Patronat medialny


 


Jest już praktycznie pewne, że Maciej Sulęcki (28-1, 11 KO) zwycięstwem nad Gabrielem Rosado otworzył sobie drogę do czerwcowej walki z mistrzem świata WBO wagi średniej Demetriusa Andrade (27-0, 17 KO). Amerykanin piątkowy występ Polaka oglądał spod ringu.

Add a comment

 

Zapowiadał, że górą będzie Rocky z Warszawy i słowa dotrzymał. Maciej Sulęcki po dramatycznej walce pokonał Gabriela Rosado i prawdopodobnie w kolejnym pojedynku zmierzy się z mistrzem świata WBO, Demetriusem Andrade. – Chcę tej walki, chcę tego tytułu, ale wiem, że przede mną jeszcze sporo pracy. To, co wydarzyło się w 9. rundzie, nie ma prawda wydarzyć się z Andrade – przyznał w rozmowie z tvpsport.pl.

W mieście Rocky'ego stoczyłeś wojnę godną filmów Rocky'ego...
Maciej Sulęcki: Mówiłem, że będzie gorąco i słowa dotrzymałem! Do ósmej rundy to była najlepsza walka w mojej karierze, niestety jeden głupi błąd i byłem o krok od porażki. Kontrolowałem pojedynek, jego ciosy nie robiły na mnie żadnego wrażenia, a po tym jak w 8. rundzie po raz drugi posłałem go na deski, to w mojej głowie już wygrałem. I to było najgorsze, co mogłem zrobić.

Już w 1. rundzie Rosado leżał na deskach.
Wiedziałem, że jak trafię prawym, to musi leżeć i tak się stało. Szybko, bardzo szybko, ale wtedy nie było w głowie myśli jak po 8. rundzie. Walczyłem swoje, kontrolowałem go lewym prostym i było fajnie. Szkoda, że w końcówce tego nie powtórzyłem. Oczywiście wygrana po takim dramacie smakuje wyśmienicie, ale kilka rzeczy jest do poprawy.

Tuż po tym jak wróciłeś do szatni od razy przeprosiłeś trenera Piotra Wilczewskiego.
Tak, bo gdybym słuchał tego, co mówi, koncert trwałby całe dziesięć rund, a nie osiem. Trener przeżywał ten pojedynek bardziej ode mnie i pewnie kilka lat mu przybyło po tym wyjeździe. Miałem w narożniku dwóch znakomitych gości, bo poza trenerem był także psycholog Mateusz Kempiński i tylko szkoda, że oni mówili jedno, a ja robiłem drugie. To nauczka na przyszłość.

Pełna treść artykułu na Tvpsport.pl >>

 

Add a comment

Eddie Hearn potwierdził, że Maciej Sulęcki (28-1, 11 KO) będzie najprawdopodobniej kolejnym rywalem mistrza świata WBO wagi średniej Demetriusa Andrade (27-0, 17 KO). Pojedynek odbędzie się w czerwcu na terenie Stanów Zjednoczonych.

- Sulęcki był znakomity, oczywiście do dziewiątej rundy, bo wtedy dał się złapać Rosado kilkoma mocnymi ciosami, ale wyjmując ten fragment, pokazał, że należy do elity wagi średniej. Świetnie się to oglądało, kibice byli zadowoleni - mówi Hearn.

- W czerwcu dojdzie do jego walki z Andrade. Nie wykluczam, że WBO wyznaczy Sulęckiego jako oficjalnego pretendenta do walki z Andrade. Tak czy inaczej, ten pojedynek się odbędzie. Być może nawet na tej samej gali, na której na ring wróci Giennadij Gołowkin - zdradza angielski promotor.

Do walki Sulęckiego z Andrade mogło dojść już w styczniu. Pięściarz ze Stanów Zjednoczonych wybrał jednak wtedy pojedynek z Arturem Akawowem, który zakończył się jego zwycięstwem przez techniczny nokaut.

Starcie z Amerykaninem byłoby dla Polaka pierwszą w karierze szansą na wywalczenie mistrzowskiego pasa. O mistrzostwo świata wagi średniej w przeszłości bez powodzenia rywalizował Grzegorz Proksa.

Add a comment

Maciej Sulęcki (28-1, 11 KO) utrzymał dziesiąte miejsce w światowym rankingu wagi średniej portalu statystycznego Boxrec.com. Polski pięściarz wczoraj na gali w Filadelfii wygrał na punkty z dwukrotnym pretendentem do tytułu mistrza świata Gabrielem Rosado.

