Patronat medialny


 


Skandaliczne okoliczności, w których Mairis Briedis w czerwcu ubiegłego roku wygrał pojedynek z Krzysztofem Głowackim, nie zostały zlekceważone przez WBO. Federacja z Portoryko nakazała Łotyszowi stoczenie rewanżu z wałczaninem. Zawodnik z Rygi oczywiście nie chciał na to przystać, skoro w perspektywie miał (i nadal ma) bitwę z Yunielem Dorticosem w finale turnieju World Boxing Super Series. Tytuł mistrza świata WBO kategorii cruiser (90,7 kg) od wielu miesięcy pozostaje zatem bez właściciela.

Jesienią zostanie nim „Główka” lub Brytyjczyk Lawrence Okolie. Jak wyjawił jeden z najprężniej działających promotorów bokserskich Eddie Hearn, potyczka ma poprzedzić zapowiadane od dawna starcie czempiona IBF, WBA i WBO wagi ciężkiej Anthony’ego Joshui z Kubratem Pulewem. Możliwy termin to przełom listopada i grudnia.

- Rozmawialiśmy z Hearnem, że do walki dojdzie podczas gali z udziałem Joshuy w październiku lub listopadzie. I prawdopodobnie w Londynie. Więcej szczegółów nie ma. Pozostaje czekać aż zadzwonią – mówi Andrzej Wasilewski, szef grupy KnockOut Promotions. - Podobna sytuacja jest z walką Kamil Szeremeta – Giennadij Gołowkin o pas IBF wagi średniej. Teoretycznie ma się odbyć na początku października, ale padało już kilka dat - zaznacza promotor.

Głowacki miał już dość przekładanych terminów, przecież WBO wyznaczyło jego i Okolie’ego do starcia o wakujący pas już w grudniu 2019 roku. Teraz jednak w jego głosie znów słychać ekscytację.

- Stoczenie walki na gali z Joshuą musi być niesamowitym i pięknym wydarzeniem. Wspaniale byłoby boksować w hali w Londynie przed dużą widownią, jeśli zagrożenie koronawirusem zmaleje. To bardzo motywuje - mówi "Główka".

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>