Patronat medialny


 


W sobotę Ewa Brodnicka (19-0, 2 KO) stoczy najważniejszy pojedynek w życiu, gdy w MGM Grand w Las Vegas zmierzy się z Amerykanką Mikaelą Mayer (12-0, 5 KO). Mistrzyni świata WBO wagi superpiórkowej emanuje entuzjazmem przed szóstą obroną pasa, a "Super Expressowi" opowiedziała nie tylko o samej walce, ale także o trudnych początkach kariery.

Jak wygląda życie w USA w czasach pandemii?
Ewa Brodnicka: Floryda, gdzie trenowałam od miesiąca, jest najbardziej wyluzowanym stanem w USA, jeśli chodzi o obostrzenia. Nie ma obowiązku chodzenia w maseczkach, chociaż większość je zakłada. Najważniejsze, że pandemia nie zakłóciła przygotowań, a te były bardzo owocne.

Przed tobą najważniejszy pojedynek w karierze. Emocje buzują przed debiutem za Oceanem?
Czuję spokój, bo solidnie przepracowałam 12 tygodni. Jestem pewna swego. Chciałabym nie tylko wygrać walkę, ale zasłużyć na większy szacunek i docenienie. Wiem, że rywalka jest silna i bardziej doświadczona na ringach amatorskich i dużo jest trash-talku z jej strony. Ale takim gadaniem wywiera na siebie presję.

"Sędziowie wreszcie nie pozwolą Brodnickiej klinczować" - to jedna z najpopularniejszych opinii, jaką można znaleźć w Internecie.
Gdybym przejmowała się komentarzami niektórych, to już dawno przestałabym trenować. W ostatnim pojedynku z Djemillą Gontaruk (w marcu w Dzierżoniowie Brodnicka wygrała na punkty - red.) udowodniłam, że potrafię walczyć zarówno w dystansie, jak i półdystansie. A od ostatniego pojedynku jestem dużo lepszą pięściarką. Chcę zaszokować świat.

Pełna treść artykułu w "Super Expressie" >>