Get Adobe Flash player



Patronat medialny



Babilon Promotion - organizacja gale boksu, sporty walki, wynajem ring, oświetlenie LCD, boks, wynajem ringu, obsługa gal boksu i sztuk walki

 



fightklub

Pobierz pasek ringpolska.pl

Kto jest online?

Odwiedza nas 8725 gości oraz 56 użytkowników.





Legenda polskiego boksu zawodowego Andrzej Gołota uważa, że brak tężyzny fizycznej był jedną z przyczyn porażki Artura Szpilki (16-1, 12 KO) w styczniowej walce z Bryantem Jenningsem.

- W wadze ciężkiej bardzo ważna jest budowa ciała, a nie uważam, żeby u Szpilki była ona rewelacyjna. Nie chodzi o to, żeby wyglądać jak kulturysta z żyłami na wierzchu, ale warto mieć tak zwaną rzeźbę. Wtedy lepiej znosisz trud walki i ciosy rywala na korpus nie odbierają ci oddechu - stwierdził czterokrotny pretendent do tronu królewskiej dywizji w rozmowie z "Polska The Times".

Gołota, który przebywał ostatnio w Polsce na zaproszenie grupy NG Promotions, przyznał także, że nie wyklucza całkowicie powrotu na ring. - Po ostatnim pojedynku Saleta "odradził" mi taką decyzję, ale jeśli moja ręka wróci do optymalnej sprawności, to wszystko jest możliwe - powiedział 46-letni bokser.

Cała rozmowa z Andrzejem Gołotą na stronach "Polska The Times" >>

Przeczytałem właśnie, że Artur Szpilka nie będzie boksować w czerwcu podczas gali w Rzeszowie, bo nie dogadał się ze swoimi promotorami. Jeden z nich - Piotr Werner - przyznał, że oczekiwania Szpili były większe niż ustalenia kontraktowe. Czyżby pięściarzowi sodówa uderzyła do głowy? - pisze Dariusz Michalczewski w swoim najnowszym felietonie dla "Faktu" i "PS".

Przypominam, że Artur ostatnią walkę przegrał. Jak widać, niczego go to nie nauczyło. Ja na miejscu jego promotorów kazałbym mu odrobić pracę domową, a polegałaby ona na napisaniu tysiąc razy słowa: POKORA!

Wiem, że jeśli człowiek nie ma w sobie pokory, niczego w życiu nie osiągnie. W sporcie jest to wyjątkowo ważne. Szpilka o tym zapomina. Jest mocny w gębie, a nie powinien wychodzić przed szereg. W życiu obowiązują pewne zasady i warto je stosować.

Artur nie jest złym chłopakiem, tylko został trochę zepsuty przez ludzi, którymi się otacza. Nie jest jeszcze za późno, by trochę ochłonął. Przyda mu się to w życiu i na ringu. Ma teraz trochę czasu do następnej walki, bo dojdzie do niej dopiero jesienią, niech więc skoncentruje się na treningu, na poprawianiu swoich umiejętności, a nie na stawianiu żądań i gadaniu głupot.

Cały felieton Dariusza Michalczewskiego na przegladsportowy.pl >>

Piotr Werner, współpromotor Artura Szpilki (16-1, 12 KO) zdradził w rozmowie z ringpolska.pl, że rywalem pięściarza z Wieliczki na czerwcowej gali w Rzeszowie miał być Nagy Aguilera (19-8, 13 KO). Pomimo że "Szpila" od dawna przekonywał, że 27-latek z Dominikany byłby dla niego idealnym przeciwnikiem w pierwszym występie po styczniowej porażce z Bryantem Jenningsem, do starcia z byłym rywalem Tomasza Adamka ostatecznie nie dojdzie.

- Artur Szpilka poinformował dzisiaj, że "nie dogadał się z promotorami" i nie wystąpi na gali w Rzeszowie. W czym dokładnie tkwił problem?
Piotr Werner: Uważam, że sformułowanie "nie dogadał się" jest nietrafne. Nasz kontrakt precyzyjnie określa oczekiwania jakie Artur może stawiać przed każdą walką. W tym przypadku oczekiwania Artura znacząco przekraczały nasze możliwości i ustalenia kontraktowe, dlatego jego występ został odłożony o kilka miesięcy, które na pewno wykorzysta na solidny trening i poprawienie bokserskich błędów.

