onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

FonfaraAndrzej Fonfara (23-2, 13 KO) rozpoczął wieczór w szatni hali Uniwersytetu Illinois w Chicago od masażu i rozmowy nie o swoim rywalu Tommy Karpencym (21-4, 14 KO), ale o szansach Legii w wyjazdowym meczu z Lechem Poznań. - Jest rozluźniony, ma fizyczną formę na 150 procent, tak jak na Glena - mówił drugi trener Polaka, Bogdan Maciejczyk. - Jest silny jak zwierzak, nie wierzę, że Karpency będzie w stanie go powstrzymać.

Nikt wtedy jeszcze nie wiedział, że wieczór w UIC będzie wieczorem nokautów i kontrowersji, walka, którą "Polski Książę" mógł skończyć w pierwszej rundzie, zamieni się w bitwę, a Fonfara będzie walczył z pękniętą kością dłoni...

Fonfara do UIC Pavilion, gdzie toczył swoją dwunastą walkę w zawodowej karierze, przyjechał już krótko po szóstej wieczorem, z całą swoją ekipą. Co prawda nikt za bardzo nie wierzył, że walka - zgodnie z zapewnieniami promotora - rozpocznie się nie później niż o dziesiątej wieczorem. - Normalka, nie robimy nic, dopóki nie będzie wiadomo, kiedy Andrzej wyjdzie do walki. Jak będziemy gotowi, to trafimy do ringu - mówił Marek Fonfara, brat i manager "Polskiego Księcia". Przy okazji - ten przydomek wybrał cztery lata temu nie sam Andrzej, ale Bernie Bahrmasel, PR-owiec pracujący dla promotora Polaka, Dominica Pesoli. - Andrzej nie lubił tego przydomka, sam nigdy go nie używał, ale tak jakoś zostało, prasa szybko to podchwyciła - mówi Bernie.

"Cudowny Dzieciak" - tak nazywa się piosenka Hemp Gru, przy której Fonfara już po raz drugi wychodził na ring. Pierwszy raz był specjalny, bo Fonfara walczył z legendarnym Glenem Johnsonem i na taką samą walkę liczyli jego trenerzy. Po pierwszych 120 sekundach wyglądało na to, że korespondencyjny pojedynek z Nathanem Cleverly "Polski Książę" wygrał z łatwością. Ciosy Fonfary, nawet przyjmowane na gardę, przesuwały Karpencego po ringu. Zawodnik z Ohio, który jak sam przyznał był znacznie lepiej przygotowany, niż kiedy bił się z Nathanem Cleverlym o tytuł WBO ("wtedy pracowałem 40 godzin tygodniowo i trenowałem, teraz tylko trenowałem" - powiedział po walce Tommy) wpadł od początku pierwszej rundy na pomysł wymian z Fonfarą, co skończyło się dla niego dwoma liczeniami i gdyby jeden więcej prawy doszedł celu,  Karpency byłby ciężko znokautowany. Początek drugiej rundy, kiedy cały Fonfara Team jak najbardziej słusznie oczekiwał końca walki wyglądał podobnie... ale to był tylko początek.

- Aż się prosi, żeby Andrzej uderzył prawą, bo Karpency ciągle jest bardzo agresywny i zadaje dużo ciosów. Jedna kontra Fonfary skończy walkę - przepowiadał siedzący obok mnie Michael Hirsley, były dziennikarz "Chicago Tribune", jeden z najbardziej liczących się publicystów nie tylko w "Wietrznym Mieście". Tych prawych nie było, a w trzeciej rundzie, kiedy szybko bijący i ruchliwy Karpency zdał sobie sprawę, że coś nie jest w porządku z jego rywalem, zaczęło się robić niebezpiecznie. Fonfara oddał inicjatywę, niepotrzebnie czekając na rywala i praktycznie bijąc tylko - sporadycznymi - lewymi prostymi. - Bij prawą, na co czekasz Andrzej!? - wydzierał się promotor Polaka, Dominik Pesoli, patrząc jak jego zawodnik momentami tylko chowa się za podwójną gardą, zepchnięty na liny, przed ciosami Karpencego.

Co się stało, dowiedzieliśmy się w przerwie między trzecim i czwartym starciem. Irek Wyszyński, przyjaciel Andrzeja, potwierdził, że Andrzej nie nagle zapomniał, którą ręką nokautuje, tylko nie może nią uderzać. - Z tą ręką problemy mam już od dłuższego czasu. Ta kontuzja się za mną ciągnie. Bałem się, że jak za mocno uderzę, to coś się stanie, że nie wytrzymam bólu i będę musiał przerwać walkę - powiedział w szatni Polak. Walka była przerwana...ale przez Karpencego.


Do początku siódmego starcia, przebieg walki był podobny, jak we wcześniejszych rundach - Fonfara coraz częściej używał lewego prostego, ale to Karpency sprawiał wrażenie kogoś, kto zadaje więcej ciosów i celnych kombinacji. Feralna dla pięściarza z Ohio siódma runda, zaczęła się od trafienia - oczywiście lewą - Fonfary, później był znowu atak Karpencego, przepychanka  w stylu zapaśniczym, którą wygrywa Andrzej i jego przeciwnik pada na ziemię. Karpency podnosił się bardzo wolno, tuż obok mojego stanowiska przy ringu i widać  było od razu, że do dalszej walki nie ma ochoty. Sędzia nakazuje mu powrót na ring, ale narożnik Karpencego macha rękoma, że dalszej walki już nie będzie. - Wychodż, walcz! Bijemy się dalej! - krzyczy ze swojego narożnika Fonfara, który gdyby nie Sam  Colonna i team Andrzeja, pewnie na siłę wyciągnąłby przeciwnika na środek ringu.

- On już nie chciał dalej walczyć. Nie miał siły, wystrzelał się ze wszystkiego w szóstej rundzie - mówił na ringu Andrzej Fonfara. - Miałem kontuzję, czułem jak coś przeskoczyło mi w barku, nie mogłem kontynuować walki. Ale zobaczyliście wszyscy co potrafię, kiedy wstawałem po jego ciosach w pierwszej rundzie, wiedzieliście jak walczyłem - mówił do prawie czterotysięcznej widowni Tommy Karpency.

- Jestem mistrzem świata, mam ukochany pas. Na moich walkach zawsze się coś dzieje, wygrałem walkę walcząc jedną ręką. Jakby druga mi wysiadła, też bym próbował - zapewniał zwycięski Fonfara.  

Przemek Garczarczyk z Chicago

Nie masz uprawnień do komentowania

Najnowsze komentarze