onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

McCall- Widziałem jego walki i wiem, że jeśli przegram z bokserem takiego pokroju, to na pewno skończę - mówi przed pojedynkiem z Krzysztofem Zimnochem (14-0-1, 11 KO) były mistrz świata wagi ciężkiej Oliver McCall (56-12, 37 KO).

- W sobotę w Legionowie zmierzy się pan z Krzysztofem Zimnochem. Dlaczego pomimo 48 lat na karku nadal wychodzi pan na ring?
Oliver McCall:
Bo ciągle wierzę, że mogę rywalizować na najwyższym poziomie. Już zapowiedziałem dzieciom, że jeśli przegram, to odejdę na emeryturę. Niepowodzenie będzie oznaczało dwie porażki z rzędu, co nigdy mi się nie zdarzyło. Nie będzie żadnych wymówek.

- Zimnoch może zakończyć pana karierę!?
Tak. Jeśli przegram, to odejdę. Mam szczęście, że byłem mistrzem świata, a potem zdobyłem jeszcze sześć mniej istotnych tytułów. Teraz na tej samej gali będę walczył obok mojego syna Elijaha. Nie dane mi było zostać mistrzem świata po raz drugi, ale i tak miałem kupę szczęścia.

- Co pan sądzi o Zimnochu?
Widziałem jego walki i wiem, że jeśli przegram z bokserem takiego pokroju, to na pewno skończę. Taka porażka będzie oznaczała, że nie powinienem już walczyć. Osiągnąłem wiele, walczyłem z wielkimi mistrzami i nikt mnie nie znokautował, nawet Lennox Lewis. Jeśli przegram, poświęcę się prowadzeniu kariery syna. Pamiętam gdy opuszczaliśmy razem USA kiedy miał siedem lat. W 1995 roku polecieliśmy do Londynu, widział, jak tracę tytuł mistrza w walce z Frankiem Bruno. Minęło prawie dwadzieścia lat i dziś sam jest bokserem. Walka z Zimnochem to dla mnie być albo nie być. Jeśli wygram, Elijah będzie mnie dopingował, abym wykonał kolejny krok. Jeśli nie, na pewno poprosi "tato, pomóż mi zostać mistrzem". Obaj wiemy, że stać go na to.

- We własne mistrzostwo świata jeszcze pan wierzy?
Wierzę, naprawdę. Motywacją jest dla mnie Lennox Lewis. Każdy pamięta co stało się w naszej rewanżowej walce (w 5. rundzie rozegranego w 1997 roku pojedynku McCall się popłakał, trzy lata wcześniej znokautował Lewisa i został mistrzem WBC - przyp. red.). Nigdy nie dał mi szansy na trzecią walkę. Sam zakończył karierę porażką. To znaczy nie przegrał, ale przegrałby z Witalijem Kliczką, gdyby nie przerwano walki. Kliczko chciał kolejnego pojedynku, ale Lennox się nie zgodził. Teraz moim marzeniem jest walka z facetem, który zakończył karierę Lewisa. Chcę mu przyłożyć i mam nadzieję, że dostanę taką szansę. Wierzę, że mogę pokonać także jego brata Władymira. Zobaczymy co stanie się w walce z Zimnochem. Jeśli mi się nie powiedzie, naprawdę nie będę miał problemu z odejściem.

- Wraca pan czasem do rewanżu z Lewisem?
Nie, człowieku, to było tak dawno! W którym roku? W 1991 czy w 1997 (śmiech)? A jeśli już to zawsze myślę o Bogu. Jego łasce zawdzięczam, że ochronił mnie w momencie największej bezbronności w karierze. To nie żarty, bokserzy umierają w ringu. Ojciec Leavandera Johnsona widział jak on umiera na ringu! Byłem rozbity, a Bóg mnie ochronił. Zapomnijcie co mówią kibice. Ludzie śmieją się z tego jak się zachowałem, a ja widzę w tym Boże błogosławieństwo. Bóg okazał mi litość. Jestem wdzięczny, że pozwolił mi przeżyć kolejnych piętnaście lat. Po tej walce mówiono, że Oliver jest skończony. A w tym momencie zaczęła się moja druga kariera. I to lepsza niż wielu pięściarzy kiedykolwiek miało! Zdobyłem jeszcze sześć mniej ważnych tytułów, jeździłem po świecie. Walczyłem w Turcji, Niemczech, teraz jestem w Polsce. Podróżuję, spotykam ludzi. Dziewięćdziesiąt procent wszystkich bokserów świata nie ma szans na taką karierę. Nigdy nie byłem znokautowany - jak wielu pięściarzy może się tym pochwalić? W drugiej fazie kariery osiągnąłem więcej niż mógłbym przypuszczać będąc amatorem.