- Z kim Artur miał boksować w Rzeszowie?
Z Nagym Aguilerą, tak jak chciał.

- Skoro kontrakt precyzyjnie określa wszystkie warunki, to dlaczego Artur miał wyższe oczekiwania?
Kontrakt przewiduje, że gdy występują pewne przesłanki, pięściarz może z nami negocjować. Naszym zdaniem w tym przypadku nie było takich przesłanek, a oczekiwania Artura, który wraca do boksu po porażce, i jeszcze nie odrobił tego, co stracił, przekraczały nasze możliwości.

- Niektórzy mogą ten incydent odebrać jako konflikt Artura z promotorami...
Moje kontakty z Arturem są bardzo dobre i nie sądzę, aby ta sytuacja coś zmieniła. Artur nie jest człowiekiem, który szuka konfliktów. Rozmawialiśmy jak dwaj dorośli mężczyźni, którzy wzajemnie się szanują.

- Czy wiadomo kto zastąpi Artura w Rzeszowie?
Na dzisiaj nie możemy jeszcze powiedzieć nic pewnego. Myślę, że w czwartek będziemy wiedzieli na ten temat dużo więcej, a walka wieczoru, którą planujemy, na pewno będzie miała podobny ładunek emocjonalny i sportowy co występ Artura Szpilki. W czwartek być może potwierdzimy już nawet dwie główne walki gali w Rzeszowie.

Nie dojdzie do skutku planowany wstępnie na 7 czerwca w Rzeszowie powrót na ring boksującego w kategorii ciężkiej Artura Szpilki (16-1, 12 KO).

- Niestety nie dogadałem się z moimi promotorami i nie będę walczył w czerwcu w Rzeszowie. Następna moja planowana walka jest na listopad w Krakowie - rywal nie jest jeszcze znany. Nadal pozostaję w ciągłym treningu, to najważniejsze, bo będzie czas na poprawienie obrony... - napisał na portalu społecznościowym 25-letni pięściarz.

Artur Szpilka w swoim ostatnim występie - 25 stycznia - przegrał przez techniczny nokaut w dziesiątej rundzie z niepokonanym Bryantem Jenningsem.

25 lata kończy dziś jeden z najpopularniejszych polskich pięściarzy - boksujący w kategorii ciężkiej Artur Szpilka (16-1, 12 KO). Z okazji urodzin redakcja ringpolska.pl składa jubilatowi najserdeczniejsze życzenia.

"Szpila", który w swoim ostatnim występie poniósł pierwszą porażkę w karierze, przegrywając z niepokonanym Bryantem Jenningsem, na ring powróci najprawdopodobniej na początku czerwca.

Artur Szpilka: Serwis specjalny ringpolska.pl >>

- Chciałem wyjść rozszarpać rywali. Teraz patrzę na mistrzów i już wiem, dlaczego Władimir Kliczko traktuje przeciwników z takim szacunkiem. Sam kiedyś przegrał, stawiali na nim krzyżyk, gdy Lamon Brewster go wykończył. Przetrwał to i dziś jest mistrzem - mówi w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" Artur Szpilka (16-1, 12 KO).

Po porażce z Jenningsem zmalała pana pewność siebie?
Artur Szpilka:
Nie zmalała, ale może teraz zacznę szanować przeciwników. Może wreszcie dotrze do mnie, że powinienem robić to, co każe mi trener, a nie to, co ja sobie wmawiam. Sądziłem, że załatwię wszystko jedną akcją, lewym sierpowym. Mam nauczkę.

To są pana refleksje po dwóch miesiącach. A jakie myśli przychodziły panu do głowy podczas podróży powrotnej ze Stanów Zjednoczonych?
Pamiętam tylko połowę lotu, bo trochę się zresetowałem. Trzy lata nie piłem, wystarczył jeden drink i już byłem na bani. Złamałem swoje postanowienia, ale tak miałem zapisane, że jeśli przegram, to będę mógł się napić.

