Patronat medialny


 


Filipiński senator Manny Pacquiao, pięściarz numer dwa XXI wieku, stoczy drugą walkę w tym roku. Czy to przygrywka do rewanżu z Floydem Mayweatherem?

W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu w Las Vegas 37-letni Pacquiao postara się odebrać tytuł WBO wagi półśredniej (66,7 kg) młodszemu o dziesięć lat Jessie’emu Vargasowi. To będzie 21. walka wspaniałego Filipińczyka o mistrzostwo świata od 1998 roku (rekordzistą jest Julio Cesar Chavez: 37 pojedynków w latach 1984–2000). Manny sięgał po pasy w sześciu wagach (niektórzy tytułują go nawet czempionem ośmiu), co wspólnie z Oscarem de la Hoyą daje „Pacmanowi” pierwsze miejsce w historii boksu zawodowego. Jednocześnie, biorąc pod uwagę klasę sportowca, takie osiągnięcie nie dziwi w dyscyplinie, która przyznaje przynajmniej cztery tytuły w każdej z siedemnastu kategorii wagowych.

W kwietniu Pacquiao w świetnym stylu, już drugi raz odpłacił zaliczanemu do najlepszych na świecie bez podziału na wagi Timothy’emu Bradleyowi za niesłuszną porażkę w 2012 roku. Amerykanin to jedyny pięściarz, który pokonał sobotniego rywala Filipińczyka. Stało się to w ubiegłym roku. W marcu 2016 Vargas sięgnął po pas WBO, w dobrym stylu pokonując  Sadama Alego. Było to jedno z zaledwie dziesięciu jego zwycięstw przed czasem w karierze. Biorąc pod uwagę, że ostatni nokaut Pacquiao zdarzył się w 2009 roku, nikt nie spodziewa się go w sobotę. Fachowcy stawiają na spektakularne zwycięstwo wyprowadzającego błyskawiczne kombinacje ciosów „Pacmana”, ale po dwunastu rundach.

Przypomina się listopad 2014 roku. Wtedy Manny walczył w Makau i też dostał rywala słabszego o klasę, Chrisa Algieriego, który nie miał prawa zrobić mu krzywdy, kilka razy upadał zaś na deski. Pół roku później leworęczny Filipińczyk wreszcie stanął do walki z Floydem Mayweatherem. Przez poprzednich pięć lat o żadnym innym wydarzeniu sportowym nie napisano więcej, na żadne nie czekano tak długo. W związku z tym nie dziwi, że sprzedano aż cztery i pół miliona pay-per-view, łączny dochód z pojedynku wyniósł zaś sześćset milionów dolarów. Bezdyskusyjnie wygrał Mayweather, potem łatwo pobił jeszcze Andre Berto, zapewnił sobie status najlepszego pięściarza XXI wieku i poinformował, że kończy karierę.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>