- Rok temu we Frankfurcie nad Odrą przegrał pan na punkty z Francesco Pianetą, któremu dziesięć dni temu najmniejszych szans nie dał Władymir. Skąd wiara, że pan może rywalizować z braćmi?
Człowieku, ważyłem wtedy 125 kilogramów (wg oficjalnych danych o 10 kg mniej - przyp. red.). Popatrzcie na mnie w tamtej walce i porównajcie z tym gościem, który siedzi przed wami. Tamten Oliver był wielki i grupy, a dzisiaj ważę 111 kilo. Zadzwoniono do mnie z Niemiec na osiem dni przed walką. Nie miałem czasu się przygotować. Próbowałem chociaż pobiegać, ale dyszałem już po jednej mili.

- To dlaczego przyjął pan tę ofertę?
Potrzebowałem pieniędzy, trzeba było spłacić rachunki (śmiech). Opiekowałem się i do dzisiaj opiekuję się matką. Przedtem nie walczyłem przez prawie cały rok, więc brakowało kasy. Zapłacono mi dwadzieścia tysięcy dolarów. I tak niewiele brakowało żebym znokautował Pianetę. W dziesiątej rundzie trafiłem go czystym ciosem. Chciałem dokończyć robotę, ale doskoczył do mnie sędzia, jakby chciał powiedzieć: "Co ty robisz człowieku? Chcesz go znokautować?". Nie szukam wymówek. Cieszę się, że znowu jestem w dobrej formie i mogę stoczyć kolejną walkę. Jestem realistą i wiem, że jeśli przegram, to nie będzie wymówek. Ale tym razem miałem czas na treningi. Jestem w świetnej formie i jeśli to może być moja ostatnia walka, muszę się zaprezentować jak czempion. Chcę wygrać, potem stoczyć następną walkę, a następnie bić się z jednym z Kliczków. Nigdy nie przegrałem dwóch walk z rzędu. Nawet przed trzydziestką wiedziałem, że jeśli tak się stanie, trzeba będzie skończyć z boksem. Tego planu trzymam się do dzisiaj.

- Evander Holyfield skończył pięćdziesiąt lat i bracia Kliczkowie już od dawna zapewniają, że nie chcą walczyć z rywalem w takim wieku. Pan jest od niego tylko o dwa lata młodszy...
Z Holyfieldem to zupełnie inna sprawa. Był wielkim mistrzem i wojownikiem. Ma jednak za sobą wiele wyniszczających ringowych wojen, a także porażki przez nokaut. Znokautował go nawet wywodzący się z niższych kategorii wagowych James Toney. Ja nigdy nie przegrałem przez nokaut. Jest różnica, prawda? Pokażcie mi na świecie zawodnika, który potrafi znokautować Olivera McCalla! Kliczkowie powiedzą, że jestem zbyt stary? To niech któryś z nich spróbuje mnie znokautować!

- Pod koniec 2011 roku miał pan walczyć z Mariuszem Wachem, ale nie dopuszczono pana do pojedynku. Dlaczego?
Byłem w doskonałej formie, ale po badaniach w stanie Connecticut dostałem pismo, że coś wykryto w moim organizmie i nie przeszedłem testów. Stwierdzono, że nie kwalifikuję się do walki. Było jak było. Teraz przeszedłem badania i jest ok.

- W drugiej połowie lat 80. sparował pan z Mikiem Tysonem.
To jeden z najlepszych pięściarzy w historii tego sportu. Będąc z nim w jednym obozie treningowym, na sparingach, a nawet z samych obserwacji jego zajęć, wyniosłem więcej doświadczenia niż w jakimkolwiek okresie mojej kariery. Zyskałem też dużo pewności siebie. Gdybym nie miał możliwości sparowania z Mikiem, pewnie nigdy nie zostałbym mistrzem świata. Na treningach zawsze był bardzo skoncentrowany. Pobił wielu mistrzów i pretendentów. Forma, w jakiej był w drugiej połowie lat 80., predestynuje go do uznania jednym z najlepszych w historii.