Ale gdy był pan jeszcze świadomy, to rozważał, że więcej niż nie będzie boksował?
Raczej nie, choć po przegranej walce różne rzeczy przychodzą do głowy. Przez pierwsze trzy tygodnie nie mogłem znaleźć sobie w domu miejsca. Miałem czas, by się zrelaksować, zastanowić i dojść do wniosku, że nie jest to moja życiowa przegrana, a pstryczek w nos: za zachowanie, podejście do przeciwników. Dzwoniłem do trenera, prosiłem o kolejny tydzień wolnego, bo jeszcze nie jestem gotowy. Pojechałem jednak na galę w Arłamowie, zobaczyłem jak koledzy boksują i znów tego zapragnąłem.

Nie szanuje pan rywali?
Nie szanowałem. Chciałem wyjść i ich rozszarpać. Teraz patrzę na mistrzów i już wiem, dlaczego Władimir Kliczko traktuje przeciwników z takim szacunkiem. Sam kiedyś przegrał, stawiali na nim krzyżyk, gdy Lamon Brewster go wykończył. Przetrwał to i dziś jest mistrzem.

Pan do porażek nie może być jednak przyzwyczajony. Jako dzieciak miał pan zeszyt, w którym wpisywał wszystkie walki: na 102 tylko dwie były przegrane.
Ale potem się zrewanżowałem tym, przez których zostałem pokonany. Liczę na to, że Bryanta Jenningsa też jeszcze pokonam.

Jak ten zeszyt powstawał?
Gdy chodziłem do 6. klasy podstawówki, to przeczytałem książkę Darka Michalczewskiego, którego fanem absolutnie nie jestem, wręcz przeciwnie...

I który mówi, że pan jest Natalią Siwiec polskiego boksu.
To Niemiec, dlatego w ogóle nie powinien się na ten temat wypowiadać! Wychodził pod niemiecką flagą, śpiewał ich hymn. Dla takich ludzi nie mam żadnego szacunku. Był to dobry bokser, ale w swoich czasach nie pokonał nikogo dobrego. Gdyby boksował z Royem Jonesem, to ten by go ośmieszył, zrobił z niego dzieciaka. Był chroniony, wszystkie walki miał u siebie, w Niemczech. Nie wiem, czy jest na jakimś cyklu, że mu tak odpiernicza.

Ma pan problem z opanowywaniem agresji?
Dziś już nie. Jest kilka osób, które wiadomo, że jak je spotkam, to jest ogień, ale na co dzień nie.

Jedną z nich pewnie jest Krzysztof Zimnoch, którego oficjalnie nazywa pan konfidentem.
Bo nim jest. Doniósł na psy (policję - dop.red), chłopak siedzi przez niego w wiezieniu. Są na to papiery. Ja mu tego nigdy nie przebaczę. Nawet najlepszy kolega stałby się moim wrogiem, gdyby kogoś sprzedał.

Dojdzie wreszcie do walki z Zimnochem?
Są przymiarki, by odbyła się w listopadzie na hali w Krakowie. Kasa się będzie zgadzać, to będzie walka. Wydaje mi się, że każdy chce ją zobaczyć. Nienawidzę go, będę robił wszystko, by go upokorzyć.

Pełna wersja rozmowy w "Przeglądzie Sportowym" >>


7 czerwca pojedynkiem na gali w Rzeszowie na ring powrócić może boksujący w kategorii ciężkiej Artur Szpilka (16-1, 12 KO) - poinformował ringpolska.pl promotor pięściarza Andrzej Wasilewski.

24-letni Szpilka w swoim ostatnim występie, 25 stycznia, przegrał przez techniczny nokaut w dziesiątej rundzie z notowanym w czołówce rankingów królewskiej dywizji Bryantem Jenningsem.

"Szpila" po krótkiej przerwie pojawił się już na sali treningowej i rozpoczął budowanie formy. Nazwisko rywala zawodnika grupy KnockOut Promotions nie jest jeszcze znane.

