onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Grzegorz Proksa9 lutego podczas gali w Belfaście na ring powróci były mistrz Europy wagi średniej Grzegorz Proksa (28-2, 21 KO). Dla pięściarza z Węgierskiej Górki będzie to pierwszy profesjonalny występ od czasu wrześniowej porażki z mistrzem świata federacji WBA Genadijem Gołowkinem.

Rywalem Proksy na dystansie sześciu rund najprawdopodobniej będzie Lee Noble (15-24-3, 3 KO) z którym Polak walczył już w marcu 2009 roku. "Super G" zastopował Anglika w trzeciej rundzie. Głównym wydarzeniem tej imprezy będzie pojedynek Kiko Martineza z Carlem Framtonem. Galę pokazywać będzie stacja nSport.

Grzegorz ProksaByły mistrz Europy wagi średniej Grzegorz Proksa (28-2, 21 KO) powróci do treningów po poniesionej we wrześniu porażce z rąk Genadija Gołowkina. "Super G" w tym roku stoczył cztery zawodowe pojedynki na przestrzeni sześciu miesięcy.

Brytyjska prasa wymienia pięściarza z Węgierskiej Górki jako kandydata do walki z Darrenem Barkerem. Pojedynek miałby odbyć w marcu na Wyspach Brytyjskich.

Proksa Gołowkin

Boxingscene.com podsumował dziś sobotnią walkę Grzegorza Proksy (28-2, 21 KO) z Gienadijem Gołowkinem (24-0, 21 KO). Popularny amerykański serwis bokserski chwali Polaka za odwagę, ale jednocześnie podkreśla, że nie był on równorzędnym rywalem dla czempiona WBA wagi średniej.

- Ciosy niektórych pięściarzy po prostu brzmią inaczej. Ich rywale wyraźnie odczuwają te uderzenia, a widz wręcz czuje ich echo. Gołowkin to ten typ zawodnika. Do pierwszego gongu zastanawiano się, czy może Proksa nie jest zbyt nisko oceniany. Proksa dysponuje wyjątkową szybkością i miał być w stanie trafiać Gołowkina. Okazało się, że Gołowkin jest nawet lepszy niż się spodziewano. Proksa trafiał. Gołowkin jednak szedł do przodu. W sobotę dostaliśmy odpowiedź na pytanie o jego szczękę i zobaczyliśmy, jak niszczący może być dla kogoś, kto jest na tyle nierozsądny, by polegać w walce z nim tylko na swoim refleksie, lekceważąc podstawowe zasady obrony. Proksa to nie jest zły bokser i raczej nie jest skończony. Po prostu nie jest na poziomie Gołowkina. Zasłużył na pochwały, za to że wstawał z desek i podejmował walkę, ale czasem gdy ciężarówka się rozpędzi, zmiata wszystko z drogi - czytamy w tekście Cliffa Rolda na boxingscene.com.

Grzegorz ProksaGrzegorz Proksa (28-2, 21 KO) pomimo zdecydowanej porażki z Genadijem Gołowkinem utrzymał się w czołowej dziesiątce prestiżowego rankingu prowadzonego przez magazyn "The Ring". Polak po sobotniej przegranej spadł z dziewiątej na dziesiątą pozycję wśród najlepszych pięściarzy wagi średniej na świecie.

- Zdecydowaliśmy się zostawić Proksę w rankingu, pomimo porażek w dwóch z czterech ostatnich walk. Został znokautowany, ale przynajmniej miał odwagę, aby wyjść do ringu i podjąć walkę z tą bestią - podsumował magazyn nazywany "Biblią Boksu".

Pogromca Polaka awansował z ósmego na czwarte miejsce. Pas mistrzowski "The Ring" w przedziale wagowym do 160 funtów dzierży aktualnie Sergio Martinez.

ProksaPo porażce w starciu z Giennadijem Gołowkinem o tytuł mistrz świata Grzegorza Proksę (28-2, 21 KO) czeka dłuższy odpoczynek. Niepowodzenie Grzegorza porównałbym do przegranej Agnieszki Radwańskiej z Sereną Williams w finale Wimbledonu - mówi agent polskiego boksera Krzysztof Zbarski i tłumaczy: - Okazało się, że Grzesiek nie jest na tyle mocny, by pokonać mistrza. To była dla niego zbyt wysoko zawieszona poprzeczka. Właśnie tak, jak Williams dla Radwańskiej.

Proksa razem z trenerem Fiodorem Łapinem i Zbarskim wrócił już do kraju. Bokser, który w amerykańskiej Veronie przegrał z Kazachem walkę o pas WBA w kategorii średniej przed czasem w piątej rundzie, na pewno dłużej odpocznie.

