Patronat medialny


 


- Już kiedyś jeden mówił, że wytrze mną ring, a wszyscy pamiętamy jak to się skończyło - mówi "Super Expressowi" Krzysztof Głowacki (31-2, 19 KO) przed walką o wakujący tytuł mistrza świata WBO wagi junior ciężkiej z Lawrencem Okoliem (15-0, 12 KO). Pojedynek odbędzie się 20 marca, a Polak aktualnie przebywa na obozie w Zakopanem.

To twój kolejny obóz przed walką z Okoliem. Stęskniłeś się za górami?
Krzysztof Głowacki: Tak, jak najbardziej. Ja uwielbiam góry, ale pogoda jest w tym roku momentami hardkorowa. Wczoraj mocno wiało i padał marznący deszcz, normalnie kleiło twarz, nic nie można było zobaczyć, czasami na czworakach trzeba było iść. Do tego tyle śniegu, że szlaków nie było widać. Masakra. W takich warunkach kształtuje się jednak charakter. Najważniejsze, żeby w tym trudnych chwilach nie poddać się i cały czas iść do przodu. Tak jak w ringu.

Zakażenie koronawirusem przechodziłeś bardzo ciężko. Jak zareagował organizm na treningi w górach?
Cały czas odczuwam skutki tego zakażenia. W trakcie biegów jest już ok, ale podczas zajęć bokserskich czasem mnie coś zatyka. Jednak i tutaj jest z dnia na dzień coraz lepiej, więc jestem dobrej myśli.

Do kiedy będziecie w górach?
W środę rano ostatni bieg i potem wracamy do Warszawy, gdzie będziemy się dalej przygotowywać. Trener już wybrał sparingpartnerów, ale teraz zobaczymy, czy będą mogli przylecieć. Wszystko wyjdzie w praniu. Przed grudniową walką ci najlepsi nie dolecieli.

Pełna treść artykułu w "Super Expressie" >>