Wracający na ring po ponad rocznej przerwie w startach Krzysztof Bienias (42-4-1, 16 KO) pokonał na punkty podczas gali w Raciborzu Arvydasa Trizno (13-16-2, 1 KO), dopisując tym samym do swojego rekordu czterdziestą drugą zawodową wygraną. Dwóch sędziów przyznało wygraną pięściarzowi 12 Round KnockOut Promotions, a jeden arbiter wskazał remis.
Dla Litwina była to druga wizyta w Polsce. Wcześniej został wypunktowany przez Łukasza Maćca.
czwartek, 26 stycznia 2012 17:42 | Autor: Redakcja
18 lutego na gali "Wojak Boxing Night" w Raciborzu na ring bo blisko rocznej przerwie powróci były interkontynentalny czempion WBO wagi półśredniej Krzysztof Bienias (41-4-1, 16 KO). Zawodnik 12 round KnockOut Promotions, który długi czas odpoczywał od treningów w związku z operacją kontuzjowanej ręki, zmierzy się z Litwinem Arvydasem Trizno (13-15-2, 1 KO).
Przeciwnik Bieniasa w swojej karierze miał okazję boksować na galach na całym świecie. W rekordzie ma między innymi stoczony we wrześniu ubiegłego roku pojedynek z Juniorem Witterem, a także potyczki z dwoma zawodnikami z Polski - Bartłomiejem Wańczykiem i Łukaszem Maćcem.
Głównym wydarzeniem raciborskiej gali będzie walka z udziałem międzynarodowego mistrza WBA wagi ciężkiej Andrzeja Wawrzyka (24-0, 13 KO).
Na salę treningową po dłuższej przerwie związanej z operacją ręki powrócił niedawno Krzysztof Bienias (41-4-1, 16 KO). Były interkontynentalny czempion WBO wag półśredniej na razie skupia się na treningu technicznym i ćwiczeniach na siłowni.
Przegląd Sportowy: Od wczoraj wszystkie serwisy w Polsce zaczynają się od informacji o miejscu walki Tomasza Adamka z Witalijem Kliczką. Wrocław to już na sto procent pewna wiadomość? Zigy Rozalski: Szumi już trochę, naprawdę? To bardzo dobrze. A tak poważnie, rzeczywiście walka odbędzie się we Wrocławiu. Dostaliśmy takie informacje przed dwoma dniami.
PS: Na pewno? Bo przedstawiciele firmy zarządzającej wrocławskim stadionem twierdzą, że negocjacje wciąż trwają. Na sto procent walka odbędzie się we Wrocławiu. To miasto dało najlepsze warunki, lepsze nawet niż Warszawa. Mówię o finansach. Zadecydował obóz Kliczków. My mieliśmy wpisane w kontrakcie Wrocław lub Warszawa. Wiadomo jednak, że chodziło o najlepszy możliwy biznes, bo i Kliczkowie, i my chcemy jak najwięcej zarobić. Wrocław dał nam odpowiednie gwarancje i jesteśmy zadowoleni.
PS: Walka ma się odbyć 10 września. Może padać, a tam nie ma dachu. Ciągle pytają mnie o ten dach. Jednak ludzie z Wrocławia zagwarantowali nam, że w razie potrzeby dadzą sobie radę. Zresztą, na ostatniej walce Tomka był człowiek z firmy, która zarządza stadionem i porozmawialiśmy. Nie ma powodów do zmartwień.
PS: Sprawy telewizyjne też już są dogadane? Kto pokaże walkę w Polsce? Tego nie wiem. Ja twierdzę, że najlepszy pomysł to pay per view. Chcemy, żeby jak najwięcej ludzi miało możliwość obejrzenia tej walki. Użytkowników tych małych i dużych sieci telewizyjnych. Tak to działa w USA - płacisz i oglądasz. Wszyscy są zadowoleni.
PS: Już kiedyś robił pan we Wrocławiu walkę Andrzeja Gołoty. Wtedy nie było problemów? To było starcie z Timem Witherspoonem. Wtedy w Polsce nie było nawet odpowiedniej komisji, więc braliśmy ludzi z Nowego Jorku i New Jersey. Teraz jest inaczej i te sprawy działają jak powinny. Pamiętam, że organizowaliśmy wszystko z Piotrem Nurowskim i Zygmuntem Solorzem. Pobiliśmy rekordy oglądalności. Teraz też mnóstwo ludzi będzie chciało zobaczyć walkę Tomka z Kliczką, bo to pewnie będzie największa walka w Europie.
PS: Nie bał się pan, że jednak nie dojdzie do niej w naszym kraju? Nie. Kliczkowie i my chcemy zarobić, a Polska jest idealnie położona. Przyjadą ludzie z Ukrainy i Niemiec, wszyscy mają przecież blisko. Lepiej nie mogło być. W USA pojedynek pokaże telewizja HBO. To będzie wielkie wydarzenie i jednocześnie ogromna reklama dla Polski.
Nie udał się występ na "Wojak Boxing Night" w Krynicy Zdroju Krzysztofowi Bieniasowi (41-4-1, 16 KO). Daleki od swojej formy z 2009 roku, kiedy sięgał po interkontynentalny pas WBO wagi półśredniej, "Kisiel" zaledwie zremisował z Hiszpanem Juanem Martinezem Basem (8-16-1, 2 KO).
