Patronat medialny


 


Krzysztof Głowacki na walkę o tytuł poczeka przynajmniej do czerwca, ale mimo kwarantanny dba o formę. Oprócz treningów sporo czas poświęca pracy w ogrodzie. – Zacząłem robić ogrodzenie, przywieźli nam też pergole, na nudę nie narzekam – przyznał w rozmowie z Tvpsport.pl.

Jak dbasz o formę w czasie kwarantanny?
Krzysztof Głowacki: Mieszkam blisko lasu, więc we wtorki, czwartki i soboty biegam, najczęściej z Arturem Szpilką. Do tego technikę ćwiczę w garażu, mam też hantle itd. więc siłownia też jest. Drążek, poręcze, pompki, o kondycję dbam jak należy. Mam też ten komfort, że blisko mnie mieszka trener Fiodor Łapin, to czasami wpada do garażu i jakąś tarczę się zrobi.

Widziałem na twoich mediach, że m.in. rąbałeś drewno, czyli przyjemne z pożytecznym.
Dokładnie. Tak kiedyś pięściarze trenowali, do tego to bardzo fajna praca. Teraz jest czas na wiele rzeczy, na które nie było wcześniej. Zacząłem np. robić ogrodzenie, przywieźli nam też pergole, na nudę nie narzekam. Jak nie było tego wirusa to co chwilę ktoś dzwonił i trzeba było jechać to tu, to tam, a teraz jest spokój.

Federacja WBO ogłosiła kilka dni temu, że nie będzie sankcjonować mistrzowski walk do końca maja. Wychodzi więc na to, że do ringu wyjdziesz najwcześniej w czerwcu, czyli rok po ostatnim pojedynku z Mairisem Briedisem.
To niczyja wina, trzeba się z tym pogodzić i nie ma się co denerwować, czy wkurzać. Takie wkurzanie się tylko pogorszy sprawę. Nic się nie dzieje bez przyczyny, poradzimy sobie z wirusem i wrócimy na ring. Takie przerwy mi się już zdarzały, jestem coraz starszym zawodnikiem i nie będę walczyć co 3-4 miesiące. Jestem cierpliwy, poczekam ile trzeba na walkę o tytuł.

Pełna treść artykułu na Tvpsport.pl >>