Miasto Wałcz

Patronat medialny


 

Tomasz Babiloński

Pod koniec ubiegłego roku grupa Babilon Promotion po wielu latach zdecydowała się zakończyć współpracę z Krzysztofem Cieślakiem (18-4, 5 KO) i odsprzedać jego kontrakt. W ostatnim roku "Skorpion" przeszedł przez ciężki wypadek motocyklowy, a na ringu zaliczył jedynie dwie porażki.

- Dlaczego Babilon Promotion odsprzedało kontrakt Krzysztofa Cieślaka?
Tomasz Babiloński:
Po ostatniej walce w Wołominie doszliśmy do wniosku, że dalsze inwestowanie w Cieślaka nie ma sensu. Po 10 latach współpracy moja cierpliwość wygasła.

- Czy to prawda, że rywalizowaliście z Andrzejem Wasilewskim o podpisanie kontraktu z Cieślakiem gdy on miał 18 lat?
Zainteresowanie osobą Cieślaka ze strony KnockOut Promotions pojawiło się dopiero w 2008 roku, wtedy podpisaliśmy porozumienie o wspólnej promocji. Nasza współpraca nie trwała jednak  zbyt długo, KnockOut Promotions zrezygnowało z usług Cieślaka po jego skandalicznym zachowaniu na gali boksu w Kopalni Soli w Wieliczce. Ja dałem mu wtedy jeszcze jedną szansę, czego teraz żałuję.

- Jak odniesie się pan do zarzutów o złe prowadzenie i zbyt częste wystawianie Cieślaka do walk?
Krzysztof wykazuje się krótką pamięcią. Wcześniej sam prosił o częste walki, ponieważ potrzebował pieniędzy. Umożliwiałem mu walki m.in. o pasy młodzieżowego mistrza świata IBF i WBC Baltic. Nigdy nie wysyłałem zawodników na siłę do ringu, pojedynki są zawsze akceptowane przez ich trenerów, a przede wszystkim samych zawodników.

- Jak skomentuje pan zarzuty odnośnie zbyt trudnego rywala w Wołominie po wypadku motocyklowym?
Krzysztof prosił o walkę z kimś przeciętnym, przedstawiliśmy mu dwie kandydatury do wyboru i sam zdecydował się na Miguela Aguilara. Wcześniej wsiadł na motor przed najważniejszą walką w karierze, miał ciężki wypadek, jednak z badań, które przedstawił w PZB wynikało, że jest zdolny do walki. Krzysztof chciał boksować na dystansie ośmiu rund, a na przygotowanie miał osiem tygodni. Życzę mu sukcesów w przyszłości.