Patronat medialny


 


Ma już prawie 90 lat, ale sił witalnych i ostrości umysłu mógłby mu pozazdrościć niejeden pięćdziesięciolatek. Don King od dawna nie jest już w boksie głównym rozgrywającym, ale wciąż ma sporo do powiedzenia. W styczniu znów zrobiło się o nim głośniej, gdy zaczął rzucać kłody pod nogi czekającemu na mistrzowską szansę Michałowi Cieślakowi.

Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie podstarzałego fantasty, a jednak do niedawna to właśnie on pociągał w boksie za wszystkie sznurki. Wszędzie chodził z małą amerykańską flagą i jak mantrę powtarzał hasło "only in America". To jednak tylko pozory. Za maską poczciwego ekscentryka kryje się przenikliwy umysł z niezwykłym talentem do robienia interesów - także tych niekoniecznie czystych.

Wszyscy znają go dzięki charakterystycznej fryzurze, jednak zdaniem Larry’ego Holmesa nie jest ona dziełem przypadku. Według jednego z najlepszych pięściarzy w historii King ukrywa pod nią… diabelskie rogi. "Mówi jak czarny, żyje jak biały, myśli na zielono" - komentował były mistrz świata wagi ciężkiej. Pewne jest to, że rzutki promotor jak odnajduje się ryba w wodzie w polityce. Podobno dwa razy głosował na Baracka Obamę, ale ostatnio zachwyca się (z wzajemnością) Donaldem Trumpem - kompletnym przeciwieństwem poprzednika.

King współpracował z największymi - Muhammadem Alim, Mikiem Tysonem i Lennoksem Lewisem. Te legendy twierdziły po latach, że biznesowo straciły setki milionów dolarów. Szukanie sprawiedliwości w sądach przeważnie było nieskuteczne. A Don, nawet gdy w końcu zaczął tracić wpływy, to potrafił komplikować życie wszystkim wokół. Jeszcze na początku XXI wieku zabetonował scenę wagi ciężkiej - żadna ważna walka nie mogła być bez jego zgody. Dojście do tej pozycji zajęło jednak kilka dekad i wymagało wielu ofiar.

Pełna treść artykułu na Tvpsport.pl >>