Patronat medialny


 


David Haye

2 lipca na stadionie w Hamburgu mistrz świata WBA wagi ciężkiej David Haye (25-1, 23 KO) stoczy swój 27. zawodowy pojedynek, krzyżując rękawice z czempionem WBO i IBF Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO). Być może będzie to ostatni ringowy występ "Żniwiarza", bo Anglik nadal trwa w swoim postanowieniu, by zakończyć bokserską karierę przed przypadającymi na 13 października 31. urodzinami.

Choć dziś trudno sobie wyobrazić w "królewskiej" dywizji większy pojedynek niż starcie o trzy mistrzowskie pasy z udziałem rządzącego od lat wśród najcięższych zawodowców Kliczki i obdarzonego wielkim talentem ulubieńca mediów Haye'a, trener i menadżer Brytyjczyka Adam Booth zdradza, że niewiele brakowało, a do ukraińsko-angielskiej rywalizacji w ogóle by nie doszło.

- Planowaliśmy inne walki. Braliśmy pod uwagę Tomasza Adamka i Alesandra Powietkina, zawodników, którzy nie byli tak popularni i kasowi jak Kliczkowie. Nie zamierzaliśmy przedwcześnie kończyć kariery tylko dlatego, że nie doszłoby do walki z Kliczką - przekonuje Booth.

Opiekun Haye przy okazji tłumaczy też swojego boksera z kontrowersyjnych zachowań i t-shirtów, w których prezentował się w przeszłości na konferencjach prasowych. - David uważa, że on zrobił to, co do niego należało. Gdyby nie jego posunięcia takie jak to z koszulką z obciętymi głowami Kliczków, ta walka nie byłąby tak duża, jak jest teraz. Kliczkowie powinni Davidowi za to podziękować!

Wszystko o walce Kliczko - Haye: wywiady, informacje, materiały video >>

- Tę sprawę z koszulkami zaaranżował sam David, malunek był wykonany bez mojej wiedzy. Ale ten jeden ruch wygenerował większe zainteresowanie, niż zrobili to Kliczkowie przez całą karierę. Czapki z głów przed Davidem. Kliczkowie powinni mysleć tak samo! - dodaje Adam Booth.