Patronat medialny


 

Sponsor grupy KnockOut


- Będąc w Hollywood, miałem przyjemność poznać osobiście Ala Haymona. Przed spotkaniem zostałem tylko uprzedzony, że pan Al nie robi sobie zdjęć - uśmiecha się czarnoskóry Izu Ugonoh, 30-letni polski pięściarz wagi ciężkiej, który w pierwszej części rozmowy z Interią opowiada o kulisach podpisania kontraktu promotorskiego z najbardziej wpływową osobą w boksie zawodowym.

Wypada pogratulować panu związania się kontraktem promotorskim z menedżerem Alem Haymonem, postacią numer jeden w boksie zawodowym, który w swojej stajni ma m.in. Artura Szpilkę. Stało się to, na czym panu najbardziej zależało?
Izu Ugonoh:  Byłem w takiej sytuacji, że z którym promotorem byśmy nie porozmawiali, było do zaoferowania dla mnie coś ciekawego. Chodziło o to, żeby związać się z najlepszym. W przypadku Haymon Boxing, już od jakiegoś czasu istniało zainteresowanie z obu stron. Była kwestia tylko tego, aby zaistniał idealny moment na wykonanie takiego skoku. Sytuacja tak się ułożyła, że wreszcie mogliśmy przystąpić do negocjacji. Rozmowy były bardzo przyjemne, szybkie i konkretne, więc nie trzeba było długo czekać na uzyskanie porozumienia.

Miał pan okazję osobiście rozmawiać z Haymonem, czy też jest pan w gronie większości osób, które tylko słyszały jego nazwisko, ale nigdy nie widziały go na oczy?
Ja akurat miałem przyjemność, aby poznać go osobiście, gdy byłem w Hollywood. Ale rzeczywiście, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to jest ten człowiek. Przed spotkaniem zostałem tylko uprzedzony, że pan Al Haymon nie robi sobie zdjęć (śmiech). To spotkanie, można by rzecz, na szczycie, było bardzo miłe. Efektem tego jest fakt, że podpisaliśmy kontrakt.

Czy już w trakcie tego spotkania, został zainicjowany temat pana ewentualnego przejścia, czy rozmowy rozpoczęły się dopiero później?
Tak naprawdę, już podczas tego spotkania wszystko było jasne. Sam pan Al już bardzo dużo wiedział na mój temat. Wręcz wydawało mi się, że wie wszystko i ma oczy dookoła głowy. A więc nie było to tak, abym był przepytywany z tego, kim jestem i co robię, lecz to spotkanie, w dużej mierze było po to, żeby - mam wrażenie - osobiście się poznać. Z tamtej strony nawet padło takie stwierdzenie: "moglibyśmy tutaj kręcić i powiedzieć wam, że przemyślimy sobie sprawę i odezwiemy się za kilka dni, ale z naszej strony wszystko jest jasne" - to słowa samego Ala Haymona. W związku z tym, nawet długo nie czekaliśmy. Przejrzeliśmy kontrakt i stwierdziliśmy, że to jest absolutnie to, czego potrzebuję w tym momencie.

Pełna treść artykułu na Interia.pl >>