29-letni Sulęcki nie będzie miał zbyt długich wakacji. Już za kilka tygodni rozpocznie przygotowania do pojedynku z mistrzem federacji WBO Demetriusem Andrade, z którym prawdopowodobnie zmierzy się w czerwcu.

Najlepsi pięściarze świata wagi średniej Boxrec.com: 1. Saul Alvarez, 2. Giennadij Gołowkin, 3. Daniel Jacobs, 4. Jermall Charlo, 5. Demetrius Andrade, 6. Jeff Horn, 7. Sergiej Derewianczenko, 8. David Lemieux, 9. Rob Brant, 10. Maciej Sulęcki,..., 13. Kamil Szeremeta.

Add a comment

Gdyby nie nokdauny z dziewiątej rundy piątkowa walka Macieja Sulęckiego (28-1, 11 KO) z Gabrielem Rosado (24-12-1, 14 KO) miałaby całkowicie jednostronny przebieg. Przewagę Polaka w przekroju całego pojedynku dobrze oddają statystyki ciosów.

"Striczu" w ciągu dziesięciu odsłon starcia w Filadelfii trafił swojego rywala 195 razy przy 641 próbach (skuteczność 30%). "Król" Gabriel odpowiedział tylko 108 celnymi ciosami (wyprowadzonych 441, skuteczność 24%). Sulęcki doprowadził do celu także więcej tzw. ciosów mocnych - 119 przy 88 przeciwnika.

Ostatecznie po zakończeniu pojedynku, w którym obaj zawodnicy dwukrotnie lądowali na deskach, sędziowie wypunktowali jednogłośną wygraną Polaka 95-91, 95-91, 95-93. Teraz warszawianina czeka prawdopodobnie pojedynek o pas WBO wagi średniej z Demetriusem Andradem (27-0, 17 KO).

Zdjęcia z walki Maciej Sulęcki - Gabriel Rosado >>

Add a comment

W pojedynku o pas WBO International kategorii średniej Maciej Sulęcki (28-1, 11 KO) pokonał jednogłośnie na punkty Gabriela Rosado (24-12-1, 14 KO). Sędziowie po dziesięciu rundach punktowali 95-91, 95-91, 95-93.

Walka rozpoczęła się dla Polaka bardzo dobrze, bo już w pierwszej rundzie Rosado padł na deski po ciosie z prawej ręki. "Striczu" wywierał na rywalu efektywną presję, dobrze skracając ring i boksując zza lewego prostego. 

W środkowych starciach Sulęcki nieco oddał inicjatywę, ale nadal był szybszy w wymianach i Rosado tylko sporadycznie doprowadzał do celu prawe kontry. W ósmej rundzie warszawianin zaakcentował swoją przewagę kolejnym nokdaunem - tym rzucając Rosado na matę kombinację lewy sierp - prawy prosty.

Gdy wydawało się, że wynik walki jest już tylko formalnością w dziewiątej odsłonie Rosado wyprowadził potężny cios z prawej ręki, fundując Polakowi liczenie. Amerykanin ponowił atak i ponownie posłał zamroczonego Sulęckiego na deski serią nie do końca czystych uderzeń. Gong zabrzmiał jednak w porę i "Striczu" miał minutę na dojście do siebie. 

W dziesiątej rundzie było nerwowo, ale Sulęcki zdołał powstrzymać ataki podbudowanego przebiegiem poprzedniego starcia przeciwnika i dowiózł punktową przewagę do końca. 

- Nie wiem, co się stało w dziewiątej rundzie. To było głupie, niepotrzebnie wdałem się w bójkę, straciłem panowanie nad sobą. Jestem jednak szczęśliwy i jestem gotów na Demetriusa Andrade'a, chcę walczyć o mistrzostwo świata! - powiedział po zakończeniu pojedynku Maciej Sulecki.

Add a comment

- Rzeczywiście dużo wskazuje na to, że zwycięzca tej walki spotka się z mistrzem świata Demetriusem Andrade, czyli zawalczy o tytuł czempiona organizacji WBO w kategorii średniej - mówi w rozmowie z Interią Andrzej Wasilewski, promotor m.in. Macieja Sulęckiego, Artura Szpilki i Kamila Szeremety, przed najbliższym wyzwaniem pierwszego z nich. "Striczu" dziś w nocy zmierzy się z Gabrielem Rosado na gali DAZN w Filadelfii. Transmisja z piątku na sobotę w TVP Sport (godz. 1.15), TVP 1 (godz. 1.35) oraz na stronie sport.tvp.pl. Początek starcia Polaka z Amerykaninem jest planowany na godz. 2 czasu polskiego.

