Patronat medialny


 


Na początek gratulacje. Po raz drugi stanie pan przed szansą zdobycia tytułu mistrza świata.
Andrzej Wawrzyk: Dziękuję. Na takie chwile się właśnie czeka, po to się trenuje i wylewa litry potu, by móc się później sprawdzić w rywalizacji z najlepszymi. Jestem podekscytowany, bo to będzie przecież walka o tytuł najbardziej prestiżowej federacji na świecie. Cieszę się jak dziecko, które dostało wymarzony prezent.

Fiodor Łapin powiedział, że Deontay Wilder popełnia dużo błędów, a jego piętą achillesową jest obrona. Zgadza się pan z trenerem?
Gdyby to była jego pięta achillesowa, to nie miałby na koncie samych zwycięstw. Na pewno obrona jest jednak jego słabszym punktem. To na pewno nie będzie walka, która rozstrzygnie się na punkty. Szansą dla mnie będzie sytuacja, gdy Wilder zacznie zadawać te swoje chaotyczne ciosy. On bije bardzo dynamicznie, ale czasem się odsłoni i wtedy muszę zaryzykować.

Czuje pan respekt przed siłą Wildera? Szpilka przekonał się o niej dobitnie.
Pewnie, że czuję, to jest przecież jeden z najsilniej bijących pięściarzy na świecie. On dysponuje straszną siłą. Zresztą tej siły nie wytrzumują jego kości - Wilder złamał przecież rękę w walce z Chrisem Arreolą, a już wcześniej miał kilka takich kontuzji. W efekcie Amerykanin zaczął się pilnować i już nie każdy cios zadaje z największą mocą.

Szpilka powiedział, że o wyniku walki zadecyduje głowa. Będzie pan współpracował z psychologiem?
Po nowym roku wracam do Warszawy i porozmawiam na ten temat z trenerem. Myślę, że się jednak zdecydujemy na taką pomoc, najwięksi mistrzowie też przecież pracowali z psychologami. To już nawet nie chodzi o samą walkę, ale o to, co dzieje się przed nią. Konferencje, spotkania twarzą w twarz, ważenie - te wszystkie sytuacje mogą wpłynąć negatywnie. Właśnie wtedy trzeba opanować nerwy i całą siłę skumulować do momentu wejścia na ring.

Pełna treść artykułu na Sport.tvp.pl >>