Miasto Mrągowo

Patronat medialny


 

W sobotę w londyńskiej O2 Arenie Adam Balski (16-1, 9 KO) skrzyżuje rękawice z niepokonanym Chorwatem Alenem Babiciem (10-0, 10 KO), a stawką pojedynku będzie tytuł WBC Silver nowej kategorii wagowej bridger (do 101,6 kg). Pięściarz z Kalisza przeszedł bardzo długą i krętą drogę, zanim doczekał się wymarzonej, zagranicznej walki.

Łączysz treningi z pracą. W przeszłości pracowałeś m.in. w myjni samochodowej i jako kurier.
Adam Balski: Jestem do tego przyzwyczajony, nie umiem siedzieć w domu i nic nie robić. Kiedyś mieszkałem przez dwa lata w Anglii i to wtedy do tego przywykłem. Od rana do wieczora byłem w pracy, a potem szedłem na trening. Po powrocie do Polski było tak samo. Zamiast siedzieć przed telewizorem wolę iść do pracy.

Czym zajmowałeś się w Anglii?
Głównie pracowałem przy przeprowadzkach, ale byłem tam też kierowcą. Zaczynałem jednak na budowie, jak wielu Polaków w Anglii. Fajnie wspominam ten czas i cieszę się, że teraz wróciłem, ale już jako pięściarz.

W 2020 roku przeszedłeś z grupy Tymex do KnockOutu. Z perspektywy czasu, żałujesz? A może żałujesz, że nastąpiło to tak późno?
Zawsze powtarzam, że wszystko jest zapisane u Góry, tak widocznie musiało być. 15 lat temu przyszedłem na ul. Petofiego, bo chciałem sobie zrobić zdjęcie z zawodowymi pięściarzami, a dzisiaj ćwiczę z nimi na jednej sali. Dla mnie to spełnienie marzeń, że mogę trenować z takimi zawodnikami, jak Michał Cieślak, czy Krzysztof Głowacki. Dzięki temu dwa razy więcej się uczę i czuję, że idę do przodu. Jestem za to wdzięczny.

Pełna treść artykułu na Tvpsport.pl >>