onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


Choć drużynie Hussars Poland udało się w dobrym stylu wyjść z grupy, w ćwierćfinale WSB uległa jednak dwukrotnie ekipie ubiegłorocznych mistrzów ligi - D&G Italia Thunder. O debiucie Polskiej Husarii oraz ostatnim dla Polaków meczu z Włochami - kilka słów z Dawidem Michelusem.

Kamil Kierzkowski: Mało kto wierzył, że ekipa Hussars Poland ma szanse na wyjście z grupy. Jak się czujecie z myślą, że sprawiliście wszystkim niezłą niespodziankę?
Dawid Michelus: Wiele osób twierdziło, że po 2 meczach to wszystko się rozpadnie i po Hussars Poland nie zostanie już nic. Pokazaliśmy im jednak, że Polacy potrafią walczyć. Walczyć jak równy z równym - i to z najlepszymi na świecie. Dystans między nami nie jest tak duży i każdy jest do pokonania.

- Ubiegłorocznym mistrzom, D&G Italii Thunder, ulegliście dwukrotnie 4:1. Plany były chyba nieco inne. Co zawiodło?
Z tego co oglądałem, to w Polsce Mazika oszukano - powinno być 3:2. O Jabłońskim mogę powiedzieć tyle, że miał wielkiego pecha. Nie można mu nic zarzucić: gdybym to ja miał takie zamieszanie z owym "dopingiem", chorobą itp., to nie wiem czy wyszedłbym do ringu choćby na 50% swoich możliwości. Drugi mecz - we Włoszech - również był nieco pechowy, ale i tak zdaniem trenerów wypadliśmy dobrze.

- Szacunek Włochom oczywiście się należy. Czy aby jednak nie czuliście do rywali aż przesadnego respektu? Czy nie było trochę tak: "Z mistrzami nie wygramy, ale trzeba zaprezentować się jak najlepiej"?
Nie, zdecydowanie nie. Wychodziliśmy do walki tylko i wyłącznie z myślą o wygranej. W tym miejscu ukłony dla trenera, który jest nie tylko świetnym szkoleniowcem, ale także psychologiem i motywatorem.

-  Przejdźmy do twojego starcia z Andreą: początek świetny, później jednak coś się popsuło. Z czego to wynikało? Kondycja?
Najbardziej zawiodła nietrafność w terminach. Mecze w czasie mistrzostw Polski i zaraz po nich... wynikiem tego był brak kondycji, wytrzymałości z mojej strony. Po mistrzostwach musiałem w ciągu 3 dni zrobić 5 kg. Poza tym, że musiałem w końcu coś zjeść i wypić, by dobrze zaboksować w finale, to trzeba było również stawić się na kontrolę antydopingową. Oddać przy tym nieco moczu do kubeczka, a kto robił wagę, ten wie - że przy robieniu tylu kilogramów w takim czasie jest z tym problem. Żeby oddać próbkę 90ml musiałem wypić chyba ze 3 litry wody.

-  Będziesz dalej śledził mecze WSB? Która drużyna jest twoim faworytem? Na chwilę obecną - kogo widzisz w finale?
Śledzę walki w mojej wadze, ale nie oglądam zbytnio całych meczów. Nie mam również jako takich faworytów. Jedynym faworytem, którego widzę za rok jest Hussars Poland. Jeśli tylko uda nam się wejść do ligi, wrócimy z doświadczeniem i na pewno dużo, dużo silniejsi jako drużyna.

-  Jakie najbliższe plany bokserskie? Memoriał Stamma?
Właśnie jestem we Włoszech, gdzie przygotowujemy się do tego turnieju. Wracamy 10 kwietnia, robimy parę dni przerwy... resztę pokaże czas.