Patronat medialny


 


Czynny czy bierny sportowiec?
Albert Sosnowski: Zawsze mi się marzyło, żeby karierę zakończyć zwycięstwem i najprawdopodobniej jedną walkę jeszcze stoczę. Wtedy będę miał 60 pojedynków, 50 wygranych i spokojnie zawieszę rękawice na kołku. Wydaje mi się, że z taką walką nie będzie problemu, bo wiele osób wyrażało zainteresowanie moją osobą, telewizja Polsat pewnie również będzie chciała w to wejść, więc do ringu jeszcze prawdopodobnie wyjdę.

Myślisz o polskim rywalu czy kimś z zagranicy?
Tak naprawdę nie robi mi to wielkiej różnicy. Chciałbym, żeby rywal miał dodatni bilans i stanowił dla mnie wyzwanie również sportowe, ale chciałbym wygrać tę walkę. Nie mówię tu o niewiadomo jakich nazwiskach z czołówek rankingów - nic z tych rzeczy.

Przeczytałem kiedyś opinię, że Ty dwa lata po walce z Witalijem zacząłeś bardziej zajmować się komentowaniem walk niż boksowaniem. Jak Ty się do tego odniesiesz? Już wtedy myślałeś o tym, co będziesz robił w przyszłości?
Już wcześniej pracowałem w telewizji i ciężką pracą doszedłem do tego, by teraz regularnie móc komentować walki. Na pewno praca w Polsacie była odskocznią od uprawiania sportu, ale nie była priorytetem. Jestem czynnym sportowcem i w dalszym ciągu najważniejsze są dla mnie moje pojedynki. Był to jakiś sposób na przyszłość, na realizowanie własnych ambicji. Dobrze czuję się na stanowisku komentatorskim i bardzo lubię to robić. Interesuję się boksem, pajsonuje mnie to. Z tego co wiem, to moja osoba jest odbierana bardzo pozytywnie. Wiadomo, że znajdą się i tacy, którzy będą gadać, że Sosnowski jest taki czy owaki, ale tym nie ma się co przejmować. Tacy ludzie zawsze będą, bez względów na to, co będziesz w życiu robił i jak będzie Ci to wychodziło.

Jesteś lepszym komentatorem czy pięściarzem?
Na pewno pięściarzem, bo w komentowaniu nigdy nie zostanę mistrzem Europy, a w boksie nim byłem.

Ale ludzie Cię chwalą, lubią słuchać, cenią Ciebie, jako eksperta.
I bardzo miło jest mi to słyszeć. Wiem, że dużo pracy przede mną i wiele można jeszcze poprawić. Wychodzę z założenia, że jedna osoba z pary komentatorskiej musi znać boks w praktyce. Redaktor, który zna się na boksie i dużo wie na jego temat nie zawsze widzi pewne rzeczy w ringu w ten sposób, w jaki widzi je pięściarz. Ma inne spojrzenie na wiele akcji.

Komentatorka boksera to nisza w Polsce?
Znowu - trudno mi powiedzieć. Jest kilka osób, które się tym zajmują od dłuższego czasu. Jest Andrzej Kostyra, Janusz Pindera, Maciej Miszkiń i ja. Ostatnio Piotr Momot komentuje boks w Eleven i też znakomicie to robi. Wydaję mi się, że nie potrzeba więcej komentatorów. Nie ma aż takiego zapotrzebowania. Czy poziom jest dobry? Trudno oceniać po części oceniać samego siebie. Z tego co wiem, to odbiór naszej pracy jest pozytywny, a kibice są zadowoleni. Nic tylko się cieszyć i jeszcze więcej nad sobą pracować, by cały czas się rozwijać.

Pełna treść artykułu na Prostozboku.pl >>