- Za nim gorący okres, musi odreagować. Nie mówię o miesiącu czy dwóch, lecz o przerwie do końca roku. Co najmniej. Później będziemy budowali karierę Grześka dalej, tak jak dotychczas - mówi Zbarski. - Zadzwonił do mnie jeden dziennikarz i pyta, czy to koniec kariery Proksy. Odpowiadam pytaniem: czy Radwańska powinna zakończyć karierę po finale Wimbledonu? Grzegorz jest dziś w europejskiej czołówce. Uważam, że wygrałby z Danielem Gealem i Felixem Sturmem, którzy walczyli kilka godzin wcześniej w Europie. Gołowkin na dzień dzisiejszy jest lepszy - mówi agent polskiego boksera.

Więcej przeczytasz we wtorkowym "Przeglądzie Sportowym".

Grzegorz ProksaGrzegorz Proksa (28-2, 21 KO) został uznany przez magazyn "The Ring" największym pechowcem minionego weekendu. Amerykańscy dziennikarze docenili odwagę oraz ambicję Polaka w przegranym starciu z Genadijem Gołowkinem i nie przekreślają jego szans na duże sukcesy w przyszłości.

- Proksa nie walczył tak źle. Nie powinniśmy się nad nim znęcać, bo każdy kto podejmie walkę z Gołowkinem skończy na deskach. Proksa atakował Gołowkina, zaczepiał go. On starał się atakować nawet kiedy już ledwo stał na nogach, czego nie ma odwagi zrobić wielu pięściarzy - analizuje postawę Proksy "Biblia Boksu".

- Proksa zyskał wielu kibiców, którzy docenili jego odwagę, nawet jeśli to nie było zbyt rozsądne z jego strony. On ma też osobowość, którą lubią kibice. Polak ma jeszcze sporo przed sobą, na pewno jeszcze o nim usłyszymy - podsumowują amerykańscy żurnaliści.

W sobotnią noc Grzegorza Proksę (28-2, 21 KO) w walce o pas WBA wagi średniej z Gienadijem Gołowkinem (24-0, 21 KO) dopingowało przy ringu trzech pięściarzy Gloabal Boxing Promotions - Mariusz Wach, Kamil Łaszczyk i Patryk Szymański. Zapraszamy do wysłuchania komentarza podopiecznych Mariusza Kołodzieja do występu "Super G".

http://www.youtube.com/watch?v=9ymzXA5Gvyo

ProksaIlu my już mamy wicemistrzów świata w tym boksie! - próbował żartować jeden z moich kolegów po walce Grzegorza Proksy z Kazachem Giennadijem Gołowkinem. Walce do jednej bramki. Niestety, tej Polaka. Wszystko było źle, od początku do końca. Nie będę ukrywał, pomyliłem się, bo liczyłem na więcej. Gołowkina też nie doceniłem, chociaż nie wiem czy to on był taki dobry, czy jednak Proksie tak bardzo nie wyszła ta walka. Kazach na tle Polaka był szybszy, precyzyjniejszy, silniejszy i tak dalej... Swoją drogą, trochę mi to przypomniało pojedynek Tomka Adamka z Ukraińcem Witalijem Kliczką. Bomby na początku, który ustawiły wszystko co działo się dalej. Wtedy napisałem, że to była różnica klas. Teraz mógłbym wszystko powtórzyć.

Najłatwiej byłoby teraz zrównać Proksę z ziemią, napisać, że porwał się na niemożliwe, ale to jest bez sensu. Zresztą wielu (tradycyjnie zresztą przy takich okazjach) już to zrobiło. Ale co Polak miał zrobić? Nie przyjąć szansy? Nie spróbować swoich sił? Czekać na lepszy moment, wygodniejszego rywala?

A gdyby się nie doczekał? Znowu pojechałby do Anglii i walczył ze świadomością, że musi wygrywać przed czasem, bo tam nigdy nie będzie "u siebie". Zresztą, nigdy nie był, zawsze walczył na wyjeździe. Oczywiście, możemy dywagować czy półtora miesiąca, zaraz po wcześniejszej walce, to wystarczający okres na przygotowania, czy walka rewanżowa z Kerrym Hopem nie zabrała Polakowi zbyt wiele energii, bo podchodził do niej bardzo osobiście. Ba! Wreszcie można dyskutować czy przylot do USA tydzień przed walką to wystarczający czas na aklimatyzację.

Proksa wraca dzisiaj do kraju, ma o czym myśleć, nad czym pracować i co poprawiać, bo nie wierzę, żeby ten chłopak się załamał. Przede wszystkim musi jednak odpocząć. "Dla mnie już urlop" - napisał mi wczoraj Grzesiek. Odpoczywaj chłopie i wracaj na salę. Jestem bardzo ciekawy w jakim kierunku rozwinie się teraz kariera ambitnego gościa z Węgierskiej Górki.

Po walce w Veronie nie można odmówić mu jednego - serca. Padł na twarz, a jednak wstał i chciał szukać szansy dalej. Tym razem serce to jednak za mało. Poza tym, oczywiście sędzia postąpił bardzo mądrze, bo skończyłoby się jeszcze smutniej.

Najnowsze komentarze