- W swoim najlepszym okresie pokonałby Lennoksa Lewisa, któremu uległ w 2002 roku?
Pewnie, że był lepszy! Młody Mike Tyson, z którym sparowałem, znokautowałby Lennoksa. Lewis nie wytrzymałby naporu 22 czy 24-letniego Mike'a. Lubię go, zawsze świetnie się dogadywaliśmy. Cieszę się, że dobrze mu się wiedzie.

- Teraz podobno zdarza się panu sparować z synem Elijahem, który w Legionowie powalczy z Marcinem Rekowskim?
Walczyliśmy już nie raz, choć przed naszymi pojedynkami w Polsce akurat nie. To dla nas niezwykle istotne walki. Obaj wyjdziemy na ring po raz pierwszy po porażkach. Obaj chcemy się przełamać i ponownie zaznaczyć swoją obecność w światowym boksie. Do sparingów często podchodzimy zbyt emocjonalnie, a co dopiero teraz? To mogłaby być zbyt ciężka próba dla nas obu. Teraz możemy sobie pomagać w każdy sposób, ale na pewno nie sparując (śmiech).

- Ojciec nadal jest lepszy od syna?
On na pewno powiedziałby, że jest lepszy. Ale ja jestem ojcem i zawsze to ja jestem lepszy (śmiech)! Mówiąc poważnie, oczywiście bardzo życzę mu, żeby był lepszy niż ja kiedykolwiek, żeby lepiej myślał w ringu i poza nim. Naprawdę chciałbym, żeby zdobył więcej pasów, wygrał więcej walk przed czasem i tak dalej. Chyba nigdy nie było w boksie takiego przypadku, że ojciec i syn zostali mistrzami świata. Nie był nim nawet ojciec Floyda Mayweathera Jr. Mam nadzieję, że będziemy pierwsi.

- Jednego Polaka już pan pokonał. W 2005 roku znokautował pan Przemysława Saletę w czwartej rundzie, a w piątek spotkaliście się na gali w Olsztynie.
Tak. Spotkaliśmy się też na Florydzie, gdzie trenowałem kilka lat temu. To miły facet. Powiedziałem mu nawet, że to była jedna z moich najlepszych walk. Pochodzę z Chicago, a walczyliśmy w hali United Center, gdzie grają koszykarze Chicago Bulls. W swoim mieście mam najwięcej kibiców. Poza tym rozdałem jakieś pięćdziesiąt biletów członkom mojej rodziny, którzy nigdy nie widzieli mojej walki na własne oczy. Miałem znakomity doping i jak na razie to moja najmilsza walka. Salecie dobrze szło, ale gdy "wszedł" mój podbródkowy, wiedziałem, że jest już mój. Chyba nie spodziewał się, że ten stary człowiek będzie bił jak byk.

- Saleta zmierzył się z panem, bo odwołano jego walkę z Andrzejem Gołotą. Pan miał kiedyś stanąć do ringu z "Andrew"?
Nie przypominam sobie, żeby kiedyś były prowadzone rozmowy w sprawie tej walki, ale nie narzekam. Pokonałem Bruce'a Seldona, gdy był jeszcze niepokonany, Lennoksa Lewisa, Larry'ego Holmesa. Z kim walczyło się najtrudniej? Najsilniejszy i największy był Frank Bruno. We znaki dał mi się też James "Buster" Douglas (McCall przegrał z nim na punkty w 1989 roku - przyp. red.). Kiedy tylko był formie, potrafił przyłożyć. Gdyby w 1990 roku w walce z Evanderem Holyfieldem był w takiej formie jak kilka miesięcy wcześniej, znokautowałby Holyfielda podobnie jak Mike'a Tysona.

- Zapytamy jeszcze o Tomasza Adamka.
O, jak ja chciałbym z nim walczyć, naprawdę! Jeśli znokautuję Zimnocha, to kto wie. Dlaczego? Steve Cunningham to mój dobry przyjaciel, wiele razy sparowaliśmy. Steve pokonał Adamka, ale nie dano mu zwycięstwa. Oczywiście była to wyrównana walka, ale mimo wszystko uważam, że wygrana należała się Steve'owi. Adamek ma serce i potrafi walczyć, ale kiedy stanąłby naprzeciw mnie, przekonałby się, że biję jak młot.

Rozmawiali Przemysław Osiak, Kamil Wolnicki

Nie masz uprawnień do komentowania

Najnowsze komentarze