W pojedynku otwierającym krynicką galę "Wojak Boxing Night", Krzysztof Bienias (41-4-1, 16 KO) zremisował po sześciu rundach z Juanem Martinezem Basem (8-16-1, 2 KO).
Walka od pierwszej rundy nie układała się po myśli "Kisiela". Bieniasowi ciężko było dopasować się do leworęcznego stylu boksowania rywala. Hiszpan zaskoczył kilkakrotnie w pierwszym starciu Polaka bezpośrednimi lewymi prostymi bitymi z odwrotnej pozycji. Od drugiej rundy pięściarz grupy 12 Round KnockOut Promotions powoli zaczął opanowywać sytuację, ale cały czas nie do końca mógł ustawić zawody pod swoje dyktando.
Bienias z czasem coraz częściej zaczął odpowiadać celnymi ciosami z prawej ręki, ale Hiszpan okazał się dla Polaka bardzo niewygodnym oponentem. Martinez Bas spychał "Kisiela" na liny, podczas gdy ten za wszelką cenę starał się utrzymywać rywalizację w środku ringu. Od piątego starcia Bienias zaczął boksować z trochę większą agresją, jednak w jego poczynaniach brakowało konsekwencji. Polak kilka razy zamykał Hiszpana w narożnikach ringu, trafiając go ciosami sierpowymi, jednak nie ponawiał swoich ataków. W szóstym starciu Bienias już tylko atakował, ale Martinez Bas umiejętnie się bronił i nie dał sobie zrobić większej krzywdy.
Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z byłym interkontynentalnym mistrzem WBO wagi półśredniej Krzysztofem Bieniasem (41-4, 16 KO), który 5 marca na gali "Wojak Boxing Night" w Krynicy Zdroju zmierzy się w sześciorundowej walce z Hiszpanem Juanem Martinezem Basem (8-16, 2 KO).
poniedziałek, 27 września 2010 15:25 | Autor: Redakcja
Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z byłym interkontynentalnym czempionem WBO wagi półśredniej Krzysztofem Bieniasem (41-4, 16 KO), który na sobotniej gali "Wojak Boxing Night" pokonał na punkty Konstantina Sakarę (6-14-1, 5 KO).
W pojedynku otwierającym warszawską galę "Wojak Boxing Night", były interkontynentalny mistrz WBO wagi półśredniej Krzysztof Bienias (41-4, 16 KO) pokonał na punkty Konstantininsa Sakarę (6-14-1, 5 KO). Po zakończeniu zakontraktowanych sześciu rund, sędziowie jednogłośnie punktowali dla "Kisiela". nm
Pięściarz grupy KnockOut Promotions został od pierwszych rund wciągnięty przez Łotysza do ofensywy i musiał występować w nietypowej dla siebie roli agresora. W pierwszych minutach sprawiło to Bieniasowi trochę problemów, ale od trzeciego starcia warszawianin zaczął znajdować sposób na przełamanie obrony cofającego się permanentnie rywala. W czwartej rundzie "Kisielowi" pękł lewy łuk brwiowy po szybkiej akcji w półdystansie i zderzeniu głowami.
W kolejnych dwóch starciach Bienias zmagał się już nie tylko z rywalem, ale także z coraz mocniej ograniczoną widocznością. Krew zalewała lewe oko Polaka, ale mimo to warszawianin nawet na chwile nie oddawał pola Sakarze. Najbliżej wygranej przed czasem Bienias był w szóstej rundzie, ale doświadczony Łotysz ostatecznie dotrwał do końcowego gongu. Dla "Kisiela" było to drugie zwycięstwo po marcowej porażce z rąk Kella Brooka.
czwartek, 23 września 2010 13:53 | Autor: Redakcja
W najbliższą sobotę były interkontynentalny mistrz WBO niezwykle mocno obsadzonej wagi półśredniej Krzysztof Bienias (40-4, 16 KO) stoczy swoją czterdziestą piątą zawodową walkę. Rywalem popularnego "Kisiela" będzie dobrze znany polskim kibicom z występów na kilku polskich galach Łotysz Konstantins Sakara (6-13-1, 5 KO). Dla pięściarz grupy KnockOut Promotions będzie to druga walka od czasu marcowej porażki z Kellem Brookiem.
- Kiedy rozpocząłeś przygotowania do gali w Warszawie? Krzysztof Bienias: Przygotowania rozpocząłem po powrocie z wakacji, czyli mniej więcej w połowie czerwca. Potem zacząłem przychodzić na salę co drugi dzień i tak spędziłem resztę czerwca oraz cały lipiec. Pod koniec lipca zaczęły się w końcu takie treningi wdrażające do sezonu, wtedy zaczęły się ćwiczenia bardziej specjalistyczne pod kątem walki.
- Miałeś początkowo boksować w Krynicy, czemu tam ostatecznie nie wystąpiłeś ? KB: Rzeczywiście były takie plany, ale powiedziałem trenerowi, żeby nie brał mnie pod uwagę bo chciałem wyjechać z dzieckiem na wakacje i przy okazji trochę samemu odpocząć.