onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Grzegorz Proksa (29-4 21 KO) długo będzie dochodził do siebie po przegranej walce z Maciejem Sulęckim (19-0, 4 KO). Chwila nieuwagi wystarczyła, by Proksa poniósł porażkę w debiucie na polskich ringach.

Choć "Nice Super G" ma już 30 lat i 32 walki na koncie, nigdy nie walczył w ojczyźnie. To były mistrz Europy i pretendent do tytułu mistrza świata był faworytem tej walki, która zapowiadała się pasjonująco. Ale wcale taka nie była.

W siódmej rundzie dał o sobie znać cios Sulęckiego. Proksa odsłonił całą lewą stronę, a warszawianin mógł tylko zapytać, w co uderzyć. Pięściarz, który do tej pory tylko trzykrotnie nokautował rywali, tym razem właśnie w ten sposób pokonał bardziej doświadczonego Proksę. - Co mam powiedzieć? Udało się! Jestem szczęśliwy - powiedział zwycięzca.

Co innego Proksa, który przegrał po raz czwarty w zawodowej karierze. Tuż po walce było widać, że z minuty na minutę jego twarz jest co raz bardziej spuchnięta. Ma złamaną żuchwę, długo będzie do siebie dochodził.