onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


Maciej Miszkiń w internetowym programie Etoto stwierdził, że w jego ocenia Artur Szpika (24-4, 16 KO) mógł zrobić w sobotę wystarczająco dużo, by zasłużyć na wygraną z Sergiejem Radczenko (7-6, 2 KO). Były pięściarz zawodowy, a obecnie ekspert bokserski i trener swoją wypowiedź rozwinął w rozmowie z ringpolska.pl.

- Najpierw na gorąco wypunktowałem 95-92 dla Radczenki, a potem za drugim razem 94-93 dla Szpilki - przyznał Miszkiń. - Uważam, że obie punktacje są dopuszczalne, szczególnie biorąc pod uwagę, że walka była toczona w Polsce. Dla mnie to nie był super skandal tylko najwyżej kontrowersyjny werdykt. Dla Szpilki miałem rundy 1,2,7 i 10. Co do rund 4 i 8, podobnie jak pan Janusz Pindera, zastanawiałem się. Pan Janusz dał Radczence, ja w drugiej punktacji dałem Szpilce. Stąd wyszedł mi taki wynik.

- Generalnie uważam, że ta histeria w związku z tym werdyktem wynika z deklaracji Artura, że podbije wagę junior ciężką. Sam wynik dla mnie nie jest tak kontrowersyjny, jak wydawało mi się na początku. Problemem jest co innego - że mówimy o równej walce z Raczenką w przypadku zawodnika, który mówił, że chce pomścić Głowackiego z Briedisem i być w czołówce wagi cruiser. To jest moim zdaniem problem i te deklaracje Artura należy włożyć między bajki - wyjaśnił "Handsome". - To jest raczej kwestia osobowości, nie było takiego zamieszania po walce z Balskim, gdzie spokojnie można było punktować dla Radczenki i nie było takiego zamieszania, a w przypadku Artura jest pełen ogień.

- Skandaliczne było na pewno zachowanie sędziego ringowego, który odjął punkt Radczence, ale z drugiej strony to nie jest wcale nic zaskakującego, zwłaszcza w Europie - takie rzeczy się zdarzają. Ponadto uważam, że w tym ataku, w którym akcja została przerwana, Artur zamroczony nie był - zakończył Maciej Miszkiń.