Artur Szpilka - serwis specjalny ringpolska.pl: Wideo, wywiady, informacje >>

Andrzej Wasilewski w rozmowie z ringpolska.pl odniósł się do opublikowanego dziś wywiadu z nim, w którym pada deklaracja, że w maju dojść może do walki Artura Szpilki (16-1, 12 KO) z Krzysztofem Zimnochem (17-0-1, 11 KO).

- Na tę chwilę w ogóle nie ma tematu pojedynku Szpilki z Zimnochem. Opublikowany wywiad nagrywany był w grudniu lub na początku stycznia, w zupełnie innych okolicznościach sportowych niż mamy teraz. Wystarczy wspomnieć, że Artur był wówczas jeszcze niepokonany, bo było to jeszcze przed starciem z Bryantem Jenningsem - powiedział współwłaściciel grupy KnockOut Promotions.

Data powrotu Artura Szpilki na ring nie jest jeszcze znana. Krzysztof Zimnoch zaboksuje prawdopodobnie w maju, choć nie są to jeszcze potwierdzone informacje.

- Nigdy tego wcześniej nie mówiłem. Nigdy go nie rozumiałem. Ale już teraz wiem, co czuł Andrzej Gołota. Wiem, jak inaczej się walczy, kiedy stawka jest wielka. Ja wychodziłem do ringu w Nowym Jorku, tak jak Gołota wychodził kiedyś do pierwszej walki z Riddickiem Bowe.  Czy później do Lennoxa Lewisa.  Myślałem, że Andrzej to taki świr, ale już wiem, że to wszystko rozgrywa się w głowie. Tam się wygrywa i przegrywa - mówi w pierwszym wywiadzie od powrotu do Polski po porażce z Bryantem Jenningsem Artur Szpilka (16-0, 12 KO). Od walki, od wieczoru 25 stycznia w Madison Square Garden Theatre, minął dokładnie miesiąc.

 - Zniknąłeś z mediów.
Artur Szpilka: Taki był mój wybór. Nie tylko z mediów: dziś byłem na pierwszym treningu od walki z Jenningsem. Akurat miesiąc od Nowego Jorku. Po tej przegranej, dla mnie nieszczęsnej, bo podszedłem do niej bardzo ambicjonalnie, troszkę się podłamałem. Dałem sobie upust emocjom, nawet pewnym postanowieniom. Miałem delikatny zapis, ze jak przegram, to będę mógł się napić. Więc się napiłem. Teraz znowu jestem abstynent. Przez ten miesiąc zupełnie sie odizolowałem od boksu. Nic nie wiem. Nawet nie wiem, kto z kim boksuje. Nie interesowało mnie to. Nawet walki z Jenningsem  nie oglądałem. Komentarzy nie czytałem. To jest mój pierwszy wywiad.

- Poważnie?
Poważnie.  A na walkę raz z teściową, nawet nie walkę, tylko może na pierwsze trzy rundy Jenningsa, popatrzyłem. Do czasu jak nokdaun na dół dostałem. Człowiek żył tą pewnością siebie, dużo została powiedziane, wyszedłem do walki i okazało się, że jest inaczej. Może mnie to wszystko trochę przerosło. Nie ma co gadać o innych zawodnikach, bo wychodzisz, mija jedna, druga runda, a tu nie jest tak, jak ci się wydawało. Wiem, że pewnego poziomu bez ciężkiej pracy nie przeskoczę. To nie jest tak, że ja teraz nie wierzę w siebie. Mam, o czym myśleć. Bez oglądania wiem, że mi zabrakło pomysłu, patrzę, jeden, drugi, trzeci cios tylko na gardę wchodzi. Chciałem coś w tym naszym promowaniu, budowaniu zawodnika przełamać. Wydawało mi się, że Bryanta mogę pokonać. Pomyliłem się. W każdej rundzie Jennings zmieniał swój  styl, w jakims momencie już nie wiedziałem, co mam robić. Trener Łapin miał dla mnie plan A, B i nawet C, ale ja w ringu chciałem nagle wszystko pokazać, nie myślałem i nic nie pokazałem. W dziesiątej mogłem przecież też uciekać, by mnie nie znokautował, ale ja postawiłem wszystko na jedną kartę. Myślałem, że się uda.

