason Robinson:
W boksie? Tak, zdecydowanie. WBC to najbardziej prestiżowa federacja w boksie. Szczyt szczytów, więc nie ma o czym mówić.

PS: Pytamy, bo walczył pan z takimi postaciami jak James Toney czy O'Neill Bell, kiedy byli na szczycie kariery.
Świetni bokserzy, to prawda. Miałem wtedy dobre walki. Taki Toney zdobywał pasy w wadze junior ciężkiej i ciężkiej i mało kto potrafił go zatrzymać. Ale panowie - teraz walczę o pas, a o to chodzi w boksie. To najwyższy punkt mojej kariery. Po długiej przerwie w boksowaniu wróciłem na dwie walki i otrzymałem ofertę z Polski. Kiedy tylko usłyszałem o niej od trenera, wiedziałem, że taka szansa może się już nie powtórzyć. Pracowałem na nią długo i jestem gotowy, aby ją wykorzystać. Owszem, miałem dwie długie przerwy w latach 2004-2007 i 2007-2010, ostatnio walczyłem rzadko. Z reguły taki przypadek to dla boksera sportowa śmierć, ale ja nigdy nie przestałem trenować. Nie przybrałem też na wadze, co jest typowe dla większości zawodników. Jestem tu po to, aby z dobyć pas, inaczej mój przylot nie miałby sensu.

PS: W sobotę na warszawskim Torwarze zasiądzie około siedmiu tysięcy polskich kibiców. Czy nie obawia się pan, że będzie to spory atut Włodarczyka?
Nie, jestem na to gotowy. Większość pojedynków stoczyłem poza Chicago, moim rodzinnym miastem. Walka przed obcą publicznością nie stanowi dla mnie problemu. Gdy jestem w ringu, skupiam się tylko na przeciwniku. Wszystko, co dzieje się dookoła, nie interesuje mnie. A doping dla przeciwnika może mnie tylko jeszcze bardziej zmotywować.
PS: Czyli o Włodarczyku wie pan już wszystko? Rywal został rozpracowany?
Widziałem kilka jego walk, na przykład tę z Giacobbe Fragomenim czy Stevem Cunninghamem. Dzięki temu wiem, jakim jest bokserem. Ale wszystko się zmienia, niczego nie mogę być pewnym. Włodarczyk też chyba odrobił lekcje i obejrzał, jak boksuję. Będzie interesująco w sobotę. Wielu mówi mi, że Włodarczyk nie ma doświadczenia w walce z mańkutami, ale sam „Diablo" powiedział, że nie ma to dla niego wielkiego znaczenia. Nie wmawiam więc sobie, że Włodarczyk nie poradzi sobie z mańkutem, nie liczę na to. W zależności od sytuacji w ringu, będę stosował rozwiązania, nad którymi pracowałem z trenerem.

PS: Jest pan Amerykaninem, ale w USA kategoria junior ciężka nie jest szczególnie popularna.
Fakt. Ale to niesprawiedliwe, bo przecież w tej kategorii było wielu wspaniałych bokserów. Dzisiaj jest trochę mniej znanych nazwisk, ale to wciąż wspaniali sportowcy. Tyle że teraz wszyscy emocjonują się walkami mniejszych bokserów, jak Floyd Mayweather czy Manny Pacquiao, albo większych, z wagi ciężkiej. Jest jak jest, nie mam na to wpływu. Nie chodzi mi o to, żeby zostać sławnym pięściarzem. Chcę być mistrzem. Poza tym, kocham ten sport. Pamiętam jak pierwszy raz pojawiłem się na sali. W sierpniu 1988 mój starszy brat przedstawił mnie trenerowi. Zobaczyłem gości, którzy trenowali. Pomyślałem, że to fajna zabawa. Nie wiedziałem ile to wszystko kosztuje pracy. Byłem jak dzieciak w sklepie z cukierkami, które po prostu tego chce i już.

PS: Nie ma więc żadnej historii w stylu ulicznych zadym i tym podobne?
Jestem cichym chłopakiem. Można do mnie podejść i normalnie porozmawiać. Ale na pewno nie łażę sam po ulicach i nie gadam bez przerwy. Nie szukam zaczepki.

PS: Polaków trochę pan zna...
Marek Piotrowski, Andrzej Gołota, Andrzej Fonfara. Zresztą, nie tylko Polaków, ale i innych bokserów z tej części świata. W ubiegłym roku sparowałem z Nikołajem Wałujewem.

PS: Pytamy o Gołotę, bo...

To mój kumpel! Super facet. Sparowaliśmy razem przed jego walką z Chrisem Byrdem. Andrew potrafi świetnie żartować. Bardzo go lubię.

PS: W Polsce ciągle jest bardzo popularny. Mistrzem nigdy jednak nie był.
To boks. Nie zawsze lepszy wygrywa, z różnych powodów. Jeśli nie jesteś faworytem i nie walczysz u siebie - może być różnie. Czasem wszyscy widzą, że wygrałeś, nawet ci z przeciwnego narożnika tak mówią, a ogłaszają, że przegrałeś.

PS: Nie obawia się pan takiej sytuacji w sobotę?
Wszystko jest możliwe. Nie jestem faworytem, ale mój plan jest prosty - chcę wrócić do domu z pasem mistrza świata federacji WBC.

PS: Jest pan bokserem leworęcznym, ale widzieliśmy, że często zmienia pan pozycję.

To efekt kariery w kickboxingu, tam się tego nauczyłem. Ciągle jestem także kickbokserem. Swoją drogą, przez to ciągle słyszę, że mówią o mnie „to tylko ten kickbokser". Z tego powodu przez lata nie dostałem prawdziwej szansy. Ale nie chodzi mi o to, żeby się żalić. Chciałem tylko prawdziwej szansy. I jestem tutaj.

PS: Pana najlepsza walka?

Mam nadzieję, że będzie nią właśnie ta z Włodarczykiem. A wcześniej? Dobrze pokazałem się w walce z Toneyem czy z Bellem. Kilka innych też było dobrych. Ale wybaczcie mi, nie pamiętam. I nie dlatego, że mnie biją w głowę, i mam przez to problemy. Jak powiecie mi jakieś nazwisko, to od razu będę pamiętał jak wyglądała walka.

PS: Który z mistrzów kategorii junior ciężkiej jest dzisiaj najlepszy?

Mam nadzieję, że na to pytanie odpowie planowany turniej Super Six. Marco Huck jest silny, Cunningham to kolejny świetny bokser. Diablo jest już dwukrotnym mistrzem świata, to mówi samo za siebie. Swoją drogą, chciałbym być częścią tego turnieju i bić się z nimi wszystkimi.

Rozmawiali: PRZEMYSŁAW OSIAK I KAMIL WOLNICKI