onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Mistrz świata WBC wagi ciężkiej Deontay Wilder (40-0-1, 39 KO) nie ma żadnych wątpliwości, że w ewentualnym rewanżu łatwo poradziłby sobie z Tysonem Furym (27-0-1, 19 KO). Pierwsza walka pięściarzy zakończyła się remisem i choć Brytyjczyk był lepszy przez większość rund, w ostatnim starciu Wilder był o włos od wygranej przez nokaut.

- Pojedynek z Furym chciałem skończyć niszczycielskim nokautem, czyli tak jak zwykle to robię. Za bardzo się jednak nakręciłem. On wydawał mi się wolny, ale rzucił na mnie jakiś cygański czar. W głowie wydawało mi się wszystko takie proste - wspomina grudniową potyczkę "Bronze Bomber".

- Druga walka to byłaby dla mnie łatwizna. Fury i jego ludzie to wiedzą i dlatego nie wzięli rewanżu. Zafundowałem mu wtedy wstrząs, on nawet nie wiedział, jak się znalazł na deskach. Jeśli nie wiesz, jak padłeś na matę i jak z niej wstałeś, to już źle z tobą. Jak można wygrać walkę, dwa razy lądując na tyłku? Sędzia bardzo mu pomógł - przekonuje Wilder, który ostatecznie w swoim kolejnym występie - 18 maja na Brookynie - zmierzy się z obowiązkowym pretendentem WBC Dominikiem Breazealem (20-1, 18 KO).