onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Kilka dni temu ekipa Krzysztofa Głowackiego (31-2, 19 KO) złożyła oficjalny protest do federacji WBO w sprawie zakończonej porażką walki z Mairisem Briedisem (26-1, 20 KO). Wygląda jednak na to, że póki co nie wiadomo nawet, kto miałby protest Polaków rozpatrzyć...

Władze World Boxing Organization nie kwapią się, by zająć się zakończonym w kontrowersyjnych okolicznościach pojedynkiem, bo - jak twierdzą - nie sankcjonowały walki (choć zwycięzcy przyznano pas WBO) i radzą, by ze sprawą zwracać się do Łotewskiej Federacji Bokserskiej. Ta jednak również pojedynku się wypiera.

"Ani Briedis ani Głowacki nie mają łotewskiej licencji. Walka rozgrywana była pod szyldem WBO, WBO wyznaczyła też sędziego Roberta Byrda. Łotewska Federacja Bokserska odcina się od tego, jak walka była prowadzona przez pana Byrda, podobnie jak od wyniku walki, nadzorowanej przez WBO. Łotewska Federacja nie ma żadnych kompetencji, by zmienić wynik pojedynku." - czytamy w piśmie podpisanym przez prezesa ŁFB Andrieja Achmedowa opublikowanym przez serwis sportacentrs.com. 

Warto przypomnieć, że federacja WBO do protestu teamu Głowackiego odniosła się kilka dni temu "rekomendując", by zwycięzca turnieju WBSS zmierzył się z Polakiem w kolejnej walce. Rozwiązanie zaproponowane przez WBO zostało przedstawione do "akceptacji" kierownictwu WBSS.