Wiemy doskonale, jak twardy charakter i mocną psychikę ma Sulęcki. Czy w tej konkretnej sytuacji, mając świadomość wyzwania, a także zdając sobie sprawę z perspektyw w wypadku zwycięstwa, w ostatnim czasie obserwował pan w jego zachowaniu spokój, czy dało się dostrzec coś niepokojącego?
Maciej Sulęcki: Najlepsi pięściarze są sportowcami o bardzo trudnych charakterach, wielkich ambicjach i bardzo twardej woli. Przypomnę, że boks jest jednym z najtrudniejszych, jeśli nie najcięższym sportem. Dlatego zawodnicy z absolutnej czołówki nie są ludźmi, że tak powiem, najłatwiejszymi i każdy takie wyzwania przeżywa inaczej. Maciej na przykład lubi się wyciszyć i zupełnie zniknąć. W okresie przygotowań odsuwa się od znajomych, a nawet od najbliższych. Odbieram to tak, że w ten sposób kumuluje w sobie męską, sportową złość, a także sportową agresję, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, wobec czego także przed tym pojedynkiem niespecjalnie miałem z nim kontakt. Tym razem Maciek wyprowadził się z domu i ruszył na obóz do Dzierżoniowa. Taki rytm i upodobania, u zawodników ukształtowanych i już na pewnym poziomie, trzeba szanować i możliwie jak najlepiej starać się zorganizować takie warunki, by optymalnie pod względem mentalnym czuli się gotowi do walki. Niemniej cały czas, czujnym okiem ojca chrzestnego, miałem kontakt z trenerem i całą bazą. Wiem, że wszystko szło perfekcyjnie, nie było żadnej kontuzji, ani chwil zwątpienia, a tylko ciężka praca. Wydaje mi się, że Maciek bardzo dobrze rozumie się z trenerem Piotrem Wilczewskim. Sprawdzianem oczywiście będzie walka, ale wszystko na to wskazuje, że to był dobry wybór.

A pan, tylko proszę o szczerą odpowiedź, od początku przyklaskiwał pomysłowi współpracy Sulęckiego z trenerem Wilczewskim?
To był pomysł Maćka, który na początku - przyznaję - trochę mnie zaskoczył, bo pewnie nie jest to trener, którego dzisiaj polecałbym Arturowi Szpilce, czy młodym zawodnikom, ponieważ żadnego takiego Piotrek na razie nie wychował i nie doprowadził do największych walk. Natomiast, w przypadku Maćka, ukształtowanego mężczyzny w ringu i poza nim, który jest podejrzewam jedynym polskim pięściarzem przez cały rok utrzymującym formę, to nie był nieroztropny wybór. Jeśli pan zapyta któregokolwiek z zawodników, od Kamila Szeremety, przez Krzysia Włodarczyka i Krzysia Głowackiego, a kończąc na Kamilu Łaszczyku, to każdy z nich powie, że przez cały rok ciężko trenuje, bo jest profesjonalistą, ale to nieprawda. Z kolei Maćka Sulęckiego naprawdę nie trzeba motywować, pilnować, ani mobilizować. Jest to jedna z nielicznych zalet bardzo zimnego chowu, który fundował zawodnikom śp. Andrzej Gmitruk. I jedynym zawodnikiem, który dobrze na tym wyszedł, jest moim zdaniem właśnie Maciek Sulęcki.

Co dokładnie ma pan na myśli?
Maciek nauczył się, że sam musi o siebie dbać i w ten sposób się zahartował. Fajną rzeczą jest to, że potrafi wokół siebie zorganizować mnóstwo rzeczy. Teraz może już przyzwyczaiłem się do tego, że nie potrzebuje, jak niektórzy, prowadzenia za rączkę, ale na początku naszej współpracy byłem tym autentycznie zaskoczony. Przykładem niech będzie pewnie najlepszy w Polsce dietetyk, którego Maciej sam od lat sobie organizuje, a często nawet nie przyjdzie po pieniądze. A reszta siedzi na kanapie, puchnie i tyje, by nagle zdać sobie sprawę, że przydałby się dietetyk. Wtedy ja muszę załatwiać i organizować, a później dopilnować, żeby nikt o tym nie zapomniał.

Pełna treść artykułu na Interia.pl >>

Add a comment