Patronat medialny


 


20 lutego na gali w Legionowie mający za sobą bardzo udany poprzedni rok Kamil Szeremeta (12-0, 1 KO) skrzyżuje rękawice z Artemem Karpecem (21-0, 6 KO). Pięściarze już kilka tygodni temu wyrazili za pośrednictwem mediów chęć sprawdzenia się.

Długo zastanawiałeś się nad przyjęciem walki z Karpecem?
Kamil Szeremeta: Nie, to była dosyć szybka decyzja. Wiedziałem, że taka walka się odbędzie się już w połowie grudnia, ale czekałem aż wszystko potwierdzi mój promotor Tomasz Babiloński.

Znacie się ze sparingów, więc powinieneś wiedzieć, czego się spodziewać po Ukraińcu.
Tak, sparowaliśmy kilka razy. To dobry zawodnik, potrafi się ruszać, jest szybki, myśli w ringu, ale siłowo czuję się dużo mocniejszy. Generalnie uważam się w tej walce za faworyta.

Pomimo problemów z plecami?
Myślałem, że będzie z nimi dużo gorzej, bo jesienią łapały mnie straszne bóle, ale od kilku tygodni pracuję z Grzegorzem Koziołem, który pomaga mi wzmacniać mięśnie pleców i brzucha. Takiej typowej siłowni nie robię w ogóle.

Jak będą wyglądały przygotowania do walki?
Chciałbym wyjechać przed tą walką na kilka tygodni do Anglii. Myślałem o obozie w USA, jak przed walką z Rafałem Jackiewiczem, ale już nie będzie na to czasu. Wiem, że mój promotor pracuje nad tym, żebym dołączył do Krzysztofa Zimnocha i jego trenera CJ Husseina, więc mam nadzieję, że już niedługo spędzę kilka tygodni w Londynie.

Wszędzie lepiej niż w Polsce?
Finansowo łatwiej jest wysłać jednego zawodnika na kilka tygodni do Londynu, niż ściągnąć kilku zagranicznych sparingpartnerów do Polski. Nie wiem jeszcze jak tam będą wyglądały treningi w Anglii, ale jestem pewny, że wartościowych sparingów tam nie zabraknie. To też pozwoli mi trochę poznać brytyjską szkołę boksu, co na pewno przyda się w przyszłości.

Nie boisz się nowego trenera i dużych obciążeń, pamiętając o problemach z kręgosłupem?
Jestem przekonany, że trenerzy opiekujący się Zimnochem to profesjonaliści i kiedy pokażę im wyniki moich badań, to będą wiedzieli jak ze mną pracować, żeby niczego nie przeciążyć. Mam już trochę doświadczenia z ringów amatorskich i zawodowych. Wiem jak boksowałem, kiedy na dzień przed walką trenerzy w kadrze Polski kazali robić nam po 24 sprinty po 400 metrów. Kiedy będę zajechany, to zawsze o tym powiem trenerowi.

To prawda, że Karpec wolał walczyć na dystansie 10 rund, ale ty nie zgadzałeś się na więcej niż 8 rund?
Tak, ponieważ nie jestem pewny, jak zachowa się mój kręgosłup w trakcie walki. Najpierw chcę go sprawdzić na takim dystansie, a jeśli wszystko pójdzie dobrze, to przejdziemy do jeszcze dłuższych walk. Nic na siłę, choć mój promotor Tomasz Babiloński zdradził, że szykuje dla mnie naprawdę ciekawe pojdynki. Najpierw muszę jednak wygrać w Legionowie.