onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Deontay Wilder (40-0-1, 39 KO) twierdzi, że jeśli 18 maja pobije w ringu Dominica Breazeale'a (20-1, 18 KO) tak dotkliwie, że ten w wyniku poniesionych urazów poniesie śmierć, nie będzie męczyło go poczucie winy. 

- Żadnych wyrzutów sumienia! - przekonuje potężnie bijący mistrz świata WBC wagi ciężkiej ostro skłócony ze swoim oponentem od 2017 roku. - Boks to boks. To nasza praca, wszyscy się na to piszemy. Ludzie z zewnątrz nigdy tego nie zrozumieją. My walczymy o życie między linami i wszystko może się zdarzyć. Głowa nie jest od tego, by w nią uderzać. Jeden cios i może być po wszystkim. 

- Pytacie o zabicie kogoś w ringu? Będzie, co będzie. Gdy sytuacja jest tak osobista jak między mną i Breazealem, nie życzymy sobie dobrze. Ja mówię, jak jest. Dlatego ludzie nadal mnie kochają - bo mówię, jak jest. Jestem realistą i po prostu mówię, jak to wszystko załatwię w ringu - tłumaczy Wilder i dodaje: - Nie zlekceważę Breazeale'a, potraktują go jak mistrza. Nie lubię go, a to, co zrobił, jest nie do zaakceptowania. Nie mogę się doczekać walki!