Miasto Wałcz

Patronat medialny


 

 

W sobotę na gali KnockOut Boxing Night 21 w Wałczu do ringu wraca Krzysztof Głowacki (31-3, 19 KO), który skrzyżuje rękawice z Meksykaninem Francisco Rivasem Ruizem (16-3, 5 KO). – Miewałem ciężkie chwile, ale wiedziałem, że nie mogę się załamać, tylko muszę zacisnąć zęby – powiedział TVP Sport "Główka", który z powodu kontuzji ma za sobą 13-miesięczną przerwę.

Ostatni raz walczyłeś 13 miesięcy temu. Co działo się z tobą w tym czasie? Wiem, że były perypetie zdrowotne...
Krzysztof Głowacki: Niestety, tak. Już przed walką z Lawrencem Okolie wiedziałem, że czeka mnie zabieg lewego łokcia. To wszystko się przesuwało i w końcu w lipcu ubiegłego roku trafiłem pod nóż. To była poważna operacja, po której rehabilitowałem się aż do września. Rozpocząłem przygotowania, miała być walka w grudniu, ale na jednym z ostatnich sparingów uderzyłem sparingparntera z góry wprost na czoło i pękła mi ręka. I kolejna przerwa.

Podczas tych 13 miesięcy miewałeś momenty zwątpienia?
Tak. Można się całkowicie załamać, kiedy non stop jest pod górkę. Co przygotowania, to były problemy, już sam siebie pytałem, ile jeszcze mogę znieść. Ale wiem, że nie mogę się dać złamać, muszę walczyć o swoje.

Domyślam się, że walka w twoim rodzinnym Wałczu to dla ciebie dodatkowa motywacja?
Oczywiście. Gdy stało się jasne, że wracam na gali w Polsce to przekonywałem Jacka Szelągowskiego, żeby to był Wałcz. To moje rodzinne miasto, mieszkają tam moje dzieci, rodzice i jeżdżę tam co weekend. Kocham Wałcz i nie mogę się doczekać występu przed własną publicznością.

Pełna treść artykułu na Tvpsport.pl >>