Patronat medialny


 


 

- Walki o tytuł nie wezmę na łapu-capu, bo zwolni się miejsce. Zwłaszcza że moje nazwisko już trochę "waży" i tanio skóry nie sprzedam. Tu nawet nie chodzi o pieniądze, tylko o szansę. Chodzi o historię, którą mogę stworzyć niż tylko o zarobienie paru śmiesznych groszy - mówi w rozmowie z Interią Adam Kownacki, najlepszy polski pięściarz zawodowy, notowany w czołowej dziesiątce światowego rankingu kategorii ciężkiej.

Razem z Chrisem Arreolą zafundowaliście kibicom boks w oldskulowym wydaniu, gdzie non stop trwała wymiany ciosów i pod tym względem pobiliście rekordy wagi ciężkiej. Jednak patrząc w stronę walki mistrzowskiej, bo w tym kierunku pan zmierza, zatem poprzeczka jeszcze pójdzie w górę, to wydaje się, że na dłuższą metę nie można walczyć tak destrukcyjne dla zdrowia.
Adam Kownacki: Zgodzę się, że zdrowie na pewno na tym cierpi, ale ja tak boksuję od zawsze i tak będę boksował chyba do końca kariery. To się raczej nie zmieni, bo w takim stylu czuję się najlepiej. Jestem jaki jestem, lubię iść do przodu, mam twardą głowę i w tej chwili nawet nie myślę, by przerzucić się na inny styl, w którym nie czułbym się tak komfortowo.

O Mariuszu Wachu też zawsze mówiło się, że jego szczęka i głowa są z żelbetonu, być może nie do naruszenia, lecz w ostatniej walce z Martinem Bakolem można było odnieść wrażenie, że "beton" jakby powoli zaczynał kruszeć.
Zdaję sobie sprawę, że przy moim sposobie boksowania nie będę walczył wiecznie. Zostało mi jeszcze może z dziesięć pojedynków i zobaczymy, jak wszystko mi się uda, a sprawy potoczą. Waga ciężka to nie przelewki, ale pamiętajmy, że doszedłem tu, gdzie teraz jestem, boksując właśnie tak, a nie inaczej. Dlatego to raczej się nie zmieni.

Jak odebrał pan rozmowę i opinie Wildera na swój temat? To była tylko kurtuazja, czy mistrz faktycznie jest pod wrażeniem pana zwycięstw?
Wydaje mi się, że on czuje, że walka naszych stylów nie byłaby dla niego łatwa. Przecież gdybym dobrze trafił, to zrobiłoby się ciekawie, bo Wilder nie ma tak twardej szczęki, jak Arreola. Gdybym go ustrzelił, to poszedłbym za ciosem i bym go skończył. Sądzę, że on to dobrze wie. Natomiast bolą mnie słowa Wildera, gdy opowiada, że chce w ringu kogoś zabić. To jest jednak sport, oczywiście ciężki, ale każdemu przeciwnikowi powinno życzyć się zdrowia. A jego gadanie, nawet pod publiczkę, jest dla mnie chore. Takie słowa nigdy nie powinny padać, zwłaszcza że w boksie co jakiś czas dochodzi do tragedii.

Pełna treść artykułu na Interia.pl >>