Patronat medialny


 

Sponsor grupy KnockOut

Izuagbe Ugonoh (16-0, 13 KO) miał 5 listopada na gali Polsat Boxing Night w Krakowie zmierzyć się z Mariuszem Wachem (32-2, 17 KO), jednak na kilka godzin przed oficjalnym ogłoszeniem karty walk menadżer "Izu" poinformował, że do pojedynku może nie dojść. Swojego rozczarowania nagłym zwrotem akcji nie krył goszczący w poniedziałkowym "Puncherze" Marian Kmita.

Szef redakcji sportowej Polsatu ocenił, że na ostateczną decyzję może dać Ugonohowi czas do końca tygodnia. - Dalej nie można czekać - oznajmił.

- Myślę, że Izu bardzo się szybko dowie o tym, o czym tu rozmawialiśmy i zda sobie sprawę, że teraz on musi podjąć decyzję osobiście, a nie zasłaniać sie menadżerami, bo ta kariera nie rozwija się tak, jak powinna się normalna kariera pięściarza rozwijać. Tu dostaje szansę sportową, także PR-ową i z niej nie korzysta, a drugiej może po prostu nie mieć. Oglądamy te jego walki z Nowej Zelandii, płacimy za nie i gdzieś jest limit występowania po celebrytach. On musi w końcu podjąć decyzję, co z nim dalej będzie, bo zwyczajnie szkoda czasu, jego i naszego - powiedział Kmita.

Zawirowania ostatnich godzin nie zrobiły natomiast większego wrażenia na Mariuszu Wachu, który zadeklarował gotowość do walki zarówno z Ugonohem jak i proponowanym jako alternatywę Andrzejem Wawrzykiem (32-1, 18 KO).

- Jeden i drugi ma swoje atuty i minusy. Nawet nie chce typować, który jest lepszy, a który gorszy, obojętnie z kim mi przyjdzie skrzyżować rękawice, to zmobilizuję się i dam z siebie wszystko - oświadczył ze spokojem "Wiking".