- Czego zabrakło? Pierwsza rzecz, jaka ci przychodzi do głowy?
Nigdy tego wcześniej nie mówiłem. Nigdy go nie rozumiałem. Ale już teraz wiem, co czuł Andrzej Gołota. Wiem, jak inaczej się walczy, kiedy stawka jest wielka. Ja wychodziłem do ringu w Nowym Jorku, tak jak Gołota wychodził kiedyś do pierwszej walki z Riddickiem Bowe.  Czy później do Lennoxa Lewisa.  Myślałem, że Andrzej to taki świr, ale już wiem, że to wszystko się w głowie rozgrywa. Cały czas myślałem - co będzie jak ja przegram? Zamiast myśleć o taktyce, ta cała reszta psychiczna wzięła górę. Czułem, słyszałem tych kibiców – jak zawsze ale tym razem stawka był inna. Nie przeciwnik nie wiadomo jaki, bo to nie był Kliczko, bo wtedy byłaby przepaść. Tu nie chodzi o strach, bo ja się go nikogo nie boję, ale coś mnie psychicznie zblokowało, jak zobaczyłem, że w ringu jest inaczej niż myślałem. Każdy z nas może sobie wyobrażać presję - kibice czy ty, ktokolwiek, ale i tak nie macie pojęcia, o czym mówicie. Ale co się czuje wchodząc do ringu przy takich nazwiskach, takich stawkach, tego się nie da opisać. Serce wali jak dzwon. Przekonałem się na własnej skórze, że emocje mogą mnie zgubić. Mam nauczkę. Wiem, że jeszcze w Madison Square Garden zaboksuję. Oczywiście, jak wyeliminuję swoje błędy, bo jak nie, to już nigdy tam nie będę. Z drugiej strony, ja się takimi przegranymi nie załamuję. Wiele rzeczy w moim życiu się przegrało i ja teraz nie mówię o ringu. O życiu.

- Moim zdaniem przegranie tej walki w dziesiec rund dało ci sportowo więcej, niż jakby wszedł ci jakiś szybki mocny lewy w pierwszej lub drugiej rundy, Jennings by padł i walka by się skończyła. Amerykanie widzieli twój talent, wiedzą, że masz dopiero 24 lata.
Style robią walkę. Mówiłem o tym Furym, który pajacował z Cunninghamem; teraz pamiętając walkę z Jenningsem, też bym wiedział jak walczyć, ale po walce każdy jest mądry. Zresztą moim zdaniem jak Mansour nie znokautuje Cunninghama, to z nim przegra, bo Steve nie jest głupi. Nie ma co jednak myśleć o innych, tylko trzeba samemu trenować. Wiem, że jak tego trudnego okresu w mojej karierze mocno nie przepracuję, to nic z tego nie będzie. Albo chcę być mistrzem, albo chcę sobie tak tylko poboksować. Wiem, że dzięki kibicom, dzięki temu jak walczę, będę dostawał szansę dobrych pojedynków. Teraz już nie będę miał takiego pola do popisu, żeby sobie coś sam wywalczyć.

- ...bo promotor ci powie: "wywalczyłeś sobie Jenningsa i przegrałeś"...
No właśnie.  Żeby tylko nie było za spokojnie. Tego też nie chcę. Może się uda teraz jakiegoś Amerykanina ściągnąć, później w listopadzie brać Zimnocha. Tak naprawdę, ja bym tego Zimnocha chciał od razu. Ale przecież miałem tylko jeden trening. Szczerze - nie wiem, kiedy wyjdę na ring. Na razie chciałbym trochę poćwiczyć, przekonać się gdzie boksersko jestem. Fiodor Łapin mi powie, kiedy będę gotowy.

ISSN: 2082-9760

Najnowsze komentarze

Zapraszamy: