onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Gołota SaletaZawodowy pięściarz potrafi uderzyć z siłą porównywalną do zderzenia z małym samochodem! Jego pięść może poruszać się z prędkością 50 km/godz., najmocniejsze ciosy mają siłę 400-500 kg.  Jak długo będą dochodzić do siebie po sobotniej walce Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) i Przemysław Saleta (44-7, 22 KO)?

- Będzie ich wszystko bolało przez tydzień, dwa. Co najmniej. Dojdą do siebie mniej więcej po miesiącu. Ale np. wstrząśnienie mózgu, nierzadkie w bokserskiej walce, leczy się w szpitalu. Dlatego walki powinny odbywać się raz na pół roku - mówi dr n. med. Tadeusz Ściński, ortopeda i traumatolog z Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej. - Pięściarz po pojedynku jest po prostu ciężko pobitym człowiekiem.

Bezpośredni, nokautujący cios jest groźny dla życia, słabsze mogą prowadzić do poważnych urazów głowy. Często "ogłuszają" one zawodnika, powodując, że przestaje panować nad ciałem, nie broni się skutecznie, ale wciąż nie pada na deski. Stoi i dosłownie "prosi się" o kończący cios, który może... No właśnie, co może? Jaką krzywdę mogli sobie wyrządzić dwaj starsi jak na pięściarzy panowie jak Gołota i Saleta?

- Mogli się zabić. Po prostu. W wersji łagodniejszej mogli sobie zrobić krzywdę. I nie mówię o takich drobiazgach jak pęknięty łuk brwiowy, złamana żuchwa, pęknięty oczodół... - tłumaczy dr Ściński.

- Gdy na ringu leje się krew, jest widowiskowo, ale bardziej niebezpieczne są urazy, których nie widać. W pierwszym przypadku sędzia może przerwać walkę. W drugim pięściarz jest nieświadomy, że np. doznał urazu mózgu. Najgorsze są bowiem uderzenia w głowę. Mięśnie ciała można jakoś napiąć, by ochronić przed uszkodzeniem narządy wewnętrzne. Głowy nie można napiąć. Jest jak arbuz na cienkiej szypułce. W czaszce mózg otacza płyn mózgowy. Gdy przeciwnik uderza raz, mózg jest obity, jakby dostał dwa razy. To dlatego, że po ciosie przeciwnika mózg uderza w wewnętrzną ścianę czoła, a następnie wali o tył czaszki. Nie koniec na tym. Cios zawodowego pięściarza jest tak silny, że mózg jeszcze raz wraca i znów uderza o przód czaszki. Nazywamy to w medycynie "contre coup".

Taki uraz wiąże się ze stłuczeniem mózgu. Obejmuje ono niewielkie i rozsiane w korze mózgowej wynaczynienie krwi. Obszar stłuczenia zwykle powiększa się w ciągu doby, a czasami nawet kilka dni po urazie. Objawami są utrata przytomności, zaburzenia siły mięśniowej lub czucia, bóle głowy, wymioty, zaburzenia pamięci, zaburzenia widzenia czy mowy oraz drgawki. Małe stłuczenia mogą nie dawać objawów.

Za najbardziej niebezpieczny cios uznaje się sierpowy w boczną część szczęki. Bokserzy polują na takie uderzenie, dzięki którym mogą zakończyć walkę przed czasem. Podczas starcia Tomasza Adamka z Witalijem Kliczko Polak otrzymał 230 ciosów, z czego 90 tzw. silnych. Daje to ponad siedem ciosów na minutę. Jak bokserzy wytrzymują tyle uderzeń?

- Jest to kwesta osobnicza, wrodzona, ale odporności na ciosy czy wytrzymałości na ból można się nauczyć. Rozpiętość odczuwania może być bardzo duża. Miałem kiedyś jako pacjenta znanego polskiego boksera, który bał się zastrzyków. Pytałem go, jak to możliwe, że tyle razy dostaje w ringu po głowie, a boli go zastrzyk. Machnął tylko ręką i powiedział, że tamto to nic - opowiada dr Ściński. Wysoki próg bólu może też działać na niekorzyść pięściarza. Skoro nie odczuwa bólu, nie wie, kiedy jego ciało ma dosyć.

Coraz więcej badań mówi, że zawodowy boks (a także futbol amerykański i hokej) oznacza skracanie życia, otępienie, choroby mózgu. W piśmie "Brain" naukowcy dowodzą, że nie tylko poważne urazy głowy, ale też wielokrotne mikrourazy kumulujące się w mózgu pięściarza przez lata prowadzą do chorób degeneracyjnych "centrum zarządzania". Dzięki pośmiertnym badaniom mózgu 85 osób, głównie futbolistów i hokeistów (o których wiadomo było, że doznawali urazów głowy), okazało się, że 80 proc. próbek nosiło ślady przewlekłego uszkodzenia mózgu. Za życia sportowca powodowało to zaburzenia pamięci, depresję i otępienie.

- Dziwi to panią? Przeciętny człowiek, na przykład taki jak ja, zadaje cios z siłą sto razy mniejszą niż zawodowy bokser. Przecież to niemożliwe, aby regularne uderzenia zawodowego pięściarza w głowę innego pięściarza nie miały konsekwencji - podsumowuje dr Ściński. W dodatku niewykluczone, że pięści człowieka stały się narzędziem stworzonym przez ewolucję do bijatyki.

Według Davida Carriera z Uniwersytetu w Utah w Salt Lake City (USA) ludzkie dłonie wyewoluowały nie tylko pod wpływem umiejętności "obsługi" narzędzi. Owszem, stawały się coraz bardziej zręczne, ale też kształtowało je... okładanie się pięściami. Po co nam bowiem zdolność do zaciskania dłoni w pięści, jeśli nie po to, żeby zadawać mocniejsze ciosy?

Carrier twierdzi, że - ewolucyjnie rzecz biorąc - było kilka innych możliwości budowy dłoni, które bardziej sprzyjałyby zręczności, ale tylko jeden model pozwala skorzystać z przeciwstawnego kciuka jako wzmocnienia siły uderzenia. Taki, jaki mamy.

Zdania są podzielone. Wielu naukowców uważa, że to nie potrzeba silnej pięści ukształtowała ludzkie dłonie, ale jest to raczej użyteczny efekt uboczny. Dlaczego w takim razie mężczyźni z wysokim poziomem testosteronu mają dłuższy palec serdeczny od środkowego? Taka zależność może mieć sens, jeśli dzięki niej cios jest bardziej skuteczny, bo sprawiłoby, że dominujący samiec byłby najlepszym pięściarzem. Może ktoś zbada i to.